wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
reintarnacja cz I
Prolog
Ten wieczór niczym wyjątkowym się nie różnił od bezliku innych, które dane było przeżyć Ericowi Dalhamowi. Eric, 45- letni mężczyzna wchodzi powoli, acz nieubłagalnie w rozterki wieku średniego. Dziś dopadła go znów chandra, nie dająca mu od niedawna spokoju. Wpatrywał się szklanym, ponurym wzrokiem w szerokie, panoramiczne okno rozciągające się na nieco zapomniany dziś fragment miasta – Enklawę Klasyków. Ów Enklawa była niczym innym, jak tylko konglomeratem muzeów, Ośrodków Regenerujących (w gwarze Klasyków nazywane barami i restauracjami) oraz Biowęglowymi Kontrolowanymi Skupiskami Retroprzyrody (w ich nazewnictwie parki i lasy). Gdy się tak wpatrywał w to ustronne miejsce, nagle ujrzał dwie niewyraźne sylwetki, i by im się dokładniej przyjrzeć powiększył obraz w oknie 5 razy, a kiedy okazało się to niewystarczające, o 7, aż w końcu optymalny widok uzyskał przy 10-krotnym zbliżeniu. Jego oczom ukazała się para staruszków w archaicznym ubiorze i stylu zachowania. Ci sędziwi ludzie byli odziani w rzecz dziś niespotykaną – ubrania z tkanin, stanowiący nie lada atrakcję dla muzeów historii Ideo – Przemysłowej walczącymi zaciekle o nie z kolekcjonerami ery sprzed Ludzkiego Porządku, oraz ich skrajnym odłamem – Uczuciowcami Konserwatywno – Romantycznymi (osobami nie chcącymi się poddać Unifikacji i żyjącymi wedle starych zasad). Ich widok spotęgował dodatkowo w nim poczucie pustki i nostalgii. Przypomniał sobie o czasach z dzieciństwa, gdy zwierzęta były czymś powszechnym, a nie rzadkimi eksponatami utrzymywanymi jako ciekawostka naukowa, zatęsknił za ciepłym i miękkim w dotyku futrem starego kota Tommy’ego, którego głaskał godzinami będąc na wakacjach u swojej ukochanej babci Meggy. Żaden syntetyczny materiał, nawet integrujący się z porami i stymulujący krążenie krwi nie może się równać z jego gęstym, czarnym jak smoła owłosieniem dającym tyle ciepła, beztroski domowego ogniska tak ważnego dla ludzi dorastających w nie tak odległej epoce Ideo – Przemysłowej. Ach, tyle nagłych wspomnień świata który tak kochał i który pokryty został zimnym grobowym sarkofagiem Ludzkiego Porządku, wyrachowanego i surowego instruktarzu postępowań i zwyczajów nadanych przez Komisariat Wyższego Postępowania. Co prawda nikt prawnie nie zabronił żyć wedle starych zasad, lecz są one w oczach ludzi współczesnych postrzegane jako synonim czegoś upadłego, pozbawionego racji bytu anachronizmu kultywowanego przez sentymentalnych, starych głupców. Eric nigdy nie przeszedł nad tym do porządku dziennego, bo zbyt wiele stracił przez wprowadzenie Ludzkiego Porządku. Postanowił porozmawiać z tymi jowialnymi staruszkami, założył szybko na siebie kombinezon polidermiczny: mieszankę tworzyw sztucznych i powłoki wzorowanej na ludzkiej skórze, wzbogaconej o elektroimpulsy dopasowujące rozmiar ubrania do aktualnej predyspozycji biologicznej właściciela, po czym prędko wybiegł z mieszkania


Rozdział I

Podszedł do popielatoszarych, metalowych drzwi windy. Szybkim ruchem ręki wstukał komendę na panelu sterowania. Nie minęła sekunda, a po specjalnym idealnie płaskim i szerokim torze, znajdującym się na zewnątrz ściany zjechała przejrzysta winda o kształcie odwróconego cygara. Kiedy wszedł do środka komputer opierając się na badaniach jego funkcji życiowych, i zaraz potem duchowych, pobranych poprzez czujniki na panelu sterowania, automatycznie uruchomił lekkie drgania podłogi powodując tym samym relaksujące rozluźnienie mięśni. a projektory 3D wspierane przez emitery zapachu pomogły mu zrelaksować się przy otaczającym go z trzech stron nasycą naturalną, rześką głębią obrazie morza. Efekt potęgował ten niezwykły ostry i słony zapach wszechogarniającego ogromu morza. Ehhhh – westchnął głęboko, a na jego okrągłej dziecięcej twarzy zarysował się nerwowy uśmiech. Opuścił powoli głowę, dając upust swojemu niezdecydowaniu. Przez przezroczystą podłogę przyglądał się mimochodem magnetycznemu podwoziu, niezwykle sprawnie i dynamicznie opuszczającemu windę z 200 piętrowego budynku.- A może to ja przesadzam, może czasy Ludzkiego Porządku są lekarstwem na bolączki cywilizacji – gryzł się z myślami bezskutecznie szukając odpowiedzi. Wszelkie próby rozwiązania jednej zagadki powodowały jedynie powstawanie nowych niewiadomych, potęgując niemały już mętlik w jego głowie.
-Eric starzejesz się, a starość zasadniczo niesie wraz z siwymi włosami i zmarszczkami rozgrzeszenie dawnych błędów, co automatycznie wiąże się z ich wybieleniem. Niedługo puścisz je w niepamięć, zastępując przekolorowanymi obrazkami stworzonymi na własną modłę – odezwał się w nim sceptycyzm. –Pragniesz powrotu nieokrzesanej przyrody, skazującej człowieka na kruchą egzystencję na jej łasce i niełasce? Pragniesz rozwiązywania konfliktów z użyciem zbójeckiej przemocy zamiast Technologicznego Dialogu??? Tego pragniesz Ericu??? Zastanów się raz jeszcze, i wyciągnij słuszne wnioski, nie wracaj do gloryfikowania bredni! –ciągnął wywód cyniczny fragment jego duszy. – Udało nam się stworzyć ład, pierwszy w historii ład którego założenia teoretyczne pozytywnie zweryfikowało życie. Nikt z jego powodu nie cierpi, nie doznaje prześladowań, nawet ci starcy odporni na innowacje. Nie są ignorowani ani spychani na boczny tor, skoro chcą niech żyją w obłudzie, to ich rzecz. Jednak uchylamy ku nim furtkę, aby w razie czego nowo nawróceni Unowocześnieni mogli bez przeszkód zasilić nasze szeregi.
Długo jeszcze miotałby się z myślami, a i tak zapewne nie wyniknęłoby z tego nic konstruktywnego. Dalham, miał bowiem w zwyczaju prowadzić wewnętrzne monologii które tak naprawdę niczego konkretnego nie dawały. Na szczęście, te dywagacje przerwała winda osiadająca na parterze tytanicznego budynku, wybijając pasażera z odmętów filozoficznych tyrad. Podzespoły tegoż modułu, z niezwykłą gracją i wdziękiem, płynnie i bez szarpnięć zaczęły kończyć projekcję, w sposób naturalny, i w żaden sposób nie wybijający niedawnego pasażera z błogiego stanu ekstazy, w który jeszcze chwilę temu z takim pietyzmem go wprowadzały. Zatem na bocznych ściankach otwarły się rozsuwane drzwiczki, by za moment wsunęły się do wnęki szklanoorganiczne emitery, najnowsze osiągnięcie technologii projekcyjnej.

komentarze [ 1] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl