wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
DZIECINNIK
Czwartek, 25 lipca

Moje osiemnaste urodziny!

Hura, jestem już pełnoletni! Mogę wszystko! Nikt mi już nigdy nie będzie nic kazał, ani nic zabraniał! Będę mógł zrobić wszystko, na co będę miał ochotę!!!
W końcu będę mógł ze sobą skończyć, wtedy kiedy będę chciał... Wszyscy mówią, że to nienormalne, że jestem głupi, bo świat jest cudowny i w ogóle, a życie ma się tylko jedno! Że trzeba wszystkiego spróbować...
Ja już spróbowałem... Mogłem być ojcem, ale nie jestem... Może to i dobrze, bo kiepski byłby ze mnie tatuś... Ale kiedy dowiedziałem się, że Sylwia się powiesiła..., bardziej było mi żal dziecka, które w sobie nosiła, niż jej... Suka była i tyle! Żałuję, że ją w ogóle znałem. Na pogrzeb poszedłem, bo nie jestem jeszcze tak całkowicie pozbawiony moralności, skrupułów... Czułem też obowiązek i wdzięczność, że nikomu nie powiedziała, że ja jestem/ byłem ojcem...

Prezenty...? To, co zwykle: koszula, krawat, wieśniackie kapcie, skarpety, majty, jakieś kosmetyki Aha, od Ingi dostałem „ Abigail II –The revenge” mojego kochanego Kinga Diamonda. Ona zawsze wie, jak uszczęśliwić swojego jedynego brata. Kocham Kinga, jak nikogo innego i nie mogę bez niego żyć, jest jak guru, które wyznacza mi cel w życiu... Ale to nie dlatego chcę ze sobą skończyć... Od kumpli oczywiście dostałem 18 gum, „ tak na wszelki wypadek, ale komu, jak komu, tobie chyba ich nie brakuje...”- powiedzieli. Chcieli mi też dać 18 pasów, ale powiedziałem, że mnie to nie bawi... Dostałem też parę kartek z życzeniami i jakieś tam jeszcze duperele...

Forsa poszła na zielsko i amfę... Bałem się trochę, bo dużo tego się nazbierało i gdzie to trzymać? Ale poradziłem sobie. Kto, jak nie ja?
Nikt nie wie, że jestem zaawansowany i to tak bardzo, że sam tego nie rzucę... Robię to sam, bo wśród zaawansowanych nie ma przyjaciół, jedyne , co ich łączy to...
Rodzice nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć! Bo po co, myślą, że mają grzecznego synka. No bo grzeczny chyba jestem, bo w szkole dobrze i ogólnie niby taż. Niby, bo w rezultacie jest inaczej, ale po co mam komuś zawracać głowę?
Raz tylko Inga zobaczyła... Biedna tak się przestraszyła, że na moment straciła przytomność. Nieźle się przestraszyłem, bo ta Jej astma... Musiałem Jej przysięgnąć, że to tylko ten jeden raz i więcej tego nie zrobię... Okłamałem Ją, bo jeszcze tego samego wieczoru leżałem prawie nieprzytomny w pokoju słuchając Kinga...


Niedziela, 10 sierpień


Wróciłem.
Było fajowo. 250 tysięcy gębów, wielka scena i hałas... Super klimat, ale zero śniegu i trawy- sztywne reguły... Trzeba było przeżyć i radzić sobie w inny sposób... Zaopatrzyłam się wcześniej w relanium... No i duża pomoc była ze strony alkoholu. Gdyby nie to, to bardzo źle by było ze mną. Oj, bardzo! No i oczywiście przydały się gumy urodzinowe... Choć nie pozwalałem sobie za dużo...
Była taka jedna, nawet fajna, ale nie pamiętam zbyt wiele- byłem nieźle naprany Nie mógłbym z nią rozmawiać na trzeźwo, jakaś satanistka z niej była. A ja, mimo wszystko, wierzę, że Bóg jest tylko jeden. To był jej pierwszy raz. Głupio mi się zrobiło, kiedy z niej tak ciekło, nic nie mogłem zrobić... Miała pełno sznyt na nadgarstkach i w ogóle na całym ciele. Nie pytałem, dlaczego! To pewnie ich takie obowiązkowe rytuały. Znałem kiedyś kolesia- satanista, miał nad lewym okiem wytatuowanego czarnego kruka i co tydzień świeże rany na policzkach. Już go nie widzę, może już go nie ma...? Nie rozumiem, dlaczego ludzie robią sobie takie rzeczy, jak ta mała?
Głupi jestem! Przecież ja też..., i zrobię to tak do końca...


Wtorek, 19 sierpień


Inga wróciła z obozu żeglarskiego! Była tam miesiąc i strasznie się za nią stęskniłem. Całą noc przegadaliśmy. Była bardzo zadowolona. Podobno się zakochała. Opowiadała, że Maciek jest wspaniały i wszystkie dziewczyny się w nim bujały, a on wybrał właśnie Ją! Boję się o Nią, jest taka łatwowierna, a wiem jacy potrafią być chłopacy... Gadałem z Nią o tym, ale twierdziła, że on taki nie jest. Wymusiłem na Niej przysięgę, że jeżeli będzie przez niego cierpieć, to mi powie! Ja mu wtedy pokażę...

Wczoraj na ulicy zaczepiła mnie jakaś wariatka ubrana cała na czarno, nawet usta miała czarne... Powiedziała, że mnie pamięta, że było cudownie... Nie wiedziałem, o co jej chodzi, ale kiedy zobaczyłem jej nadgarstki wszystko mi się przypomniało. Mówiła, że dzięki mnie przejrzała na oczy i skończyła z satanizmem. Dziwnie na nią spojrzałem, a ona wskazała na swój brzuch. Ze zdziwienia złapałem się za głowę, nie pamiętałem, czy użyłem wtedy gumki... Powiedziała, że nie mam się czym martwić, bo sobie poradzi i poszła... Tyle ją widziałem...
Nie wiedziałem, co mam robić! Bałem się. Nie chcę zepsuć sobie reputacji, w końcu pochodzę z szanowanej rodziny, a moje miasteczko nie należy do wielkich i wieści szybko się rozchodzą...


Piątek, 22 sierpień


Matka przyszła z pracy jakaś dziwna. Nic nie mówiła, pomyślałem, że coś wie. Ale skąd? Zaraz potem wróciła Inga. Od progu krzyczała, że w naszym mieście jest skandal. Kiedy zasiedliśmy do obiadu Inga wyparowała, że wczoraj rano na cmentarzu jakaś starsza kobieta znalazła na jednym z grobów zakrwawione ciało młodej dziewczyny. Ojciec zaczął się na Nią drzeć, żeby nie interesowała się takimi rzeczami i plotkami. Biedna aż dostała ataku astmy, tak się go przestraszyła. Poszedłem z Nią do pokoju, żeby Ją uspokoić .

W wieczornych wiadomościach w telewizji regionalnej był krótki reportaż o tym, co się stało na cmentarzu. Powiedzieli tylko, ze była to jakby egzekucja byłej członkini okolicznych satanistów. Gdy pokazali zdjęcie tej dziewczyny odetchnąłem z ulgą. Te niebieskie oczy... Będę je pamiętał już chyba na zawsze... Może to dziwne, ale ucieszyłem się, że to właśnie ona. Wiem, że to nienormalne... I w ten sposób po raz drugi uniknąłem ojcostwa...
Nie żal mi tej dziewczyny, bo na pewno wiedziała na co się pisze zostając satanistką Może to i lepiej, że się tak stało? Ale swoją drogą, ciekawe, jakie byłoby to dziecko?
Ach, świat jest popieprzony, a życie gówniane.
Porobiłem się dzisiaj nieźle, do tego wziąłem jakieś tablety matki, więc nie wiem, czy się jutro obudzę... wolałbym nie... Najbardziej żal mi Ingi. Co Ona biedna zrobi beze mnie z tym wariatem? On Jej na nic nie pozwala, a matka jest mu całkowicie podporządkowana. Wkurza mnie to, ale co mogę zrobić? Ja się stawiam, ale Inga się boi... Współczuję Jej, może zrobię to razem z Nią? Nie wiem, czy tak wolno, Ona chyba chciałaby żyć. Chciałaby też, żebym i ja żył, ale ja nie potrafię... powiedziała mi kiedyś, ze jak coś by mi się stało, to ona się zabije. To byłoby najbardziej odpowiednie rozwiązanie . Kiedy nas nie będzie matka na pewno rozwiedzie się z ojcem. Ona jest z nim tylko ze względu na nas. Na Ingusię i mnie...


Sobota, 23 sierpień


Matka przyszła do mojego pokoju. Usiadła naprzeciwko mnie i patrzyła się dłuższą chwilę mi prosto w oczy.
Jejku, jak ja głupio się poczułem, kiedy tak patrzyła... Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Patrzyłem w bok.
Zapytała, dlaczego unikam jej wzroku? Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć i popatrzyłem jej prosto w oczy. Rozpłakała się.
Chciałem wyjść z pokoju. Zatrzymała mnie i podwinęła rękawy. Wystraszyłem się, bo dopiero się wkułem ( niedawno zacząłem praktykować też dożylnie...). Modliłem się, żeby tego nie zauważyła.
Zauważyła. Wstała i powiedziała, że powie ojcu. Zacząłem na nią krzyczeć, że jak to zrobi, to on mnie chyba zabije albo wyrzuci z domu, a wtedy Inga się zabije. Matka rozpłakała się na dobre.
Dobrze że Ingi nie było w domu.
Nie mogłem patrzeć, jak ona płacze i pyta co chwilę, dlaczego to robię i czy to jej wina. Obiecałem jej, że zacznę się leczyć, że przestanę, że już nigdy tego nie zrobię. Uwierzyła-niestety- i powiedziała, że załatwiła mi miejsce w zakładzie. Nie chciałem iść do zakładu, chciałem się leczyć w domu. Zgodziła się! I to była chyba najgorsza decyzja w jej życiu, zaraz po tym, jak zdecydowała się wyjść za mąż za mojego ojca.
Zaraz po jej wyjściu zrobiłem to jeszcze raz i nie wychodziłem z pokoju, nawet jak wołała mnie na obiad.
Biedna Inga nie wiedziała, co się dzieje, a ojciec wrzeszczał, że jestem rozkapryszonym i rozpieszczonym bachorem.


Poniedziałek, 25 sierpień


Zaczęło się.
Ojciec wyjechał na jakąś głupią delegację.
Inga pojechała na wieś, na tydzień do babci. Dziwiła się, że ja nie jadę. Wytłumaczyłem jej, że muszę popracować.
Matka, korzystając z nieobecności ojca, wzięła urlop i zaczęła odtruwanie, siedzi przy mnie dzień i noc.
Łaziła do jakieś poradni, wydzwaniała do Monaru, aby się dowiedzieć co mi podawać i jak długo ma to trwać. I teraz łykam co 4 godziny jakieś świństwo. Na początku było okropnie: cały byłem zielony, zwijałem się z bólu, czułem się, jakby stado olbrzymich mrówek co chwila przebiegało mi po całym ciele, bolało mnie wszystko, a do tego cały czas rzygałem, nawet jak już nie miałem czym... teraz jest już trochę lepiej, ale cały się pocę i mam dreszcze...
Nawet mi się zaczyna to podobać- leżę sobie w ciepłym łóżku, patrzę w sufit, słucham Kinga i myślę...
Wyobraziłem sobie siebie i swoje niedoszłe dzieci, jak się nimi opiekuję i jesteśmy szczęśliwi.
Ale i tak sądzę, że dobrze się stało, że te dwie dziewuchy już nie żyją. Nienawidziłem ich, jak sobie je teraz przypomnę, to zbiera mi się na wymioty...
Kurde, łapie się na tym, że już sam nie wiem, co myślę, czy to ja naprawdę tak myślę, czy ktoś mi tak karze, czy to przez to świństwo, które jeszcze ze mnie wychodzi, czy to dlatego, że już tego w sobie nie mam..., czy ja w ogóle myślę...?


Sobota, 30 sierpień


Koniec odtrucia i tej głupiej kwarantanny
Przez ten czas czułem się, jak więzieniu, pod obserwacją czujnego klawisza i kamer. Jak w domu wielkiego Brata. Matka nie spuszczała ze mnie wzroku ani na sekundę... Przyniosła sobie do mojego pokoju łóżko polowe i drzemała obok...

Jestem czysty, a przynajmniej tak się czuję. Chyba przestanę się już wkuwać..., a przynajmniej na razie. Ale z trawą i amfą nie skończyłem. Matce wydaje się, ze to już daleko za mną i ze to już na prawdę koniec, ale ona nie zdaje sobie sprawy, jak to działa... jak ja bardzo tego potrzebuję, jak kocham...wyleczyła, odtruła mi ciało, ale duszy i umysłu nigdy się jej nie uda...
Teraz palę, palę majkę, i zwykłe faje... Dużo palę...czasami, czasami częściej niż czasami, sobie pociągnę..., ale w żyłę to na razie nie... I na razie dobrze mi z tym. Przynajmniej mniej forsy na to idzie.

Wczoraj przyjechał ojciec. Od razu zrobił matce awanturę, ze wzięła urlop, kazał jej to odpracować i teraz siedzi w tej głupiej robocie od świtu do nocy. Nie postawiła się. Spytałem dlaczego. Nie odpowiedziała, tylko spojrzała na mnie smutno. Chciałem ojcu przywalić w zęby, tak mną trzęsło z nerwów. Ale jak już się zamierzałem, to zadzwonił dzwonek do drzwi. Ojciec popatrzył na mnie kpiąco i poszedł otworzyć. Poszedłem za nim. W drzwiach stała Inga z babcią. Od razu rzuciła mi się na szyję, a ojca ominęła szerokim łukiem. Sam do niej podszedł i pocałował ją prosto w usta, aż jej łzy stanęły w oczach. On jest chyba pedofilem...
Zabrałem ją do pokoju. Rozpłakała się i długo nie mogłem ją uspokoić.
Zaraz potem do pokoju weszła babcia, żeby się pożegnać... No i pojechała...




Poniedziałek, 1 wrzesień


Inga ma już 16 lat!!!
W szkole chłopaki byli ciekawi ile panienek udało mi się zaliczyć w te wakacje... Nie chciało mi się o tym z nimi gadać.
Szykuje się wielka impreza- Matylda ma osiemnastkę, a do tego mamy nowa w klasie i trzeba ją zaaklimatyzować. Boje się troczę, bo wszyscy kumple żyją teraz na zielsku, a niektórzy „eksperymentują” ze strzykawkami... będą częstować, a nie wiem, czy będę mógł się powstrzymać. A wiem, że nie mogę dać sobie w żyłę, bo sobie to obiecałem, a złamać sobie dana obietnicę to najgorsze, co można zrobić... Zresztą mogłoby się to źle skończyć, a do tego matka mnie sprawdza- chyba się o mnie boi...
Impreza jest jutro na ranczu rodziców Matyldy. Idzie cała klasa, będzie niezły ubaw. Ta nowa też idzie, całkiem nie zła, ale to suka- widać to na pierwszy rzut oka! Z takim się nie zadaję. C Chłopaki robią zakłady, który pierwszy ją zaliczy... Dzieci, po prostu dzieci...

W domu powiedziałem, że idziemy z klasą na jednodniowa wycieczkę w góry i będziemy spać w namiotach. Matka uwierzyła od razu i nawet trochę kasy odpaliła. Inga coś wyczaiła, ale obiecała milczeć. Ojciec też się zgodził, ale wziął mnie na krótką rozmowę. Gadał i gadał, a ja myślałem, żeby jak najszybciej stamtąd wyjść. Na koniec dał mi paczkę gum. Chwyciłem je i rzuciłem mu nimi prosto w twarz. Powiedział spokojnie, ze on moich bękartów wychowywać nie będzie.
Trzasnąłem drzwiami.
Co za dupek cholerny z tego mojego ojca! On nic nie widzi i nic go nie obchodzi, żeby mieć tylko spokój i żeby ludzie mu dupy nie obrabiali...
Nie zdaje sobie sprawy, ze ja jestem czynny już od czterech lat


Niedziela, 7 wrzesień


Chłopaki przegrały swoje zakłady... To ja pierwszy zaliczyłem te nową. Nie myliłem się- to suka!
Impreza była do bani! Ale nie żałuję, że poszedłem, ale żałuję tylko jednego... Ale od początku...
Kiedy wszystko się zaczęło, wszystko było spoko i nawet fajnie się bawiłem, udało mi się kilkakrotnie skutecznie odmówić kumplom, którzy proponowali strzykawkę... Zdziwili się... Ale potem puścili techniawę i momentalnie odechciało mi się wszystkiego. Nie znoszę takiego chłamu! Wyszedłem stamtąd z myślą, że to będzie dzisiaj, ze to jest najwłaściwszy moment i skierowałem swe kroki do stajni.
Byłem już nieźle wypity i trochę porobiony.
Usiadłem i myślałem w końcu, czy mogę to zrobić. W końcu doszedłem do wniosku, że najważniejsze jest to , czego ja chcę , a nie Inga, mimo że bardzo ją kocham...
W pewnym momencie do stajni weszła ta nowa i po prostu się na mnie rzuciła. Rozpięła mi spodnie i usiadła na mnie. Nie wiem nawet co ze mną robiła, bo mnie zamroczyło i nic przez chwilę nie czułem. Później sam przeleciałem ją jeszcze raz, nie broniła się. Było nawet przyjemnie, długo i tak jak lubię- ostro. Dziewczyna naprawdę wie czego chce i poruszała się ze mną w jednym rytmie- żadnych zgrzytów Jak już było po wszystkim, otrzepała się, poprawiła włosy i uśmiechając się do mnie zalotnie i zwycięsko wyszła. Siedziałem wpatrując się w konie i wstyd mi było, ze na mnie patrzyły, jak to robiłem. Ale to szybko minęło, bo przyszła Matylda i scenariusz się powtórzył. Z nią było równie przyjemnie...
Gdy już sobie poszła bez zastanowienia zawiązałem sobie pętlę na szyi od sznurka, który wisiał na jednej z belek. Pomyślałem, że był przygotowany specjalnie dla mnie. Cholera, to był najgorszy błąd w moim życiu, że nie sprawdziłem tego sznura. No, ale powiesiłem się i chyba straciłem przytomność albo zasnąłem. Nie wiem. Obudziłem się około wieczora następnego dnie i nie wiedziałem, czy ja żyję, czy już nie... Okazało się, ze sznurek był przetarty... Mój plan szlag trafił...
Gdy wróciłem do domu matka weszła za mną do mojego pokoju i zaczęła sprawdzać od razu, czy nie mam świeżych wkłuć. Zdziwiła się, jak ich nie znalazła. Pytała się, czemu wróciłem tak późno. Coś tam odpowiedziałem, uwierzyła. Bo co miałem jej powiedzieć, że chciałem się zabić? Nie umiałbym jej tego powiedzieć...
Ale od tego czasu coś się chyba we mnie zmieniło. Pomyślałem, że to znak od Boga, że komuś, oprócz Ingi, ewidentnie na mnie zależy, że jeszcze komuś jestem potrzebny. Postanowiłem choć przez jakiś czas nie myśleć o samobójstwie i czerpać z życia wszystko, co mi ono przyniesie. Jeśli mi się to spodoba, to nigdy tego nie zrobię i będę czekać, aż Bóg sam mnie do siebie zawoła. A jeśli nie, to znów zacznę się wkuwać, a potem skończę ze sobą ale już nie na sznurku, już się nie będę wieszać, bo jak by znów stało się to samo, to więcej nie zdobyłbym się na odwagę.
No, a teraz będę żył po bożemu, choć tak naprawdę nie wiem jak to jest. Do Kościoła przecież nie chodzę, a może to nie wystarczy?


Środa, 10 wrzesień


Widziałem Ingę z tym Maćkiem. Gówniarz, częstował ją fajami. Co on sobie myślał że co ona jest?? Wkurzyłem się okropnie! Ona wzięła, bo pewnie bała się, że on ją zostawi.
Pogadałem z nią trochę. Nie wiem, czy to coś w ogóle dało, bo jakoś dziwnie się ostatnio zachowuje.
Ta nowa z klasy. Eliza, powiedziała, że zaszła, ale to podobne nie moje. Żałuję, bo chciałbym w końcu zostać ojcem! Mój by na pewno gderał, może nawet wyrzuciłby mnie z domu, ale gówno mnie to już obchodzi! Powiedziałem jej, ze jak doczekam to zrobimy badania, bo muszę być pewny. Zgodziła się.


Czwartek, 15 wrzesień


Eliza leży w szpitalu. Ktoś ją pobił, poroniła... Nie żal mi jej , ale dziecka, które w sobie nosiła, bo mogło być moje. Na pewno to sprawa alfonsa, robiła konkurencję miejscowym sukom, bo wyglądała, jak one, a nawet lepiej...
Wróciłem ze szkoły i usłyszałem płacz Ingi. Długo nie chciała powiedzieć, co się stało, ale w końcu wyciągnąłem to z niej. Powiedziała, że Maciek chciał się z nią przespać, ona też chciała, bo bardzo go kocha. No i zrobili to, ale kiedy on się zorientował, ze była już używana, to z nią zerwał... Ona nie może się teraz z tym pogodzić...
Byłem w szoku. Kiedy ona straciła swoje dziewictwo? Taka mała, grzeczna... Głupi jestem, przecież ja...
Przyszła do mnie po kolacji i powiedziała, że to ojciec, kiedy ja z matka byłem u babci.
Chciałem mu odrąbać tego jego pieprzonego ptaszka!!! Byłem gotowy go zabić. Jak on mógł zrobić jej taką krzywdę, cham jeden, zboczeniec, pedofil!!!
Inga prosiła, żebym nikomu nie mówił, bo on już jej tego nie robi i nigdy nie zostanie już z nim sama w domu...


Piątek, 26 września


Nie mogłem spać w nocy...
Słuchałem Kinga i rozmyślałem... Miałem ochotę pójść i zabić tego pedofila...
Postanowiłem, że powiem matce...


Sobota, 28 wrzesień


Eliza nie żyje... Umarła w nocy... Dobrze jej tak, sama jest sobie winna, ja ją ostrzegałem, nie chciała słuchać...
Gadałem z matką. Nie uwierzyła mi, wydarła się, że znowu biorę, ale ją to już nie obchodzi. Opieprzyła też Ingę, że wygaduje bzdury na ojca. On patrzył z triumfem na mnie. Inga nie odezwała się w ogóle, poszła do swojego pokoju, miała łzy w oczach...
Boję się, że może coś sobie zrobić...


Niedziela, 28 wrzesień


Inga próbowała się zabić... Tabletami...
Leży w szpitalu i nie chce nikogo widzieć...
Matka mówi, ze to przeze mnie...Nie wytrzymałem, naplułem jej w twarz.
Jestem zły na siebie, bo może gdybym wcześniej coś zauważył, ona by tam nie leżała...? nigdy wcześniej nie myślałem, że to ona pierwsza będzie chciała się zabić... Byłem pewien, że jest szczęśliwa... Jak bardzo się myliłem! Cholera, jak jej się coś stanie to ja rozerwę tego szmaciarz, a później...


Wtorek, 3 październik


Leży tam biedna. Nic nie je, nie śpi, nie odzywa się do nikogo, nie chce się z nikim widzieć...
Psycholog mówi, że to minie, że trzeba czekać...Znam ją i wiem, ze już nigdy nie będzie tak samo, że to już nie będzie moja Ingusia...Boże! Dlaczego to ona, dlaczego on jej to zrobił???!!!


Poniedziałek, 9 październik


Inga nie żyje... Cholera, nie mogę się z tym pogodzić...!
Nie żyje? Cóż to znaczy? Inga, nie, to jakieś wielkie nie porozumienie... Ktoś się pomylił...
A jednak to prawda, cholerna prawda, to boli, boli, nie do wytrzymania jest ten ból...
Wyskoczyła przez okno, 4 października, drugie piętro, zginęła na miejscu...
Inga, gdzie ty teraz jesteś, maleńka? Dlaczego ty?
Nie wierzę... Nie umiem...

Policja prowadzi dochodzenie... Ojciec z matką kazali mi milczeć, bo inaczej pożałuję. Jak mógłbym milczeć, no jak? Jak???
Znaleźli jej pamiętnik. Tam wszystko zapisała. Wszystko, ze szczegółami...
Ojciec siedzi w pierdlu tymczasowo, matkę zamknęli w psychiatryku...

Pogrzeb... sam wszystko załatwiałem, chciałem, żeby był wyjątkowy...Był, było dużo osób, sąsiedzi, cała rodzina, nawet matkę puścili( była jakaś dziwna- na prochach...), jej znajomi ze szkoły, przyjaciele i Maciek. On ją naprawdę kochał, płakał, bardzo...
Kurde, dlaczego to akurat spotkało i Ingę, dlaczego???

Już niedługo ją spotkam, będziemy szczęśliwi, już na zawsze razem...


Poniedziałek, 23 październik


Mój dzień!!!
Dałem sobie w żyłę, pierwszy raz od odtrucia, i ostatni, wypiłem trochę, wziąłem garść tabletek, zapiłem wódą, doprawiłem amfą... Musi się udać. Musi! Inguś idę do ciebie i już nie mogę doczekać się naszego spotkania Będzie cudownie
Siedzę w autobusie, jadę na ranczo Matyldy, aby tam wszystko się dokonało...
tam jest staw- głęboki staw, najpierw podetnę sobie żyły, jak już będę krwawił to założę sobie foliowy worek na głowę, a do nóg kamienie... I skoczę... Musi się udać!!!

.....................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................

Nie wiedziałem, że to stanie się tak szybko... Autobus, kierowca, nie wiem, co się właściwie stało...
Ale to nie ważne...
Idę do Ingi










KONIEC
komentarze [ 0] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl