wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
dożywotni wyrok
"...z dedykacją! Monice Rembisz za wiersz "dwoje ludzieńków", konkursu recytatorskiego imienia Bolesława Lesmiana w Zamościu Amfiteatr. z nutką piosenki Pana Michała Bajora "Moja Miłość Największa"!! https://www.youtube.com/watch?v=olL1VavWA3M".


No i co z tego, kurwa mać, że se jebłem kolejną sznyte!
Nad skrawkiem światła
z nożem przy dłoni
senne marzenia pisał na jawie
na planie elipsy
przy starym domu
w szarej poświacie
ktoś stał nie czekając
Chodzi sobie kurwa nerwowo, taki debil, w te i z powrotem, nawet fai nie pali, wygląda na trzeźwego, huj go wie, kto to - jakaś wtyka psiarni, czy huj?... Grzech go nie zajebać!
Zebraliśmy pakę typków, gotowych rozegrać mecz palanta - współczesnego "beysbola". No i kurwa do tego gościa. On nie przymierzając, jakiś psychol - nawet nie ucieka, nic nie gada, tylko stoi jak ten kołek.
My mu drogę z lewej
My mu drogę z prawej
unosimy się w zachwycie
unosimy się w zachwycie
On upada od podziwu!!
"Jaki polny jest ten konik, jaka leśna ta jagoda? Nigdy bym nie uwierzył - gdybym nie zobaczył!"
Gdyby pajac coś powiedział - coś dorzucił od niechcenia, próbował się bronić, błagał nas o litość - a tu Ci nic, i nic, i zero - wskazówka ani tknie, nawet myśli brak... No to w typa kijami i dupek leży! Teraz se donuś sukom szczeniaku!
Odreagowując napięcie wytworzone i tę zajebistą adrenalinę, udałem się z kumplami do burdelu!
Dziwki zajebiste! Po prostu "miś polisz com pl klasic" w staniczkach z koronką białą. Ala dziewiętnaście, Ola dwadzieścia dwa, Monia trzydzieści jeden. Brakuje tylko siedemnastek - więc ja do burdel mamy z prośbą nadzwyczajną i życzeniem klienta Pana:
- zgrabną blondyne, biust piątka, włosy długie kręcone - nie loczki,sylwetka szczupła, metr siedemdziesiąt trzy wzrost, wiek - lat siedemnaście.
A tu Ci burdel mama - ni ma, no ni ma i już.
Wpadłem w szał, krew napływa mi do kieszeni, cholera mnie bierze, myślę sobie - jak to?? szanujący się sobotni burdel, żeby nie miał siedemnastki do wypiepszenia?? o NIE!!! Już gotowy do bonanzy Vinetu - aż tu w drzwiach staje Ona. Z szafirowym spojrzeniem w oku, iskierką namiętności na policzku i czerwonym rumieńcem na... piersiach. Pośladki jędrne zgrabne, zwinne, smagłe - Słowianka, typowa Słowianka - orlonosa i smagła - o czystych rysach twarzy, włosy długie heban - imię niczym Ewa...n
Nie chciała się przedstawić. Pewnie z powodu wrodzonej nieśmiałości. Usiadła, zaproponowała kawę - pomyślałem "wariatka", - kto o dwudziestej czwartej w sobotę pije kawę, - ale z jej ust tak uroczo to zabrzmiało, że postanowiłem złamać od wielu lat piętrzone i wyznawane zasady i napić się w sobotę kawy - pilnując przy tym oczywiście aby kumple nie przyuważyli, - bo brecht byłby do końca dni na tym świecie ze mnie. Józek pije kawę; ha,ha,ha - miałbym przejebane. Wypiliśmy jeszcze z pięć filiżanek i ze dwie herbaty - pierwszy raz - daję słowo - pierwszy raz w życiu urżnąłem się herbatą - kaca leczę do dzisiaj...
Piękna przyszła, - co odda plon szczerozłoty
jej piękne policzki i nabrzmiałe usta
wystygłe od ramion pieszczoty
Fruwają niczym śmigłe spadochrony
pragnące "najszczęśliwszego zgonu".
Ale cóż fajnie się pieprzy i pieprzyć można w nieskończoność - nawet rosół przyprawiony zbyt nie smakuje tak jak powinien smakować. Kombinuję jak panienkę delikatnie puknąć - widzę że panna świeża, kto wie może dziewica, więc trzeba delikatnie. - ale kurwa delikatnie to nie ja. Więc mówię wprost - "choć na sianko, zrobimy ruchanko!" Zarumieniła się, ale tak uroczo i nasiennie, że nie zapomnę tych rumieńców do końca życia. Tak mnie te rumieńce podnieciły... - że wytrysk natychmiastowy! Nie, tego już za wiele! - myślę - piękna panna - góra osiemnastka, a tu ci taki los - na sam kolor policzków, spermy w huju nie ma!! "Kurwa jego w pizde mać, niech wszystkich alfonsów, Leperów, Leserów, Laserów, Milerów szlag trafi! Pierdolona kawa! Pierdolona herbata! Pierdolona sobota!!"

-"Huj wam wszystkim w dupę - wsadźcie sobie te wytryski gdzieś!"

Dziewczyna słysząc to wstaje, głaszcze mnie po ramieniu i proponuje persen, albo melisę i mówi, że musi iść, bo późno się zrobiło. Mi nie do śmiechu, spodnie mokre, a smaku i woni jej pizdy nie poczułem - nie spełniona chuć we mnie wzrasta, żegnam ją słowami - "spierdalaj!" U mnie to norma, zawsze jak pannę tak żegnam, każe zwalić mi gruche i sie rozstajemy w przyjaźni i zrozumieniu. - A Ona Ci mówi "dobranoc". "kolorowych snów". "zbliż głowę do poduszki, niech Ci się przyśnią dobre duszki!"
Nagle wpada Zdzichu i chwali się swoim podbojem, jak to stukną seksowną Izę, po nim Heniek i Mundek - ja nie mogę nerwowo - więc szał - nic nie ma! Szkło, techno - muza, techno. BUM!!! I po imprezie!.
Noc ciemna jak na tę porę roku, deszcz dżdżysty stuka w me okno, w sąsiedniej wiosce typek spalił stodołę i dzieci płaczą dość głośno.
A ja nic, śpię, głowa do poduszki! W perspektywie porannego odurzenia - BUDA! I znowu Nowakowa zacznie pierdolić farmazony o nieśmiertelności wieszczów klasycznych, odrodzonej Młodej Polski: Słowiański, Norblim, Miśkiewicz - a dziady to ja znam, znam - mówię - Wołomin i Pruszków zebrali się i zaczęli napierdalać, Wołomiński dziad górą - część pierwsza - była jeszcze druga i trzecia - czekamy na czwartą i kolejne! A ona pieprzy, że "Dziady" napisał wieszcz, mnie mało co nie rozsadzi z brechtu - bo dziadzia znam - i czy to wieszcz to nie wiem?! - kiedyś coś tam przy piwie skreśli w improwizacji słownej:
"źle się kurwa na tym świecie dzieje,
pizda pęka krew się leje!"
Ale tego nie znałem u Mietkasiewicza, - daję słowo, wklepałem od dechy do dechy wieszcza! Brecht, maksymalny brecht.
Pierdoliła kiedyś coś o szynach z Boru, o których rzekomo Wi sława inteligencji w Polsce, oraz o miłym Stwoszu - z Wilna czy Lwowa - s skroił bańkę dwieście tysięcy baksów za całokształt - czego, niewiem?! Ja żeby taką kasę skroić, muszę nieźle na główkować, kogo wysadzić w powietrze - a On pisze o lecących w przestworza nieświadomych
Poetach smutku holokaustu
Gdzie nad RUINĄ porzucony?----- Głaz
biały płacze zemstą Piastów.
O tankach, bankach, filiżankach - potłuczonych gdzieś dla draki. O morzach, lasach, no i chwastach, nieznanym ludziom - ludzkie braki.
Wlepiam wzrok co dzień poza ściany - "niczego nie żal prócz porcelany! - [ziomom żal szkła po imprezie!]
O końcu świata wizję tworzy, kobiet ciężarnych, jajek na twardo. Dnia codziennego pożal się Boże - wiąże znów jedną czarną kokardą.

Po prostu "piękne" mówię skroś życiu
kurwa dziś jesteś, że bardzo miło
dosyć namiętne, bardzo słowiczo
ciekaw znów jestem, co Cię zrodziło
Będę Ci się, przypodabiać, przypochlebiać - włazić w dupę.
Zawsze pierwszy Ci się skłonię i z pokorą na obliczu!

Słucham wywodów mimo, niewydymanej profesorki po czterdziestce, gdzie meno za pasem i pauza po przerwie!... lekcji życia losu, świata. I rodzi się w myśli widzenie ucznia chcącego dobra kolegów - myślę ----- czy nie??....
Dawniej psotnik i chuligan, dziś samotnik
dawniej z wiedzą był na bakier, dziś myśliciel
coś tam chodzi mu po głowie - gdy nie widzą aniołowie
coś majstruje, lecz czy o tym nam opowie...

Zrobię takiego coś, że bum.
I czego nikt się nie spodziewa,
Ja chcę wolności, samodzielności
i pewien pomysł mi dojrzewa.

Chcę sam poszukać drogi swej,
dosyć szturchania i rządzenia.
Życia mozołów - trudów aniołów.
TO WSZYSTKO JEST DO WYSADZENIA!!!
BUM.
Chwytam komure i do dyra:
Bomba wybuchnie trzynasta dwadzieścia,
bomba wybuchnie trzynasta dwadzieścia,
bomba wybuchnie trzynasta dwadzieścia.
Teraz mamy trzynastą szesnaście.
Niektórzy zdążą jeszcze wejść.
Niektórzy wyjść.

Terrorysta już przeszedł na drugą stronę.
Odległość go chroni
i widok jak w kinie:

Bomba wybuchnie trzynasta dwadzieścia,
bomba wybuchnie trzynasta dwadzieścia,
bomba wybuchnie trzynasta dwadzieścia.

Kobieta w żółtej kurtce, ona wchodzi.
Mężczyzna w okularach, on wychodzi.
Chłopaki w dżinsach, oni rozmawiają.
.............................................................
Trzynasta siedemnaście i cztery sekundy.
.............................................................
Ten niższy to ma szczęście i wsiada na skuter,
ten wyższy nie ma szczęścia ten wyższy wchodzi.

Bomba wybuchnie trzynasta dwadzieścia,
bomba wybuchnie trzynasta dwadzieścia,
bomba wybuchnie trzynasta dwadzieścia.
.................................................................
Trzynasta siedemnaście i czterdzieści sekund.
.................................................................
Dziewczyna, ona idzie ze wstążką we włosach.
Tylko że ten autobus nagle ją zasłania.
..........................................
Trzynasta osiemnaście.
.........................................
Już nie ma dziewczyny.
Czy była taka głupia i weszła, czy nie,
to sie zobaczy, jak będą wynosić.
..............................................
Trzynasta dziewiętnaście.
..............................................
Nikt jakoś nie wchodzi.
Za to wychodzi jeden gruby łysy.
Ale tak, jakby szukał czegoś po kieszeniach i
wraca po te swoje marne rękawiczki.
.............................................................
Jest trzynasta dwadzieścia!

I szlak trafił przybytek zszarganych nerwów - po wszelkich erach nie obecności, za wszystkie czasy i wszystkie glony - za jamochłony i nieboskłony - tak właśnie teraz, do krwi i kości!
"Tak jak z wzniesionym nagle łbem - patrzy warczące zwane PSEM!"
...i w kajdany, i za kraty, w konwoju opancerzonym, na sygnale - wiezie mnie psiarnia pełna suk na kryminał.
Duma rozpiera wyraz mojej twarzy,
zdaje mi się że wrócę tu jeszcze. Mam przecież kurde o czym marzyć...
I słyszę wyrok, jak z jasnego nieba.
"Dwadzieścia pięć lat" pozbawienia wolności!
Zadrżała dla mnie cała ziemia.
Runą olbrzymi mur - mur młodości!
I jeszcze sędzia uzasadnia, swój wyrok gromu jak z jasnego nieba.
Teraz jak ten kołek błogi, czekam klawisza, szóstej rano.
Pamiętam jak mnie wiodły drogi, gdy innych mocno cwelowano.
Wspominam ludzi pałujących, pamiętam jak ja sam pałował - tego fircyka z nocy ciemnej, co drogą światła podróżował. Jak wielu kumpli nie poznałem, w człowieku tym miłości Bożej i sam go dumnie pałowałem - gwoździe w ramiona bijąc srożej!
On zawisł cichy
nieprzerwany
i nie szukając dla się tronu
przez nas tak nie zrozumiany
niepotrafiący oddać plonu.

Zawisł biedaczek na Golgocie
a my go dziś nie poznajemy
chodzi jak pielgrzym cały w błocie
a my kijami go lejemy!

Nad dachem wzgórza, ramion drzew,
nie wiedząc patrzą znów pielgrzyma
A w amplitudzie kryje się,
olbrzymia miłość - do olbrzyma.
Do słów rzucanych mimo woli
prozy internet coraz głupszej.
Dokąd nas zawiodą drogi?,
tej pustki większej - coraz pustszej!
Urywa szarość się dość szara
na drodze rajskiej przeistoczenia.
Czarna na klapki zachodzi mara,
ze światem braknie porozumienia!!!

A to niewieście dosyć błogie - tego lokalu w "noc purpury", gdzie po wybrykach znów z kumplami, szukałem dla się konkretnej dziury...
To jawna blizna światła w oczach.
To jawna biel dziś niedostępna...
....................................................................
Jak przeźroczystość dnia, nie do za uwarzenia.
Ma rysy powszednie - niewielu ją widzi.
I nieliczni strzegą.
A w Krakowskiej kaplicy zakratowana,
Róża poetów duchowna,
doradczyni Kardynała Wojtyły!
..................................................................
W jej spojrzeniu czujemy serce aż przyjdzie czas żniwa
na jej ugorach, kiedy brzemienna kłos pełen wyda
na żer naszego głodu.

Stąd łzy moje i kwiaty kładę przed kutą kratę -
kiedykolwiek Ciebie wspominam z SABATU!!

Spowiedź więzienna:
- "Wszystko do nas mówi, wszystko klęczy i błaga - a my coraz dalej, nie potrafiąc odczytać znaków. Odczytujemy błędne przekazy - błędnymi śledząc oczyma.
Tyle czystości na świecie, tyle piękna, łączności przepływu przyrody. Popatrzmy przez chwilę w lecie na pasące się zwierzątka, na rozkołysaną trawę, na lecące białe mewy podczas krajobrazu morza, jak to wszystko dziękuje Bogu za stworzenie - za to że może egzystować na świecie. A my mający władzę nad życiem i śmiercią, potrafiący, kiedy chcemy odebrać i począć życie, nie potrafimy w ufnej modlitwie za to wszystko podziękować, - bo po co?...
Wszystko na świecie od Boga pochodzi, w nim ma swój początek i koniec, nawet nie zazdrości, nie szuka poklasku, [pokus i zakus nieprzyjaznego ducha można odczytać Boży przekaz miłości.] która i cierpliwa, i łaskawa jest. Miłości, która nie unosi się pychą, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, - lecz w spół weseli się z prawdą. Miłości, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, miłości - która wszystko wytrzyma.
Bo chociaż bym cały świat posiadł we władanie a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca, albo cymbał brzmiący, w którego można walić i który odczytuje takie dźwięki, jakie się gra na daną chwilę - czasami czyste, chwilami fałsz. Tak samo jest z odczytywaniem znaków, ja zrozumiałem to za późno, mijając na swojej drodze pielgrzymiej przez dwadzieścia pięć lat swojego życia, wszystkich świętych, którzy dawali drogowskazy NIE ZABIJAJ! NIE KRADNIJ! CZCIJ SWYCH RODZICÓW BO DALI CI ŻYCIE! Wolałem uderzyć w gwałt ponad trzysta razy i mord na zlecenie około dziewięćdziesięciu trupów, plus wysadzona w powietrze szkoła.
Nie dbałem o to, że ten gruby łysy; to profesor po czterdziestce od historii, mający na utrzymaniu żonę i trójkę małych dzieci. Nie obchodziło mnie, że ta młoda dziewczyna osieroci dwu letnie i ośmiomiesięczne dziecko. Albo za chłopakami w dzinsach będzie płakać matka. Nic mnie nie obchodziło, nawet ja sam siebie nie obchodziłem. Chodziło o to, aby kasa była, można było sobie z dziewczynkami ulżyć, i kogoś dla draki, i podtrzymania adrenaliny w męczarniach - skasować. Bardzo interesowało mnie zawsze, co taki delikwent czuje, gdy zbliża się śmierć.
Ja teraz wiem. Na tydzień przed egzekucją czuję, spokój przewezbrany obłoków i zórz, wszystko klęczy i błaga a świat coraz dalej, o nie wraca życie, nie wracaj nigdy już - złóż dłonie za modlitwę za wszystkich którzy Cię pokochali.
Wiem, że nie każdy był tak spokojny jak ja. Większość denatów czuła przerażenie, bała się. Ja się cieszę, że wreszcie będę mógł zobaczyć tę miłość, tę siłę, która powołała mnie z nicości do istnienia. i znowu z istnienia do nicości!

...Była to najbardziej wzruszająca spowiedź w dziejach kościoła katolickiego - człowiek żyjący w grzechu od zawsze, na tydzień przed śmiercią zaczyna się modlić, odnajduje Boga, na usilne błagania księdza - spowiednika, odraczają mu egzekucję, kapłan stara się o zmianę kary śmierci, na dożywotnie więzienie - i udaje mu się - pozostaje tylko mały szczegół - głos skazańca, który stanowczo odmawia!

W dniach dzisiejszych trwa proces beatyfikacyjny gościa, na Watykanie. Rozpoczęty jeszcze przez już świętego Jana Pawła II w roku 2003.
komentarze [ 0] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl