wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
Przyjdź!

Prosiłem Ją tyle razy, żeby przyszła. Żeby przyszła i w końcu to zrobiła. Tak bardzo tego pragnąłem, tak bardzo...
Przychodziła często. Za każdym razem celem Jej wizyty nie była, niestety, moja prośba.
Pamiętam, raz przyszła. Była taka zwyczajna, normalna. Jak zwykle punktualna. Ubranie, ot, zwykłe dżinsy i bluza. Nic, co mogłoby mnie ucieszyć. Wszystko było takie zwyczajne, że aż dziwne. Nie wiedziałem, co o tym myśleć.
Usiadła naprzeciwko. Długo się nie odzywała, patrzyła tylko wciąż na jedno miejsce na ścianie w ogóle nie mrugając powiekami. Zawsze Jej tego zazdrościłem... Ja tak nie potrafiłem. Nigdy nie posiadłem tej zdolności. I to była zasadnicza różnica między nami. Taka granica, której żadne z nas nie umiało przekroczyć.
Siedziała... Wyglądała normalnie, ale jednak było w niej coś zadziwiającego. W powietrzu unosiła się jakaś niesamowitość... Czuło się, że tego dnia coś ważnego, coś oczekiwanego, cos przełomowego musi się wydarzyć. Coś, o czym tak długo marzyłem. Nie miałem nawet odwagi dłużej na Nią spojrzeć. Myślałem, że to może psuć to, co do tej pory działo się wokół… Kiedy tylko moje rozbiegane oczy choć na moment natrafiły na Jej blado-siną twarz, na Jej nieludzko błyszczące oczy, na Jej niemal przezroczystą szyję; ze strachu szybko je zamykałem, aby po chwili otworzyć i widzieć już coś innego: kolorowy obrazek, wazon z kwiatami, które przyniosła mi ostatnim razem, czarną ścianę, nierówno poukładane książki... Cokolwiek, byleby nie widzieć tej, którą tak bardzo kochałem, taj, której równocześnie tak bardzo nienawidziłem, tej za którą tak bardzo tęskniłem, kiedy odchodziła choć na chwilę...
Byłem ogromnym egoistą. Chciałem Ją mieć tylko dla siebie, na własność. Nie chciałem wypuścić z objęć, kiedy zostawała wzywana, bo właśnie ktoś był bardziej potrzebujący. Wtedy strasznie się wściekałem. Byłem zazdrosny do tego stopnia, że potrafiłem iść za Nią choć kategorycznie mi tego zabraniała. Zresztą, odchodziła tak szybko i w taki miejsca, do których nie zaprowadziłaby mnie żadna ścieżka, nawet autostrada...
Natomiast kiedy zjawiała się nie potrafiłem wydusić z siebie żadnego słowa, choć myśli tłoczyły mi się w głowie. Miałem uformowane całe monologii, ale nigdy ich nie wypowiedziałem... Nie wiem dlaczego? Może się bałem, może się wstydziłem, może zapominałem, może nie chciałem, może... Nie wiem... Zresztą nie wiem, czy cokolwiek wiem.
Lubiłem po prostu być obok Niej, siedzieć niedaleko i czuć ten przejmujący chłód bijący od Niej. Mógłbym tak siedzieć już zawsze, wiedząc, że prędzej czy później będzie musiała spełnić moją prośbę...
Nie odzywałem się może i dlatego, że za każdym razem, kiedy już chciałem to zrobić, właśnie ktoś Ją wzywał...
Teraz było tak samo. Identyczny scenariusz naszego spotkania. Jednak coś się zmieniło, było inaczej. Czułem to, ale nie umiem tego wytłumaczyć. Siedzieliśmy tak długo nie poruszając się nawet, że aż kręgosłup zaczął mnie boleć. Dziwne uczucie, w ogóle mnie to nie ucieszyło, zapomniałem już co to ból po pięciu latach od...Nie chcę nawet o tym myśleć... Chcąc nie chcąc poruszyłem się prawie bezszelestnie... spojrzała na mnie tym swoim najbardziej przenikliwym wzrokiem. Poczułem się dziwnie spokojnie. Podeszła do mnie. Nie. Podpłynęła. Koniuszki Jej nagich palców nie dotykały nawet czarnej podłogi... Przyfrunęła... Nie wiem, to nie ma żadnego znaczenia.... Położyła swoją rękę na mojej piersi. Poczułem jak Jej długie palce obejmują moje coraz wolniej bijące serce...
Widziałem, jak odeszła. Przeszła przez drzwi nie otwierając ich. Zdziwiło mnie to trochę, choć tyle razy przecież byłem już tego świadkiem.
Kiedy znikła, na drzwiach pojawił się czerwono-krwisty napis: „ Dla Ciebie nie ma już ratunku „ . Ten napis obudził we mnie jakieś oko. Oko, które nagle otwarło się i ujrzało straszliwą prawdę.
Wstałem z wózka i wyszedłem poszukać nowego anioła, choć i tak wiedziałem, że ich nie ma...

komentarze [ 1] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl