| Pomóż nam w promocji: |
Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link: <a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a> Dziękujemy! Administracja miasta.
|
|
| MILCZENIE |
Pamiętam jak przychodził do mnie i siadywał w fotelu. Zawsze o tej samej porze, zawsze w tym samym fotelu, zawsze patrzył w to samo miejsce i zawsze chciał słuchać tego samego: Chopina, Sonaty h-mol.
To dzięki niemu pokochałem klasykę: Czajkowski, Vivaldi, Strauss, Bach... Ale długo musiał mnie do tego przekonywać. Byłam i jestem punkówą, klasyka była mi całkiem obca i obojętna, ale udało mu się to. Jestem mu bardzo wdzięczna.
Mawiał:” Od klasyki się zaczęło i na klasyce się skończy. To grzech nie znać paru wartościowych utworów.”
Siadywał i słuchając Sonaty milczał.
Siedziałam zawsze z boku i zastanawiałam się po co przychodził, jeżeli nigdy się nie odzywał. Ale lubiłam to. Wpatrywałam się w jego lewy profil. Dokładnie zdążyłam przestudiować budowę jego twarzy. Znałam każdy jej zakamarek, każde zagłębienie i każdą zmarszczkę, bo i te miał mimo swojego młodego wieku. Patrząc tak na niego za każdym razem zastanawiałam się, czy choć trochę mnie lubi. Czy jakaś jego cząstka jego ciała, jakiś atom mógłby mnie kiedyś pokochać? Czy jego wielki, zielone oczy otoczone wachlarzem długich rzęs kiedykolwiek spojrzą na mnie i ujrzą w nich choć odrobinę radości? Czy istnieje dla niego choć przez chwilę i czy wie jak mam na imię?
Im częściej u mnie bywał, tym bardziej zatracałam się w tym uczuciu. Miałam ochotę pocałować go lub chociaż dotknąć jego, włosów, ręki... Czasami było to tak silne, że bojąc się, że się nie powstrzymam i zrobię to, wychodziłam z pokoju. Nie lubił tego, bo hałasowałam, a to wytrącało go z zamyślenia. Odrywał wtedy wzrok od ściany i odprowadzał mnie nim do drzwi.
Nie wiem dlaczego nigdy go nie dotknęłam? Chyba po prostu bałam się, ze jak to zrobię to on już nigdy nie przyjdzie. Nie przeżyłabym tego.
Kiedy zamykałam za sobą drzwi, brałam do ręki żyletkę i cięłam się gdzie popadnie. To mnie trochę uspokajało i mogłam wracać do pokoju.
On zawsze siedział nieruchomo, tak jak wtedy gdy wychodziłam. Zastanawiałam się, co robi podczas mojej nieobecności? Czy siedzi tak bez ruchu, czy chodzi po pokoju, czy czegoś szuka...? Nie, o t o to nie mogłabym go podejrzewać!
Zastanawiałam się, czy on w ogóle myśli... Bo ja czasami nie! A jeżeli tak, to co zaprząta mu całą duszę?
Reszta niech pozostanie milczeniem...
|
|
|
|
|