| Pomóż nam w promocji: |
Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link: <a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a> Dziękujemy! Administracja miasta.
|
|
| Moja amfetamina |
kiedyś wmówiłam sobie(to było wtedy, jak Krzysiek zobaczył mnie z innym na Woodstocku i się obraził), że nikogo mi nie potrzeba, że dobrze mi tak jak jest, że jestem samo wystarczalna, że wystarczy mi moje odbicie w lustrze i już będę szczęśliwa. Tak było przez długi czas, bo tak na prawdę nie byłam sama, zawsze była ze mną Amfetamina... to brzmi teraz jak "topiłam smutki..."Ale tak nie było, nigdy nie wciągałam jak byłam smutna(nie wiem czy wtedy bywałam smutna?)Nigdy nie byłam sama-wtedy- i to było cudowne. Słuchałam jak dziewczyny gadały o kłótniach w ich związkach, o problemach, które dla mnie od tej pory przestały istnieć:) Nie rozumiałam ich, ale udawałam, że jest inaczej.Ja po prostu nie chciałam cierpieć, bo zbyt wiele-jak na razie-spotkało mnie nieprzyjemności ze strony tych, których potrzebowałam, na których mi zależało , których pokochałam, od których się uzależniłam... Postanowiłam odejść od tego wszystkiego, zostawić to daleko za sobą i nie cierpieć już z czyjegoś powodu.Wychodziłam wtedy z założenia, że jak ma cierpieć to tylko ze swojego powodu!!!Udawało mi się przez dłuższy czas. Żyłam z dnia na dzień z moją Amfetaminą . Wszystkie doznania, które dane mi było przeżyć przez ten czas pochodziły tylko od NIej i były tylko pozytywne. Doszłam do takiej wprawy, że wiedziałam, kiedy mogę pociągnąć... Nie byłam jeszcze w ciągu i robiłam sobie przerwy, aby trzeźwo wszystko przemyśleć-dawałam sobie swego rodzaju drogę powrotu z tego, z czego zdołałam się uwolnić(bo Krzysiek kilkakrotnie próbował się ze mną skontaktować a mi ewidentnie na nim wciąż zależało), ale nie pozwoliłam sobie na powrót, bo przecież przez to wszystko cierpiałam. Ucieczka była trudna, bo dużo czasu zajęło mi znalezienie wyjścia, którym była amfetamina, NIE chciałam tego popsuć jednym nie przemyślanym posunięciem. Było mi dobrze i cieszyłam się, że potrafiłam znaleźć alternatywę. Wciągałam sobie i nadal było fajnie, nadal robiłam wszystko, co wcześniej, ale bez smutku i łez. Nie czułam sie samotna-byłam niezależna-to było w tym wszystkim najpiękniejsze!!! Jeszcze nie pożądałam kreseczki każdego dnia, grała ona rolę przyjaciółki, która jest na wyciągnięcie ręki I była!!!Raz stało sie, że było Jej za dużo-chyba wtedy straciłam kontrole za sprawą świetnego humoru i niby wszystko było normalnie i fajnie, ale w szkole serce waliło mi mocniej niż zwykle, oddychałam zbyt głęboko i bez przerwy chciało mi się pić...Obudziłam się w szpitalu... Potem były wizyty u psychologa i kontrole rodziców. NAjwiększym ciosem dla mnie było moje uzależnienie, nie mogłam zrozumieć, jak to się stało,bo przecież umiałam to kontrolować... Amfetamina zniewoliła mnie w jakiś sposób, ale zrobiła to bardzo subtelnie nie dając mi tego odczuć. Ani przez chwilę kiedy była ze mną nie czułam się od NIej zależna. Nie czułam też , że mi w czymkolwiek pomaga. dzięki Niej też czułam wyraźniej i wtedy tak na prawdę zrozumiałam, że to nie było tak jak sobie wymyśliłam, że nie odczuwałam smutku, samotności, cierpienia... Ja po prostu nauczyłam się wypierać uczucia, które mnie bolały; chciałam czuć tylko radość i to mi się udało...Przez krótką ulotną chwilkę było cudownie. Za to teraz muszę na nowo nauczyć się żyć, przyzwyczaić się do odczuwania cierpienia. Do tego, że te uczucia również istnieją i pogodzić częstotliwość ich występowania z tymi radosnym, które mnie otaczały... a te smutne bolą bardziej, czuję je intensywniej, chyba się kumulowały gdzieś we mnie i teraz dają o sobie znać. Wiem już, że Amfetamina nie była rozwiązaniem, że nie jestem samowystarczalna. Bo nie jestem. Ale wciąż ciągnie mnie ku Niej, to jest czasem silniejsze ode mnie... Boję się, że wszystko się może powtórzyć, że znów spodoba mi się to tak bardzo i wsiąknę w to bez końca na zawsze i już mi nikt nigdy nie zaufa, nikt nigdy nie pomoże... od tamtego czasu minęło 5 lat, czasami sobie jeszcze pociągnęłam, bo nadal sprawia mi to swego rodzaju przyjemność. Świat staje się lepszy, większy, barwniejszy, choć na chwilę, potem ciężko wrócić do rzeczywistości... to boli... Ale wracam, bo muszę, coś mnie woła.... Ostatni raz używałam Amfetaminy na początku marca tego roku-bo chciałam, zaraz potem poznałam prawdziwego narkomana(nie wiem czy ja byłam/jestem narkomanką, nikt mnie tak nie nazwał, nikt mi tego nie powiedział-brałam prawie rok...) chyba się zakochałam, ze wzajemnością!!!:) On się leczy w Ośrodku już trzeci raz... obiecałam Mu, że już nigdy nie wezmę! i Nie wezmę, obiecuję!!!!
|
|
|
|
|