wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
Wygrać z samym sobą
Była zima. Zmarznięta, wróciła do domu po kolejnym ciężkim dniu. Jak zwykle z mokrymi włosami. Rodzice nie zwracali już na to uwagi. Przypominali tylko czasem – „Jak się rozchorujesz to miej pretensje tylko do siebie, a z pływaniem będziesz mogła się pożegnać”. Nie popierali jej w sporcie. Ojciec nigdy nie pojawił się na basenie, nie był na żadnym zebraniu czy zawodach. Obchodziła go tylko praca. A matka? Nigdy nie pogratulowała jej zwycięstwa, medalu. Właśnie tego dnia Karolina usłyszała, jak rodzice o niej rozmawiają – „Co jej daje to pływanie? Ma już piętnaście lat. Jedyne jej osiągnięcia to jakieś zawody okręgowe. Nawet w Polsce zalicza tylko finały B. No i oczywiście musimy opłacać jej te wszystkie wyjazdy. Ona chyba zapomina że ma jeszcze dwie siostry. Przecież i tak pewnie nigdy nie pojedzie na Olimpiadę. Nie ma sensu dalej inwestować w to jej pływanie. No ale skoro chce, niech pływa. Przynajmniej nie ma na zbyt dużo wolnego czasu żeby szwędać się po mieście z podejrzanym towarzystwem”. Nie przesłyszała się. To były słowa matki. Jej własnej matki. Tak bardzo bolały. Skryła twarz w dłoniach.



Mijały kolejne dni. Karolina dalej trenowała. Ale już bez chęci, wiary i nadziei, że kiedyś się poprawi, że będzie lepiej. Koleżanki doradzały jej żeby zrezygnowała i tak się nie męczyła. Tłumaczyły, że i tak dużo osiągnęła w tym sporcie i niech da sobie spokój. Wiele razy zachęcały ją do pójścia na dyskotekę czy imprezę. Ale ona nie mogła. Miała w tym czasie trening. I choć bardzo ją kusiło, coś w głowie mówiło jej „nie”. Ale przecież w końcu nie pływała dla kolegów, przyjaciółek, rodziców czy trenera. Robiła to dla siebie.



Jacka nie było od trzech tygodni. Wszyscy myśleli że jest chory. Ale nie był. Karolina spotkała go jak upijał się z kolegami na przystanku autobusowym. Podeszła. Musiała się dowiedzieć dlaczego nie przychodzi na basen, nie odbiera telefonów, nie odpisuje na sms-y. Powiedział, że ma już dosyć. Poddaje się. Chciał posmakować innego życia. Życia bez wstawania o 4.30. rano, bez zimnej wody, bez zmęczenia. Bardzo lubiła Jacka. On jak nikt inny potrafił sprawić, że znów się śmiała. Że zapominała o bólu i wszystkich złych rzeczach. A teraz on odszedł... Mimo, że ściskało ją w gardle, zrozumiała to. Tylko czemu się nie pożegnał? Czyżby się wstydził? Tak, wstydził się przyjść na basen i powiedzieć przy całej grupie, że już nie trenuje. Poprosił ją, żeby nikomu nic nie mówiła. Tłumaczył się, że jego rodzice zadzwonią do trenera i wszystko wyjaśnią. Domyśliła się, że skłamał. Jego matka i ojciec nie mieli o niczym pojęcia. O tym, że Jacek stacza się na dno, wiedziała teraz tylko ona.

A jednak nie potrafiła trzymać języka za zębami. Musiała to komuś powiedzieć. Wygadała się Magdzie, koleżance z basenu. No bo w końcu Magda i Jacek byli w jednym wieku. Zawsze jeździli razem na Mistrzostwa Polski. Karolina zdziwiła się reakcją przyjaciółki. Magda nic nie odpowiedziała. Wzruszyła tylko ramionami.





Zaczęły się problemy w szkole. Ona? Wzorowa uczennica ze średnią 5,0? Niemożliwe. A jednak. Nie miała już sił. Nie mogła znieść tego wszystkiego. Żeby zaliczyć semestr z polskiego musiała napisać streszczenie „Małego Księcia”. Postanowiła zabrać się za to po treningu. Niestety była tak zmęczona, że litery nie umiały poskładać się w słowa. Tak zmęczona, że słowa nie widziały swojego porządku w zdaniu. Tak zmęczona, że wszystkie znaki przestankowe odmówiły współpracy. Tak zmęczona... że z trudem odnalazła drogę do łóżka.



Dzisiaj miała się spotkać z Tomkiem. To jej chłopak. Teraz już były chłopak. Nie poszła bo nie miała siły. Stwierdził, że ona go zdradza. Rzucił ją. Została sama. Przez trenowanie straciła coś, co miała najcenniejszego w życiu. Miłość. Obwiniała siebie. Zraniła kogoś, kogo bardzo kochała. Zniszczyła kawałek własnej osobowości. Świadomie, nieświadomie - nikt nie miał zamiaru oceniać. Wydano wyrok. Wymierzono karę. Znów zapanował smutek. I ból w sercu.



Siostra Karoliny zachorowała na białaczkę. Tylko dlaczego akurat ona? Daria zawsze pocieszała ją w trudnych chwilach, kiedy było jej ciężko. A ona często ją odtrącała. Teraz nie mogła sobie tego wybaczyć. Minął miesiąc. Pogrzeb odbył się w małym kościółku przy cmentarzu. Tak jak Daria pragnęła. Karolina po raz pierwszy zrozumiała sens słów „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”.



Kończyła się niedziela. Nieubłaganie. Poczuła ukłucie w sercu. Na chwilę straciła oddech. Jak to się stało, że bała się poniedziałków? Jak to się stało, że tak bardzo znienawidziła siebie? Jak to się stało, że nie miała ochoty wykonywać tych wszystkich obowiązków, które jeszcze niedawno tak bardzo lubiła? Jak to się stało, że nie miała ochoty oglądać ludzi, którzy jeszcze niedawno byli jej bliscy? Jak to się wszystko stało? I dlaczego? Miała do siebie tak wiele pytań , a tak mało odpowiedzi potrafiła znaleźć. Na pewno wiedziała jedno. Brakowało jej sensu życia.



Zaczęła narzekać na treningach. Jak nigdy. Nie poznawała samej siebie. - Już nie mogę, nie mam siły, nie potrafię. – te słowa co raz częściej pojawiały się na jej ustach. W końcu trener nie wytrzymał. Wyrzucił ją z pływalni. Następnego dnia prawił jej kazanie jaka to jest beznadziejna. Że jest niewolnikiem, a nie zawodniczką. Tak przy całej grupie. Nie chciała tego słuchać. Pobiegła do szatni. Przysiadła na skraju ławki. By zatrzymać pędzące myśli. By ukoić ból serca. I łzy. Nikt jej nie pocieszył. Bo w sumie nie było po co. Wiedziała, że jest słaba. Postanowiła, że już więcej tu nie wróci.



Karolina zrozumiała, że została sama. Sama i nieszczęśliwa wobec tych wszystkich przeciwności, kłopotów i zmartwień. Miała ochotę rzucić wszystko. Nic nie szło po jej myśli. Poplątały się ścieżki. Pogubiły wątki. Chciała tylko zaszyć się w poduszce i wypłakać jak mała dziewczynka. Nie sądziła kiedykolwiek, że to wszystko będzie takie trudne. Na szczęście nadchodził Nowy Rok. Można było zacząć życie od początku.



Dziś obchodziła urodziny. Pamiętał tylko Jacek. Dostała sms-a z życzeniami, ale jakże wyjątkowymi:



„Abyś zawsze potrafiła zaczynać od nowa, byś nie poddawała się przeciwnościom losu, śmiało patrzyła przez życie i bez względu na to, dokąd dojdziesz drogą swego życia, pamiętała o tych których kochasz.

A przede wszystkim żebyś robiła to co kochasz, robiła to z pasją”.



Wystarczył jeden sms, żeby iskierka nadziei zagościła w jej sercu. Uświadomiła sobie, że popełniła błąd. Zrozumiała, że jeśli nie zacznie porządnie trenować i będzie dalej użalać się nad sobą, do niczego nie dojdzie. Brakowało jej odwagi. Ale wróciła. Stanęła na słupek. Trener uśmiechnął się. Chyba wiedział, że wróci. Wskoczyła do wody pływała tak jak należało. I kiedy tak płynęła 3 km na czas, dotarło do niej że wszystkim jest ciężko. Że nie tylko ona musi codziennie pokonywać swoje słabości. Teraz wiedziała, że życie to nie tylko uśmiech od ucha do ucha. Życie to nie tylko taniec zmysłów. Życie to również ból i cierpienie. Choćby przez chwilę. Choćby niechciane. Każdy chce być szczęśliwy (w całej enigmatyczności tego stwierdzenia). Ona też chciała. Czasem jednak ludzie nie mają wpływu na to, co się wokoło dzieje. Ona też nie miała. Dlatego ludzie doświadczają i radości, i smutku. Ona też doświadczała. Nawet ci najsilniejsi czasem się gubią. Ona też się gubiła. Nawet ci najmocniejsi czasem tracą siłę. Ona też traciła. Ale ich życie jest przez to o wiele bogatsze. Jej życie też takim było. Tylko nie potrafiła tego dostrzec.



Zbliżały się ważne zawody. Ale te już nie były dla niej takie same, jak wszystkie do tej pory. I mimo, że nikt z rodziny nie przyszedł, żeby zobaczyć jak jej idzie, postanowiła z tego powodu raczej nie płakać. Dzisiaj udowodni choćby samej sobie, że stać ją na wiele. Była dobrze przygotowana. Płynie 800m dow. Jej koronny dystans. Mimo, że to długie i nudne pływanie od ściany do ściany aż 32 razy, przyzwyczaiła się . Nie takie rzeczy pływała na treningach. Zaraz startuje jej seria. Postanowiła nie panikować. Bo co to miałoby dać? Bo co to mogłoby zmienić? Po co się spalać wewnętrznie, skoro i tak na TĘ rzeczywistość nie ma się wpływu? "Wdech, wydech, wdech, wydech" i uśmiech nr 8 - niezawodny sposób. Skuteczny w tylu już życiowych momentach. Może i tym razem da rezultaty? Bo przecież ucieczka chyba nie byłaby teraz dobrym wyjściem...

Siąść i płakać też nie miała ochoty.. Pozostało jej tylko jedno. Musiała stanąć na słupek i popłynąć. Nie... tym razem nie musiała lecz chciała. Chciała popłynąć dla siebie. Dla samej siebie. Nie dla Magdy, żeby jej udowodnić, że jest lepsza; nie dla trenera, który miał dość wygórowane ambicje; nie dla rodziców, którzy jej nie akceptowali. Ale z drugiej strony tak bardzo chciała by o niej pamiętano. By jej uśmiech zapisał się w umysłach. Chciała tak po prostu być kimś. Jak miliony przed nią. Jak miliony po niej. I tak znalazła w sobie siłę. I z tą siłą popłynęła...



....ostatni ruch ręką. Dotknęła ściany. Nie miała siły spojrzeć na tablicę z wynikami. Ale już wiedziała, że się udało. Właśnie teraz kiedy stała ledwo żywa przy ścianie, nadszedł ten moment, w którym uświadomiła sobie, że warto było się zmęczyć. Odeszły w zapomnienie długie godziny treningu, ranne wstawanie, ból. Zrozumiała na czym to wszystko polega. Wygrała sama ze sobą.



Nowe ziarno nadziei zostało zasiane w Jej sercu.

Nowy uśmiech pojawił się na Jej twarzy.

Nowe cele wytyczyły się same.

Na resztę życia.





Zdobyła złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Teraz już miała pewność. Była prawdziwą zawodniczką. Udowodniła wszystkim, że pływanie to jej pasja.


komentarze [ 3] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl