wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
dobra maska zła
Podaję fragment mojej dopiero co powstającej książki, zatytułowanej "Paradoksy".







Na weselu aż tętniło od pięknych kobiet. Wszystkie wystrojone, potrawy wykwintne.

Saju miał ciągle to samo wspomienie w głowie, zaistniałe gdzieś coś koło godziny temu.

Kościół, msza święta, ksiądz grzmi o ogniu piekielnym, za chwilę coś w rodzaju owacji na stojąco, a z każdego ust wyczytać łatwo można, o czym myślą ich posiadacze. Za chwilę sypią się jak manna z nieba monety mniejsze i większe na tacę niosącą przez tego samego księdza - bóg zapłać, bóg zapłać - powtarza jak z taśmy zahipnotyzowany w słodkim brzmieniu wrzucanych monet i ich piękna. Ktoś wrzuca dwieście złotych. Och nareszcie w oczach nieco spochmurniałego księdza pojawia się dziki błysk nie wiedząc czemu...i uśmiechając się słodko wymawia głośniej niż do innych przedtem - bóg zapłać. Jakaś kobieta jeszcze do drugiej baby szepcze - och jaki ten ksiądz mądry - na jego słowa o reinkarnacji - no żeby kobieta pamiętała co przeżyła sześcet lat temu, mając teraz lat sześcdziesiunt?!

Po przyśmiewkach ze strony wiernych msza dobiega końca. Wszyscy wychodzą. Saju spogląda jeszcze raz na sanktuarium, które dziwne żeby wzroku nie przyciągało, złoto i wszędzie złoto. Ach jakie to piękne - zamyśla się a jego uśmiech przypomina uśmiech Mona Lisy. Jeszcze raz na odchodne mierzy wzrokiem ściany, na ktore mama wyciąga co niedziela dziesięć złotych i wciąż jak mawia ksiądz - brak pieniędzy na kościół.

Opuszcza "dom boży" i teraz zainteresowany jest czym innym. Małe dzieci w maleńkich rączkach trzymają wielkie puszki, na nich napisane jest: Caritas. O dziwo - zamyśla się - tyle ludzie brzęczących monet mieli, czyżby się skończyły? - W końcu do jego uszu dociera odpowiedź jednej z wychodzących kobiet - dałam na tacę. - Mężczyzna chyba mąż, odpowiada - Purfo, masz rzeczywiście dobre serce.

Sam nie wie co myśleć, w głowie tętni pytanie - ja na tacę nie dałem, czyli mam złe serce? Uśmiecha się miło do dziewczynki w sukieneczce i wrzuca jej sześć złotych. Mała potrząsa puszką, radośnie ciesząc się i przebierając nóżkami w miejscu ze szczęścia gaworze do chłopczyka współtowarzącego - mami juś sieść źłoti Danielku!

Sajemu kręcą się łzy w oczach i oby płaczem nie wybuchnąć odkręca szybko wzrok. Nic ciekawego, jedynie kołyszące ponętnie miednicami, przekrzykujące się nawzajem baby w tle wielkiego pałacyku z czerwonej cegły, zwanym potocznie plebanią z którego wyszedł mężczyzna w czarnej sukni, za nim młoda kobieta będąca w owej plebanii kucharką przecierając to co pozostało po podkładzie, z czymś białym odznaczającym się na czerwonej szmince, drugą ręką poprawiała krótką spódniczkę a po tym rajstopy. Na księdza czole błyszczała czerwonego koloru maź, Saju nie potrafił określić co to, wnioskował że zadrapanie, a zrujnowany podkład kobiety to zapewne efekt uboczny po zaczerpnięciu wody święconej i przeżegnaniu się, zaś biała maź na ustach, to pewnie - dedukował - mleko, lub śmietana, a to nie dobra - przyśmiewywał się - zapewne biedaczka próbowała stworzyć jakiś "nowy przepis" i och źle bardzo źle, pewnie brała rączką do buzi, aby spróbować. Aż zebrało się na pogrożenie palcem - nono. A rajstopy które poprawiała uporczywie? Hmmm może przebrała się bo zimno?

Ksiądz pożegnał się z nią czule słowami - niedługo przyjadę. Przekręcił kluczykami drzwi BMW 5, wszedł do niego i pojechał.




komentarze [ 1] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl