wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
Ekscelencja
Każdy starał się stronić od rozmowy z Ekscelencją, lecz kiedy już do tego dochodziło nie pozostało nieszczęśnikom nic innego jak stronić od kontaktu wzrokowego, do którego wbrew wszelkim oczekiwaniom i nadziejom usilnie zachęcał. Był to człowiek o krewkim usposobieniu, w sposobie jego rządzenia brakowało powściągliwości, nie brakowało natomiast despotyzmu. Niestety zajmowane przezeń stanowisko, pozwalało na czynienie zła bez jakichkolwiek konsekwencji. Zatem pozycja władcy była nader komfortowa, wręcz imponująca, niczym nie zagrożona.
Pewnego dnia, po zaspokojeniu rozmaitych dewiacji, w dużej mierze seksualnych, skinął głową na swojego podwładnego o imieniu James.
- Spójrz na moją twarz. Czy coś widzisz? - zapytał niecierpliwie Ekscelencja swojego poddanego.
- Ośmielam się powiedzieć, Ekscelencjo, że niestety nic.
- Ach! Skoncentruj się! Czy teraz coś dostrzegasz? - zapytał ponownie.
- Ekscelencjo, kiedy ja nic nie widzę. – odparł James.
- James! - wrzasnął - Czy mam dopuścić się drakońskich czynów?! Wtrącony do ciemnego lochu zapewne będziesz bardziej krasomówczy! Albo...
- Ekscelencjo! - przerwał pokornie poddany. - Nie widzę takiej potrzeby. Ośmielam się zauważyć, że dostrzegam rozległe, bardzo urocze i malownicze lasy…
- Lasy?
- Tak…rozłożyste i urodziwe…widzę także szeroką ścieżkę, po której cwałuje liczna rzesza orędowników.
- Och! Lichy jesteś…lichy i niegodziwy! Powiedz mi, gdzie przyswoiłeś takie świńskie maniery?
- W domu, Ekscelencjo, wśród swoich.
- Wielokrotnie informowałem zarówno ciebie, jak i pozostałych hołdowników, że wymagam od was niezłomnego zaangażowania, wobec tego jeżeli wydam polecenie abyście wznieśli mnie na najwyższy piedestał, wedle rozkazu, jesteście zmuszeni to uczynić! Służycie pod moimi rozkazami, niezależnie od tego czy wam się to podoba czy nie! – zakończył wrzaskiem Ekscelencja.
- Ekscelencjo, czy mogę wprowadzić pewną, że tak powiem, dygresję?
- Możesz, James…możesz, lecz pragnę podkreślić, że moja cierpliwość może się szybko skończyć.
- Nie mamy grosza przy duszy, nie mamy co do garnka włożyć, ledwo wiążemy koniec z końcem. Ekscelencjo! Cierpimy niedostatek! A ekscelencja większość funduszy przeznacza na militaria.
- Niech twoja wyobraźnia się w końcu rozkrzewi. Niech nabierze rozmachu! – zachęcił poddanego, nie zwracając uwagi na jego słowa.
- Ekscelencjo, czy wytwór mojej fantazji będzie podlegał surowej karze? Jeżeli przedstawię w nim coś nieprzyzwoitego? Bądź na przykład obrażę Ekscelencję. Co wówczas Ekscelencja zrobi? Czy zaaplikuje mi Ekscelencja serię batów?
- Obiecuję że będę wobec ciebie pobłażliwy. Weź pod uwagę moją charyzmę i zaufaj mi. A teraz rozpocznij. Spójrz na moją twarz.
- Ekscelencjo, ośmielam się zauważyć…O! Coś widzę. Jest to bardzo zamglony obraz. Właściwie to bardzo gęsta mgła.
- Na miłość boską, James!
- Widzę wojsko rozpraszające się po lesie. Szukają kogoś…
- Kogo? Spróbuj spojrzeć głębiej. I co? I co widzisz James? Och James! Nie każ mi czekać!
- Podejrzewam, że poszukują człowieka, który pełni funkcję przywódcy owej czeredy…Padł strzał! Ptaki rozleciały się na jego odgłos…
Ekscelencja zaczerpnąwszy obfitą porcję powietrza wzniósł ręce do góry, stanął na palcach i zastygł na moment w takiej pozie, niczym kapłan trzymający ku niebiosom napełniony kielich mszalny. Podwładny spostrzegł zagrożenie w zachowaniu Ekscelencji. Adrenalina wydzieliła się do organizmu, aby umożliwić reakcję obronną, do której niestety nie miał prawa. Poddany zdawał sobie sprawę, że na Ekscelencję nie można nawet krzywo spojrzeć, toteż ewentualna obrona nie wchodziła w grę. Tętno przyśpieszyło, skóra mrowiała, pojawiły się trudności w przełykaniu, krew skierowała się do mięśni. Niech w końcu przejdzie do czynów! – pomyślał poddany. - Niech mnie palnie oburącz bylebym nie trwał w tym nieustannym lęku.
- Słowem dostrzegasz potęgę, siłę, moc! Znakomicie!- wrzasnął Ekscelencja wypuszczając powietrze.
I wtem opuścił ręce, postawił pięty na ziemi i wydał polecenie:
- Zatem, spójrz na moją twarz i opowiadaj dalej, ale tym razem postaraj się spojrzeć jeszcze głębiej!
Serce Poddanego zaczęło pracować wolniej, skóra przestała się pocić, suchość w ustach ustąpiła. Poczuł się fantastycznie, bowiem w jego trzewiach wszystko wracało do normy. Lęk ustał. Mógł wobec tego ponownie spojrzeć na tą antypatyczną twarz.
-…wybuch! Jeden, drugi… - rzekł patrząc na lewe oko. - Odłamki drzew rozprysły się we wszystkie strony! – dodał obserwując okolice nosa. - Ale co to? Jakaś niewiasta napawa się widokiem pięknych kwiatów. Coś podpowiada mi, że ma na imię Bieda. Prawdopodobnie wyszła za Nędzę. Nie zlękła się wybuchu. Nie uległa panice. Ani jedna kropla potu nie spłynęła po jej urodziwym czole…
Poddany czuł się tak pewnie, jakby był opasany grubym murem. Ogarnął go ferwor, z którego nie mógł się otrząsnąć.
- Coś niebywałego! Klika żołnierzy idzie za jej plecami! – wrzasnął zapalczywie.
- Jaka klika? Kim oni są?
- Ekscelencjo, to orędownicy, o których wcześniej wspomniałem. Dotychczas pędzili galopem, harcowali na koniach, teraz pieszo podążają za niewiastą.
- A gdzie konie?
- Konie otrzymały upragnioną wolność…O! Słyszę tętent kopyt… Cwałują! Uciekają jak najdalej stąd, pławiąc się w szczęściu! Niech Ekscelencja wyobrazi sobie ten majestatyczny widok. Od tej chwili każdy będzie stąpał po ziemi o własnych siłach.
- O własnych siłach powiadasz…James, w twoim zachowaniu pojawiła się bezceremonialność. Pragnąłbym, abyś przeszedł do sedna sprawy. Po prostu spójrz ponownie na moją twarz i powiedz jakie walory w niej dostrzegasz.
James spojrzał zrazu na jego obmierzły podbródek, poczem na pękaty policzek i znowu poczuł awersję.
- Ekscelencjo, myślę że wszystko niebawem się wyjaśni. Czy mogę kontynuować?
- Moja cierpliwość znalazła się na skraju… - ostentacyjnie machnął ręką i dodał - ale dam tobie ostatnia szansę.
- Ekscelencjo! Widzę olbrzymie koryto…ktoś w nim leży.
- Kto? – zapytał niecierpliwie Ekscelencja.
- Ktoś obwarował się w świńskim żarciu. Niewiasta wskazała palcem na tego osobnika. Czereda orędowników otoczyła koryto! O! Z koryta wynurzyła się twarz…znajoma twarz. Wszyscy zaabsorbowali się tą twarzą…ale to nie jest przecież twarz! To morda!
- Jak to morda? Kim jest ten człowiek?
- To Ekscelencja…
Ekscelencja sposępniał. Zmarszczył czoło. Skurczył się nieco.
- James, podejdź bliżej.
Gdy Poddany wykonał polecenie wydane przez pryncypała, otrzymał cios w prawy policzek.
-Ośmielam się powiedzieć, że kara jaką Ekscelencja wymierzył na mnie była zbyt surowa.
-Cóż mogę rzec, James. Właściwie nic. Straż!- wrzasnął całym gardłem.
Zanim wrzucicie go do lochu, zaszyjcie mu usta, wbijcie kołki w uszy i zakryjcie oczy śmierdzącą, zatęchłą skórą wieprza.
-Rozkaz ekscelencjo!
I poddani wykonali polecenie rozkazodawcy.
Taka jest bowiem cena,
chwilowego wyzwolenia.

komentarze [ 2] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl