blogi dodatki na bloga avatary winogrona muzyka na bloga odchudzanie obrazki tapety ogrzewanie basen
wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
Zawiało mocniej...
Zawiało mocniej. Miliony małych płatków śniegu tańczyło za oknem. Zza chmury nieśmiało przebijało słońce. Przycisnął twarz do szyby.
Chłód.
Ktoś przebiegł ulicą. Ktoś leniwie stawiał kroki. Ktoś kręcił się w kółko. Ktoś stał. Ktoś czekał. Ktoś patrzył. Ktoś coś mówił. Ktoś słuchał.
Ktoś.
Napierał na szybę coraz mocniej. Nie bał się, że pęknie. Jeśli pęknie, to co się stanie? Straci równowagę i wypadnie czy tylko się pokaleczy? Czy będzie bolało? Jeśli tak, to jak bardzo? Bardziej niż teraz?
Wiatr ucichł. Chmury odpłynęły i słońce świeciło najsilniej jak potrafiło.

Chciał się schować. Schować głęboko, daleko, w najciemniejszym miejscu jakie można sobie wyobrazić. Gdzieś, gdzie nikt i nic go nie znajdzie, gdzie zapomni o tym co jest, co było i co będzie. Chciał wyparować, przestać istnieć – tak jakby go nigdy nie było. Ale tak się nie da. To jest niemożliwe. Wiedział o tym. Im bardziej o tym myślał, tym bardziej chciał się schować.
To się stało przed chwilą, przed kilkoma minutami. Zdradził. Najboleśniejsza zdrada w jego życiu, choć nie pierwsza. Zdradził samego siebie. Nie pierwszy raz. Dał słowo. Przysiągł. To była najpoważniejsza przysięga w jego życiu. Nie dotrzymał słowa. Złamał przysięgę.
To było silniejsze od niego. Nie mógł tak dalej. A może nie chciał? Zbyt męczące. Za dużo wysiłku. Prościej było się poddać. A może został pokonany? Nie ważne. Stało się. Stanie się kolejny raz. I kolejny raz. Jeszcze raz. Znowu. Do znudzenia. Do końca.
Chciał myśleć o czymś innym ale nie potrafił.
Obiecywał. Wydawało mu się, że nawet się starał. To było jego wybawienie. Jego spokój duszy i umysłu. Jego słowa okazały się niczym. Ulotne jak mgła. Były złudzeniem, mirażem, przekleństwem i klęską. Były tym wszystkim czego w sobie nienawidził.
Ale Ty byś powiedział: „Nałożyłeś sobie kajdany. Zrzuciłeś je. Jesteś wolny!”. Mówiłbyś jeszcze inne rzeczy i pewnie drwiąco uśmiechał się ukradkiem. A co Ty byś powiedziała? Zganiła byś go? Pochwaliła? A może uśmiechnęła się, tak jak tylko Ty potrafisz i wyszeptała krótkie „Chodź.”. Myślę że byś to zrobiła a potem z obrzydzeniem odeszła. Jesteście tacy sami, choć z pozoru wyglądacie inaczej.
Przychodzicie. Odchodzicie. Kto by Was zliczył? Setki, tysiące a może nawet miliony. A może to wszystko złudzenie? Może nie ma milionów, setek, tysięcy ani nawet dziesiątek.
Może.
Chciał skupić myśli na jednej rzeczy – na pustce. Ale one nie dały się poskromić. Krzyczały do niego, wyrywały się. Dawały się schwytać i krzyczały mu prosto w twarz „Zdrajca!”. Uśmiechały się.
Co raz mocniej przyciskał twarz do szyby. Szkło naprężyło się do granic możliwości – czuł to. Jeszcze jeden mały wysiłek i bariera zniknie. Tak nie wiele.
Schował się. Schował się głęboko, daleko, w najciemniejszym miejscu jakie mógł sobie wyobrazić. Gdzieś gdzie nikt i nic go nigdy nie znajdzie, gdzie zapomni o tym co jest, co było i co będzie. Schował się w swoim sercu.
Powoli wstyd ustępował. Piętno zdrady przestawało palić. Myśli stawały się uporządkowane i klarowne. Ujarzmił je. Nic się nie stało. Nie mógł zaprzeczyć temu kim był. Był zdrajcą i nim pozostanie. Ale to nie ma znaczenia. Jest wolny. Zrzucił kajdany.
Wybrał. Każdy ma wybór, prawda?

3marca2010
Voiceofpeople

komentarze [ 0] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się







Copyright by miastopisarzy.pl