wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
Cisza
"Cisza"

Letnie słońce powoli wędrowało po nieboskłonie, gdy w Królestwie rozbrzmiały pierwsze uderzenia cynowych dzwonów, wzywające rzesze aniołów do popołudniowej modlitwy. Lamiel jednak nie spuściła pokornie głowy w niemej prośbie do Przenajświętszej Panienki. Nie złożyła nawet hołdu Synowi, nucąc cicho "Alleluja", jak to zwykle miała w zwyczaju. Była dziś zagniewana i pragnęła ukoić serce samotnością. Szła przed siebie, przemierzając bezkresne Rajskie Ogrody. Trawa muskała delikatnie jej nagie stopy, uginając się pod nikłym ciężarem i po chwili podnosząc się, jakby zapominała o przechodzącym aniele. Tuż za sadem, pełnym dorodnych, owocowych drzew zaczynało się ulubione miejsce Lamiel, w którym zwykle przesiadywać i cieszyć oczy cudownym widokiem. Zatrzymała się przy potężnej jabłoni. Stała przed falującym, intensywnie czerwonym morzem maków. Usiadła na jego skraju, opierając się o pień drzewa. Lekki wietrzyk jakby w powitaniu ugiął łodyżki kwiatów, które delikatnie pochyliły się w jej kierunku. Ogród był piękny... Idealny... Wszystko w nim, nawet najdrobniejszy element, stworzone było przez Pana i jaśniało Jego nieziemskim blaskiem.
Lamiel cicho westchnęła. Jakie znaczenie miał urok wszystkich cudów Królestw w świetle porażki, która ją spotkała? Znów straciła podopiecznego. W jej sercu odcisnął ślad kolejny człowiek, którego nie udało jej się przeprowadzić przez życie. Tym razem dziewczynka, dziecko jeszcze, zabita przez pospolitych bandziorów dla kilku nędznych miedziaków. Lamiel nie mogła nic zrobić. Patrzyła jedynie, jak cotygodniowa wyprawa na targ zamienia się w rzeź. Takie miała rozkazy...
Wydawało jej się, że cała ta sytuacja jest pozbawiona sensu. Oto kolejna, niewinna istota poniosła śmierć! Czyżby jej przełożeni oszaleli, pozostawiając przy życiu największych grzeszników, a stawiając przed Sądem Ostatecznym wciąż nowe rzesze niezbrukanych złem dusz?
- Wiesz, że nie uczestniczenie w modlitwie jest grzechem? - przerwał jej rozmyślania melodyjny, mocny głos.
- Wiem i dlatego dziwię się, że widzę tu ciebie, Lucyferze. Przyszedłeś mnie nawracać? Czyż nie jest napisane: "Obłudniku wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, żeby usunąć drzazgę z oka swego brata"?
- Światłość nie strąca nas z powodu błahostek. Smutek jednak przyćmiewa Jej blask, gdy któreś z dzieci nie łączy się z Nią w rozmowie - ciągnął niewzruszony Archanioł.
- Ten blask - podjęła szybko zirytowana Lamiel - jest tak potężny, że chwilowe przyćmienie nie zostanie przez nikogo zauważone.
- Jest w tobie złość, zgorzkniałość, żal. To złe uczucia. Wyzbądź się ich.
Zapadła cisza, przetkana wesołym świergotem ptaków, ukrytych gdzieś wśród drzew. Anioł powoli usiadł.
- Utrata podopiecznego jest trudna dla każdego anioła stróża. Rozumiem cię.. Kiedyś byłem jednym z was.
- Jesteś najwierniejszym z aniołów Pana, Lucyferze! Wytłumacz mi: czy to ma być sprawiedliwość? Żaden z ludzi, którymi się opiekowałam nie odszedł jako szczęśliwy starzec. Wszyscy umierali przedwcześnie. Przecież nikt na tym nie skorzystał! Tyle mogli jeszcze zrobić, zobaczyć... Całe życie było przed nimi.
- Nie możemy negować decyzji Pana.
- Chyba naszej wspaniałej Rady. - żachnęła się dziewczyna - Jak tak dalej pójdzie, nigdy nie pozwolą mi się wykazać i nie wyrwę się z chóru stróżów.
- Rada jest powołana przez Jasność. - Lucyfer uśmiechnął się delikatnie - Zaufaj Panu! Nie kłopocz się już losem śmiertelnych. Jestem tu, by przekazać ci, że zwolniona zostałeś ze służby ludziom. Witaj wśród archaniołów!
Lamiel jednak nie rozpromieniła się, jak oczekiwał tego anioł. Na jej twarzy zakwitła posępna mina, pełna bólu i rozczarowania.
- Sugerujesz, że Rada odebrała życie mojej podopiecznej, bym mogła szybciej awansować?!
Lucyfer nie znalazł odpowiednich słów, by zaprzeczyć. Wpatrywał się tylko w czystobłękitne oczy anielicy.
- Jesteśmy niewolnikami własnej hierarchii! - krzyknęła nagle, jej głos lekko drżał - Przez całą moją służbę nie potrafiłam zrozumieć, czym jest ten niezwykły dar, jaki Pan dał ludziom. Na czym polega jego ogromne umiłowanie do tej rasy? Czemu uczynił ich na swoje podobieństwo? Wydawali mi się odpryskiem Jasności, jakąś gorszą kopią Wyższych Bytów, stojącą na skraju życia i śmierci, z której zepchnąć ich może najmniejsza nawet rzecz. Oni, targani emocjami, nie dostrzegający prawdziwego świata, trwający w swej płytkiej, przyziemnej rzeczywistości... Teraz dopiero widzę swój błąd... Jakże oni żyją intensywnie! Jak chwytają każdy dzień! Ich życie jest tak śmiesznie marne, jak płomyk świecy, który może zgasnąć przez byle podmuch wiatru. Jednak oni potrafią sprawić, by od tego płomyka zapłonął cały świat! Są prawdziwie wolni, a my tkwimy tu, jak w złotej klatce, pnąc się nieustannie po drabinie hierarchii... Pieśnią jest ich życie, a nasza marna wieczność jest ciszą... Nieznośną ciszą...
komentarze [ 1] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl