wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
Pierwsza i Ostatnia
1
Drzwi otworzyły się z hukiem,był cały mokry,spojrzał na mnie i ...uśmiechnął się czarująco,zresztą jak zawsze. Nie mogłam już wytrzymać,ale nie chciałam żeby on o tym wiedział,postanowiłam że poczekam i zobaczę co zrobi. Podszedł i znowu się uśmiechnął .Bez ceregieli złapał mnie za szyje i zaczął pieścić,z początku chciałam się bronić i powiedzieć co myślę o tych jego ,,wyprawach” ,ale to było silniejsze ode mnie. Pomyślałam:niech robi co chce,zbyt długo już na niego czekam.
Mocno docisnął mnie do ściany i złapał za szyje ,w pewnym momencie myślałam że mnie udusi,powoli ale nieustannie całował mnie,zaczął od brzucha i sukcesywnie jechał w dół.
Nie wytrzymałam,zepchnęłam go z łóżka i sama się rozebrałam,w pierwszej chwili nie wiedział co się dzieje,ale gdy mnie zobaczył to sam zmienił zdanie,i w końcu po tylu dniach zobaczyłam jego przyjaciela.
-I co dalej - spytały dziewczyny ?
-Dalszą część,następnym razem,a teraz idźcie sobie bo chyba on już to idzie.
-O moja droga zobacz,przyniósł kwiaty -powiedziała gruba
-Ty to masz dobrze -mowiła ruda
-Dobrze dziewczyny idźcie już,bo jeszcze was zobaczy.
;Tradycyjnie,po raz kolejny w gniazdo os;
-O ! jesteś już,co dziś robiłeś mój mężu ?
-Nuda,staliśmy w deszczu przez ponad sześć godzin,i oczywiście nic z tego nie wynikło
-Przez Fellocka ?
-Tak
Szeroko się uśmiechnęła,i objęła go za szyje i powiedziała:kocham cię
pocałował ją i szeroko objął. Siedzieli tak jeszcze przez kilka godzin,aż do zmierzchu,potem już robiło się chłodno i cały urok polany malał z każda sekundą.



2.
Na targowisku jak zawsze panował przepych,łatwo można było dostrzec kontrast pomiędzy ludźmi ,z każdym razem trzeba było uważać na tych małych złodziejaszków,które jakby nigdy nic obskakują cię,wręczają kwiaty,uśmiechają,a potem najzwyczajniej w świecie okradają i do tego jeszcze z uśmiechem na ustach,małe pokraki,gdyby to ode mnie zależało to już dawno bym się ich pozbył.
-jak ? -mówił Julian
Posłuchaj synu ten świat dzieli się na ...tych lepszych i tych gorszych
-A co to są ci lepsi -mówił malec
-Ci lepsi to są tacy którzy potrafią poświęcić całe swoje życie w imię jakiejś...idei...tak idei – mówił w zamyśleniu
-a ci gorsi ?
-Ci gorsi natomiast,to tacy którzy nie wnoszą nic swoją osobą,są szarymi podmiotami na tle społeczeństwa,nie zrozum mnie źle,bo nie każdy urodził się władcą ,nie każdy urodził się wojownikiem,lecz każdy pod wpływem wiedzy potrafi wykształcić w sobie pewne cechy które sprawiają że jest istotą wyższą,taką...wyróżniającą się.
-Tato! Ale ja nie wiem co to są cechy.
-O tym później,a teraz chodź bo mama już czeka-mówił


3.

⦁ Nad Bandor dopiero wschodziło słońce,można było dojrzeć rosę,kwitnące jabłonie,i grupkę jeleni swobodnie hasającą po lesie. Staw wydawał się być większy niż poprzednim razem,
a kolorowe kwiaty tylko utwierdzał w przekonaniu że takie życie jest z góry zarezerwowane dla konkretnych jednostek.
Mężczyzna był ubrany w zieloną szatę,skórzane buty oraz miał miecz bardzo wąski ze złotą rękojeścią,szybkim krokiem stanął na środku tłumu,zdjął kaptur,przemierzył wzrokiem zgromadzonych,byli to głównie starcy,próbował dostrzec wśród nich jednostkę nadzwyczajną,jak zawsze zawiódł się.
⦁ Dzisiaj będzie o jednostce,nie mówię tu tylko o człowieku,to się tyczy nas wszystkich,
otóż w ostatnim czasie,zauważyłem iż wielu przybywa do naszej wspaniałej krainy,osiedla się,zakłada rodziny i kocha,lecz jest również wielu którzy plugawią ta świętą ziemię,mając za nic naszą tradycję i religię,ci o których mówię nie mają skrupułów,jedyne co do nich przemawia to pieniądz,żądza i władza,jeszcze kilkanaście lat temu kiedy byłem młodym chłopcem,pragnąłem żyć w krainie,gdzie wszyscy żyją godnie,zgodnie z naturą,w krainie gdzie nie ma pieniądza,gdzie nie liczy się czasu,a jedynym zmartwieniem jest jego jak najlepsze zagospodarowanie. Niestety jak zawsze odbiegłem trochę od tematu,chciałbym abyście w chwili gdy zobaczycie coś podejrzanego,to w możliwie jak najkrótszym czasie powiadomili o tym generała Markusa,jest to dobry i stateczny człowiek,nawet ja powierzyłbym mu swoje życie.

4.


-Tato,a jak bardzo trzeba naciągnąć łuk ?
-Jak najbardziej wtedy masz pewność,że strzała dotrze we właściwe miejsce
-O ! bardzo ładnie,oby tak dalej.
Spojrzał na niego i widział swoje odbicie,ten sam typ ust,brwi i niebieskie oczy,za każdym razem ciocia zwracała uwagę na oczy a przecież prawie wszystko miał po mnie,matka wydała go na świat,ale to ja uczynię go mężczyzną.
Nie martw się,pamiętaj to ty będziesz najlepszy ,ale żeby do tego doszło to musisz ciężko trenować nie tylko nad umiejętnościami ale również nad sobą
-Dobrze tato,nie zawiodę cię
--Mam taką nadzieję
Tarcza strzelnicza prawie całkowicie się rozwaliła,z powodu braku innej wspólnie postanowili przejść się po lesie.
O ,teraz bądź cicho mały,widzisz o tam ,wskazał palcem -to jest stado elfów.
-Zaczekaj,tato -po cichu,a co oni tu robią -ciągnął przecież ich królestwo jest na północy w lesie Enduriańskim ?
-tak,zgadza się,lecz oni wyparli się swojego dziedzictwa i postanowili rozpocząć nowe życie,całkowicie inne.
-Gorsze ?
-Nie,nigdzie nie znaleźliby lepszej krainy niż nasza,mają tu dostanie życie oraz prace
-ponoć elfy,żyją zgodnie z naturą,to dlaczego wycinają drzewa ?.
-To się właśnie nazywa praca mój synu,niezależnie jakiej jest się rasy,to trzeba pracować by mieć z czego żyć,nikt ich nie przymusza do tego ,oni sami to wybrali.
-Dobrze,chodźmy już lepiej stąd bo jeszcze nas zobaczą -mówił ojciec
-O ! widzisz to ścieżkę tam na horyzoncie ?
-Tak -uśmiechnął się malec
-Każdego roku w dzień Hilfgara ,przechodzą nią przedstawiciele wszystkich ras,aby wspólnie zasiąść i...porozmawiać.
-dobrze,a teraz bądź cicho,widzisz ta ścieżkę w górę ?
--Widzę
-Przejdziemy nią,tylko uważaj na każdy krok,o jeden niewłaściwy ruch i wyda się,że tu jesteśmy
W zagajniku panowała nienaturalna cisza,przestał wiać wiatr ,nie było ani jednego zwierzęcia,wspinaczka okazała się dosyć łatwa do przemierzenia,noc sprawiała iż stawali się niewidoczni,drzewa dotychczas bujne i piękne,teraz wydawały się zdradzieckie ,jakby posłusze innym siłą. Julian wlepiał w nie swe ciekawskie oczy w nadziei iż dostrzeże w nich coś niezwykłego,nie stronił on od wybuchów paniki,co było dosyć dziwne z uwagi na jego wiek,był wyjątkowo cichy i spokojny,można byłoby rzec iż był wymarzonym dzieckiem Markusa,wszystko wykonywał zgodnie z poleceniami ojca i matki. Jedyne co budziło w Markusie niepokój to jego wrażliwość.
Gąszcz powoli ustępował,przed nimi ukazał się ołtarz,cały kamienny i liczne,zebrane wokół niego stworzenia. Księżyc oświetlał polane swym balaskiem,wokół zgromadzonych panowała cisza.
Jednym z nich był starszy,ubrany w szary płaszcz przewodniczący,ruchem swego kija wskazał na grupkę zakapturzonych istot.
-Były to kobiet różnych ras,począwszy od gnomów,skończywszy na ludziach.
-Zebraliśmy się tu dziś,aby uczcić dzień Hilfgara,dzień pojednania,ten kobiety -wskazując palcem
zostały wybrane by dziś po raz ostatni oddać się swym namiętnościom i...umrzeć.
Kobiety ustawiały się w szeregu,kapłan ruchem krzyżując ręce nakazał rozpoczęcie rytuału wszystkie z nich posłusznie udały się do namiotu,starszyzna długo nie czekała.
-To już koniec czas na nas,chodź Julian -mówił cicho Markus
-Dobrze ojcze
Szybo przeturlali się do ścieżki
--tato ,a co się tam właściwie wydarzy ?
-Jak dorośniesz to ci opowiem,a teraz wracaj do matki,ja mam jeszcze ważne sprawy do załatwienia.

5.
-O kapitan ,jak miło,proszę wejdź i rozgość się
-Witajcie,nie wstawajcie,czy zdobycze już są ?
-Tak oczywiście,panie kapitanie,są i już nie mogą się doczekać pańskiej wizyty -mówił tłusty,z barmańskim uśmiechem
-To dobrze
-A tak na marginesie to macie może coś mocniejsze,bo...na trzeźwo to tak trochę mi gorzej
-Oczywiście,szefie,trzeba było tak od razu
-Maciej,półgłówku ! Przynieś wszystko co najlepsze
-O dobrze,zobaczmy,o tutaj się schowało !rocznik 1256,po prostu idealne na takie okazje,wino prosto z Faloor,nieskazitelnie,czyste,wykwintne,a co najlepsze słodkie .Proszę niech waszmość spróbuje.
-Tak ,poza tym,jak interesy ?
-Dobrze,ostatnio dochody wzrosły prawie dwukrotnie,to pewnie przez przejezdnych,te ich całe święta,kropidła,poświęcanie pól,na co to komu ? po ca ta cała religia ? Bandor przez 120 lat nie miało żadnej religii,powtarzam żadnej ! ,ludzie żyli i umierali z dala od wojen i niepokojów,żyliśmy lepiej od tych co mają wierzenia,co więcej jesteśmy od nich lepsi,co dnia widzę kolejnych przybywających do nas włóczęgów,zapijaczonych najemników,którzy później w magiczny sposób stają się prawymi obywatelami.
-magia nie istnieje -dodał gruby
-To była ironia głupku
-Dobrze panowie,na mnie już czas,pieniądze same nie przyjdą.
Drewniane drzwi otworzyły się powoli,jakby wiatr wprawił je w ruch,powoli wychyli głowę, i ujrzał obie skulone do ściany,obdarte z ubrań, posiniaczone,na jego widok,gwałtownie skuliły głowy,zapłakane.
-Dobrze więc,nie będę się powtarzał,więc słuchajcie,zostałyście przywiezione do Bandor,centrum wszelakich rozrywek,w jednym celu,żeby zarabiać na mnie,a dokładnie,na moje zachcianki,podróże i kobiety,wiem,że brzmi to dosyć egoistycznie,ale takie jest życie,jak mawiał pewien filozof ,,Aby ktoś miał lepiej to ktoś musi mieć gorzej. Przez moich podopiecznych zostaniecie wywiezione na ulice perlońskie,jutro z samego świtu,będziecie oferować swoje usługi każdemu kto ma pieniądze .Teraz kilka przestróg,po pierwsze jeśli spróbujecie uciec to nie żyjecie,po drugie jeśli spróbujecie ukraść choć jedną monetę to nie żyjecie,po trzecie jeśli spróbujecie z kimś skontaktować się,wydać nasza organizację to pamiętajcie o jednym nie tylko was zabiję,ale zrobię to z każdą nic nie wartą dziwką,od dziś żyjecie by służyć,waszym szkoleniem zajmie się pani Monde,zarządczyni sieci burdelów,z mojej strony to tyle,życzę wam wiele uciechy i rozkoszy,żegnajcie.
Nie spuszczały z niego wzroku,ani przez moment,nie odczuły lęku,zobojętniały na świat i życie,dawne życie przestało mieć znaczenia,zostały już tylko dwie drogi śmierć lub rozkosz.
-Wychodząc ,krzyknął,chłopcy zajmijcie się nimi,tylko tak...
porządnie.

6.
W sali panowała cisza,naruszana jedynie przez mlaskanie samego władcy...
-No daj mi tu go,no tego czerwonego ! Czerwonego ! Dziewko, w końcu ! Brawo !
-Zasługujesz na order,panno,jutro oficjalnie ogłoszę iż panna Luria zostanie nowym namiestnikiem ziem Santoor.
-Naprawdę ? -z niekrytym szczęściem spytała służka
-Nie ! Ty głupia dziwko ! Ostatni raz tu pracowałaś ,a teraz wynoś się i zejdź mi z oczu.
-wskazując na pachołka-A ty przynieś wina !
Słońce padało jedynie na tron,zaś kolumny osadzone po obu stronach kryły się w cieniu,lecz można było na nich dostrzec malowidła przypominające sceny walk,choć na większość z nich gówna rolę odgrywał sam władca,dobijając pobitych wrogów. Tron stał blisko ścian,całej białej,nad nim był witraż przedstawiający,znów władcę,ale tym razem z małżonka i małym Galorem. Szare marmurowe płytki świetnie komponowały się z białymi ścianami.
Każdy wiedział,że król jaki jest taki jest ,ale gust to on ma
-Witaj stary fiucie ! -z uśmiechem na ustach wykrzyczał Markus
-Straż brać go !
Gwardziści zareagowali natychmiastowo,poczęli biec w stronę generała
-Stać ! Żartowałem -krzyknął król
Stanęli obaj przed sobą,patrząc na siebie przenikliwie,Markus dostrzegł krople wina ściekająca z czarnej brody władcy. Król Gismond,był po pięćdziesiątce,duży wydęty brzuch do tego podgardle,sprawiał wrażenie odchodzącego ze świata,fizyczność odebrała mu możliwość walki jego jedyną bronią był sam umysł,i jeszcze kilkanaście tysięcy żołnierzy.

7.
Cisza ! Jeszcze raz usłyszę,że gadacie to codziennie będziecie pisać egzaminy.
Przepraszamy ! -klasa chórem
Dobrze,jak wiecie dwa lata temu,już za panowania króla Gismonda,dostarczono dowodów na konspiracyjna działalność władcy Erlock ,działał na szkodę królestwa,przez 7 lat swojego panowania nawiązywał umowy z królestwem Horelock,który jak wiecie z poprzednich lekcji jest naszym zaprzysiężonym wrogiem,ponadto przyczynił się do ludobójstwa swoich poddanych,a podczas defilady odzyskania niepodległości będąc po wpływem upojenia alkoholowego postanowił spalić sześć wiosek,swoje działania umotywował chęcią zaspokojenia swoich potrzeb metafizycznych,tuż po tym zdarzeniu doszło do aż piętnastu zamachów na jego życie z czego osiem doprowadziło do zabicia ponad czterdziestu generałów gwardii królewskiej. Nagle w czasie przesilenia zimowego król,wszedł na taras i...spadł. Dwa lata po tym zdarzeniu,król Gismond ułaskawił zamachowca,który do dnia dzisiejszego się nie ujawnił.
Ale..jak ? Nie rozumiem...jak zginął dokładnie Erlock ? -spytał uczeń
-Podczas sekcji,w jego ustach znaleziono narkotyk,ale prawdy pewnie nigdy się nie dowiemy.

8.
Jak wiesz nie zaprosiłem cię tu bez powodu -mówił król
-zawsze jest powód -odpowiedział Markus
Tak,w istocie,chodźmy do mojego gabinetu,tutaj ściany mają uszy
Był bardzo skromny,całkowicie inny niż sala tronowa,ściany pokrywały mapa,liczne nie mające żadnego sensu i łóżko,które wcale nie było łóżkiem,była to zwyczajny koc rozłożony po twardej betonowej podłodze.
-Sypiasz tu ?
-nie to tak tylko dal pokazu żeby przechodnie,widziały że jestem jeszcze lwem,a nie udomowionym kotem -zaśmiał się głośno i zamknął za sobą drzwi.
-Dobrze teraz będziemy mogli porozmawiać w spokoju...aha i jeszcze coś,dzięki,za świetna grę aktorską,byłeś po prostu wspaniały,list dotarł bez przeszkód ?
-Bez
-To dobrze
Usiadł i oparł się o ścianę,spojrzał na niego spode łba.
-Posłuchaj przyjacielu,już wiele razy mi pomogłeś,to dzięki tobie zaszedłem tak daleko,a jednak znów będę zmuszony prosić cię o przysługę,otóż dwa dni temu zabito moją kuzynke Marie ,sprawcy nie znaleziono,rodzinę i świadków czasowo uciszyłem,ale to nie będzie trwało wiecznie
Krążył po pokoju wokół jakby czegoś ,szukał w oczach miał obłęd
-Posłuch ja zaraz oszaleję,bo w jego ustach naleziono truciznę,tą samą jak u mojego...przed laty ty,ty musisz,ty musisz coś zrobić,błagam cię Markusie jesteś moją jedyną deską ratunku.
-Dobrze uspokój się-złapał go za głowę-,a teraz spójrz na mnie,znajdę go i zabiję,nie martw się,ale musisz zachować pozory,zachowuj się normalnie to jedyny sposób abyś przeżył
-Przydzielam ci swojego najwierniejszego żołnierza,jest nikim jeżeli chodzi o rangi,ale wiesz mi,łeb to on ma,ma na imię Filister,pomoże ci schwytać tego sukinsyna,Markusie pamiętaj zawsze będę cię miłował
-ja ciebie też królu

9.
Drzewa już zakwitły,wokół zgromadzonych panowała cisza zakłócana jedynie przez śpiew ptaków,słońce zaczęło wschodzić,miękka zielona trawa co chwile kołysała się jakby do tańca,a ulotny wiatr sprawiał jakby miała zaraz wyrwać się z ziemi i poszybować wysoko w górę. Długo się już nie pojawiał,ludzie zaczęli szeptać ,pytali się gdzie on jest ? Czemu tak długo już go nie ma ? Co się z nim stało ?
W końcu go ujrzeli wyszedł zza góry,barczysty i siwy,długie włosy przypominały,że powrócił z długiej wędrówki,nie wiadomo skąd. Ubranie jeszcze bardziej myliło,skórzane kalosze i szata jak u mnicha wprawiały ich w osłupienie,bo przecież wszyscy wiedzieli że nie wierzył w żadnego Boga.
Stanął na wysokim kamieniu i rzekł: Witajcie,wiem,że długo mnie nie było,lecz musiałem odbyć podróż,obiegłem ten świat wzdłuż i w szerz,w jednym celu aby znaleźć odpowiedz na śmierć.
-Śmierć !
Spojrzał na nich byli tacy mali w obliczu zła,o niczym nie wiedzieli,o niczym nie słyszeli,i nic nie zobaczą,będą nadal tacy prości,pozbawieni komórki odpowiedzialnej za myślenie.
-Wysłuchałem wielu wieszczy,magików,kapłanów,a nawet druidów,ale każdy z nich opowiadał inaczej,jedne nawet próbował mi wmówić,że jesteśmy małymi ludzikami którzy stąpają po kuli w pomieszczeniu giganta,który się nami bawi,pogrywa sobie,dla własnej uciechy,po prostu nami steruje,a jego zabawa nie ma końca. Po paru latach stwierdziłem,że muszę pójść o krok dalej,pomówić z tymi którzy nie wieżą w absolutnie w nic.
Wysunąłem taki wniosek,po śmierci jest pustka,a nasze ciała są niczym powietrze,niewidzialne,niezdolne do zrobienia czegokolwiek,ulotne.
A wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze ?
Będąc nicością,nadal myślimy i wiemy,że jesteśmy niczym ,a to będzie trwało wiecznie.

10.
Knajpa pod udami była bardzo przytulna,gospodarz mile witał nowych przybyszów,oświetlenie składało się głównie ze świec,stoły były okrągłe mogły pomieścić najwyżej cztery osoby,w kącie stał muzyk z gitarą,i co chwile śpiewał nową ,ale bardzo relaksującą piosenkę. Barmani sprzedawali rozmaite trunki,do najbardziej pożądanych należały:miód,i czerwone filopreońskie wino,atmosfera niezapomniana,każdy kto przekroczy próg tego przybytku,po prostu się zmieniał,nagle w jednej chwili odchodziły wszystkie problem,po długiej podróży można było się poczuć jak w domu,a piękne niewiasty często wprawiały w zakłopotanie,w końcu tyle pokus skupione w jednym miejscu...można było się do każdego dosiąść,pogadać,albo najzwyczajniej wypić za lepsze czasy,aby w końcu cały świat stał się taką właśnie knajpa.
Powoli otworzył skrzypiące drzwi,zdjął przemoknięty płaszcz,nie nosił broni,miał przy sobie tylko sakiewkę z drobniakami,wczoraj miał urodziny,skończył dwadzieścia sześć lat a wyglądał na co najmniej czterdzieści,,nie był ani za chudy ani za gruby po prostu zwyczajny,brązowe włosy,spięte z tyłu w kucyk,i odzienie ziemianina,wszedł po cichu nie zwrócił na siebie uwagi,przywiał się z paroma znajomymi,rozejrzał się wokół i w końcu go zauważył,był w podobnym wieku,z postury o wiele większy,bardzo barczysty, miał długie czarne włosy sięgające ramion i krótką brodę,jego stolik stał w koncie,siedział sam popijając piwo. Był ubrany w szarą ćwiekowana kurtkę,na sąsiednim siedzeniu leżał jego łuk,drogi,bogato zdobiony.
-Ty jesteś Markus -zapytał Filister
-Tak- odpowiedzial
-Piwa ?
-Nie trzeba
-nie trzeba,trzeba ! braman dwa gistry,raz !
Po paru kolejkach atmosfera złagodniała,przez chwilę obaj spoglądali na siebie w poszukiwaniu odpowiedzi,jakby była on skryta w ustach.
-Posłuchaj,że tak powiem król,nie wie wszystkiego,Maria nie została do końca otruta,oczywiście truciznę znaleziono,ale...-uciął widząc barmana
-Jeszcze dwa ! -wskazując palcem
Została w okrutny sposób okaleczona,tak naprawdę to ciężko to ująć słowami,musisz to sam zobaczyć

11.
Wyszli,Markus tylko tylko przez chwilę obejrzał się za siebie,gospoda była przytulna,ciepła,a przez szyby widać było ludzi młodych,uśmiechniętych,ale także jednego,samotnie pijącego.
Filister zatrzymał woźnicę,podszedł i szepnął coś do ucha chłopu,i obaj weszli.
-gdzie jedziemy ? -spytał Markus
-Do Mortu,centrum wszystkich nieszczęśliwych wypadków,przy czym muszę cię uprzedzić,gdy już będziemy na miejscu to pamiętaj,nie uśmiechaj się,i pod żadnym pozorem nie przyglądaj się sługom.
-Oni tego nie lubią
Przez dalszą część podróży nie rozmawiali ,Markus patrzył przez okno,ciesząc się pięknymi widokami pól,dzieci bawiących się po podwórku,i wiecznie narzekających starców,pijących razem mleko przy stole. Wiosną wszystko wydawało mu się piękne,normalne codzienne czynności,widoki,potrafiły wprawić go w osłupienie,mógł siąść na ławce i delektować się wszystkim co go otacza jakby nie miało być jutra,a potem znowu wracał do sprawy króla i całe piękno wygasło ,a spokój o który walczył przez tyle lat nagle znikł.

12.
Był olbrzymi,budową przypominał splot pierścieni,z zamkniętym dachem i bez okien,był zbudowany z szarego kamienia,przy bramie stało dwóch postawnych kapłanów,ubranych w czarne zakrywające twarz maski,nosili dziurawe,stare szaty. Filister pierwszy doszedł do kapłana.
-Jesteśmy z rozkazu króla.
Pokazał pismo zawierające królewski podpis i pieczęć,stary i wychudzony mnich tylko pokiwał głową, po czym ustąpił z drogi. Korytarz był ciemny,oświetlany punktowo przez pochodnie przytwierdzone do ściany,sufitu nawet nie było widać,ze ścian dobywały się jęki,dziwne ale znajome. Ścieżka długo się ciągnęła,z prawej strony co kilka kroków były czarne stalowe drzwi,Filistera kusiło żeby tam zajrzeć,zabrakło mu odwagi,bał się konsekwencji,gdyby go złapali to sam król miały problem z wymierzeniem im sprawiedliwości.
Kapłani w Bandor,mieli ogromne wpływy na radę i jeszcze większy posłuch w wymiarze sprawiedliwości,co mogło być spowodowane tym,że liczyli ponad połowę miejsc w zgromadzeniu.
Jedne drzwi były lekko uchylone. Filister walczył ze sobą,ale przegrał,przesunął je lekko i zobaczył to czego nie powinien,piękną o jasnych włosach niewiastę,rozebrana do naga i przywiązana do stołu,wokoło stali słudzy,tylko jeden z nich był ubrany na biało,wielkie kaptury przysłaniały twarz. Śpiewali w nieznanym mu języku piosenkę,-Markus machał do niego aby odszedł-,pokusa była zbyt silna, został i wpatrywał się w dziewczynę,miała zamknięte oczy,ale nie spała.
Gdy kapłani odśpiewali ,,Indy Run Da ' to zaczęła podrygiwać,smagać się we wszystkie strony, z ust kipiała jej piana, oczy stały się czarne jak noc,potem znowu uspokoiła się i tak za każdym razem. W jego głowie kłębiły się myśli,pomogę jej a ona zostanie moja żoną,albo zginę próbując,nie zawahał się,już wyjmował miecz z pochwy gdy...
-Chodź stąd idioto -Markus po cichu
-Chwycił go za głowę,-posłuchaj mnie nędzo,ja mam żonę,syna i dobre życie,i nie chcę tego tracić w imię jakiejś zawszonej dziewuchy,albo pójdziesz ze mną po dobroci... - przyłożył mu nóż do gardła,
-mocniej przycisnął sztylet na gardle-albo...wypatroszę cię jak wieprza
-wybieraj
-wybieram życie
-Dobrze,a teraz prowadź panienko,będę szedł tuż za tobą
Obaj poruszali się cicho,nie chcieli wzbudzać podejrzeń,,dalsze pokoje nadal były ciemne,w niektórych nie było ani jednej zapalonej świecy,dotarli do rozdroża dróg.
-Gdzie teraz ?
-W lewo-uśmiechnął się Filister
Korytarz był wąski,mógł pomieścić najwyżej jedną osobę,Filister szedł przodem,Markus nadal miał nóż w pogotowiu,nie ufał mu.
-W końcu,zobacz to te drzwi z numeracją dwieście dziewięć
-Wchodźmy,nie traćmy więcej czasu.

13.
Wystrój pokoju nie różnił się wiele od reszty,minimalizm był wszechobecny,kamienne ściany pomalowane na czarno i stół,a na nim zwłoki.-Filister zapalił pochodnię-
-Dobra,bierzmy się do roboty -mówił Markus-zdjął białe prześcieradło-
-Filisterze notuj
-Kobieta,lat na około dwadzieścia,włosy rude...piersi sterczące-filister walczył ze śmiechem-
-Tak...szczupła...yhm.. brak ran ciętych,,a to co ?
-Odsłoń jej nogi-rozkazał Markus
-Są
O ! Filisterze,patrz tu,-na lewej dłoni zauważył pieczęć-poznajesz ?
-Oczywiście,to...prawdopodobnie zostało zrobione na balu,tak...zawsze takie robią-pieczęć przedstawiała dwa węże ze splecionymi głowami i nader wystającymi jęzorami
-Co to za bal ?
-No jak to ? -Filister szeroko się uśmiechnął-przecież byłeś na nim,trzy lata temu w noc upamiętnienia Gishrota,byłeś tam razem z żoną,nic nie pamiętasz ?
-Zaraz...zaraz,ale ja nie mam tego tatuażu
-Zgadza się bo jak jeden z nielicznych byłeś honorowym gościem,nic nie pamiętasz ?
-Markus ,złapał się za głowę i oparł się o ścianę-Nic,byłem kompletnie pijany,a co najlepsze moja małżonka nie chciała mi powiedzieć co tam się właściwie wydarzyło,a później to sam wiesz...nie chciałem jej denerwować,i sprawa zanikła
-A więc wyjaśniam,jak jeden z nielicznych miałeś przyjemność zasiąść obok swojego
przyjaciela Gismonda ,pomijając wszystkie zaszczyty jakie cię spotkały,dodam,że już po godzinie służba musiała cię usunąć z przyjęcia,a ponieważ król sam ledwo stał na nogach,to zarządziliśmy dodatkowe,hm...nazwijmy to zabezpieczenia mające na celu chronienie jego królewskiej mości,stąd ten tatuaż,nikt nie mógł wejść i wyjść bez niego,ot co cała historia
-Obaj sztucznie uśmiechnęli się-
-Zdejmij spodnie,musi być coś jeszcze -mówił Markus
-Jesteś pewien ?
-tak do cholery,jestem pewien
Powoli odpinał guziki,smród wydobywał się coraz bardziej i intensywniej-odskoczył-nogi w większości były zwęglone,co to ma być ? ! -krzyknął ze strachu Markus
-To jest właśnie...to czego król nie wie
-Nie,tego już za wiele,wynośmy się stąd
-A król ?
-Nic mu nie mów i tak ma dostatecznie wiele zmartwień ,a ja pracy,jutro znowu szkolenie...
-Dobrze w razie pomocy,znajdziesz mnie w gospodzie,wynająłem tam przytulny pokój.
-Żegnaj

14,


Wrócił późnym wieczorem,delikatnie zamknął za sobą drzwi,zdjął buty,nie widział wiele,poza lokajem Elercjuszem który postanowił przenocować na bujanym krześle w kuchni.
Po cichu wszedł po schodach na górę,rozebrał się w przedpokoju. Odwrócił się za siebie,przyglądał się łóżku i nie widział nic poza puszystą ,jagodową pościelą i wystającymi z niej czarnymi włosami,rozproszonymi po całej kołdrze .Nie chciał jej budzić,zbyt bardzo ją kochał,po cichu ułożył się do snu.
-Nie zdążył,wskoczyła na niego,powiedziała mu do ucha kilka zbereźnych słów,a potem już całe łoże skrzypiało.
Obudził go Elercjusz,tradycyjnie za pomocą sposobu na oklep,który był bardzo prosty,podchodził bezszelestnie,tak aby nie obódzic żony,po czym bardzo delikatnie klepal pana po policzkach,.Metoda choć skuteczna,to często była przyczynąl wielu probelmów,takich jak chodźby brutalne pobicie jednego z byłych dozorców,co z kolei było jak sam Markus nazwał wyładowaniem nocnych emocji.,Nie lubił tego,wolał jak robiła to ona w różny,często zaskakujący sposób,pachołek kojarzył mu się tylko z codziennymi problemami i obowiązkami z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć.
Gestem wyprosił sługę za drzwi,ukradkiem zobaczył ją w całej okazałości,przez chwilę miał ochotę zaatakować,zaniechal działania przypominając sobię sprawę króla i nadal nie rozwiązane śledztwo.
Włożył swój surdut mundurowy generała,gdy na niego patrzył zawsze mial ochotę się rozpłakać,beczeć jak małe dziecko,droga po zdobycie go była niewyobrażalnie ciężka,treningi,nauka,jeszcze więcej nauki,koszmar przez który musiał przebrnąć,ale zaraz po tym pojawiała się radość i uśmiech,myślał sobie,teraz może być już tylko lepiej.
Zjadł obfite śniadanie,a po chwili już galopował w stronę zamku

15.

Oddał konia stajennemu,miał do niego zaufanie,już kilka lat wstecz wspólnie prowadzili kampanię przeciw mocarstwom wschodnim,Markus pozostał przy królu,on przy koniach. Nigdy tego nie zrozumiał,dlaczego wybrał życie stajennego ? Wyparł się bogactwa i tytułu,a o rodzinie zapomniał ? Kilka razy już przeszzło mu przez myśl zapytać go o to,ale za każdym razem albo brakowało czasu albo odwagi/
Przy wejściu na dziedziniec stało dwóch giermków,na jego widok natychmiast zasalutowali,konwenans zakazywał odpowiedzi,ale on nie mógł się go trzymać,i nie chciał,odpowiedzial lekkim skinieniem,które dla nich pospolitych ludzi było ...
.Robiło mu się ich,przypominał sobie czasy z młodości kiedy to on sam musiał tak jak ci dwaj stać w pełnym umundurowaniu w pełnym słońcu przez prawie cały dzień.
Po paru chwilach,dotarł wreszcie miejsce pracy,sam król powołał go do tej funkcji,jako generał musiał na co dzień albo unowocześniać technikę walki wojska,albo prowadzić jego rachunkowość i strategie,przy czym pierwsza opcja była wprost idealna bo wymagała jedynie siedzenia na wzgórzu warz z innymi oficerami. Musieli przyglądać się poligonowi na którym odbywały się improwizowane walki,doszukiwali się błędów po czym składali raport do rady.
Praca choć dobrze płatna ,wiązała się z konsekwencjami,bo oddziały które wyślą na front wschodni,będą zmuszone walczyć pod obcym sztandarem.
Wszyscy łącznie z Markusem będą odpowiedzialni za każdą śmierć,bowiem błąd popełnionych przez młodych,będzie w rzeczywistości ich błędem,a ich śmierć będzie plamą na ich honorze.
Odziały te,zwane również ,,zatruta strzała' są powołane do akcji specjalnych,mają na celu likwidację wysoko postawionych generałów,czy urzędników,którzy w pośredni sposób mogą przyczynić się do wojny całkowitej,obejmującej wszystkie krainy,dlatego szkolenie choć długie i żmudne,jest niezwykle ważne,jak mawia król :wszystko musi być dopracowane na ostatni guzki.

16.
10 lat wcześniej...
Była noc,siedział sam przy ognisku,piekąc królika-mało jest tego mięsa-pomyślał
Wokół wszyscy tańczyli,pili i śpiewali...o ile by uznać pijackie wycie za gatunek muzyki.
Wolał samotność,niż żmudne rozmówki na temat picia,ruchania i dymania.
Wstał,żeby wyprostować kręgosłup,rozejrzał się. Wokół pełno namiotów,a przy prawie każdym wywieszone pochodnie,za obozem rozciągał się gęsty las,zwany Trymbolisk.
Gwiazdy świeciły,trubadurzy grali,wszyscy żartowali,nie przejmowali się jutrem,nawet o nim nie myśleli,liczyło się tylko tu i teraz. Dobra zabawa,potem noc z nieznajomą,-gorsze od śmierci jest tylko myślenie o niej-pomyślał.
-Co tak siedzisz-spytał Jorwański. Gruby wąsaty,na oko po sześćdziesiątce ,sam nie chciał być zauważalny,robił po prostu swoje .Z Markusem znał się od dawna,strzelec stanął w jego obronie,kiedy to grupka mniej lub bardziej opitych żołnierzy postanowiła z niego zrobić tarczę strzelecką.
-myślę -odparł po chwili,przyglądając się w ognisko.
-Nie ma co myśleć,chodź,chłopaki już na ciebie czekają,liczą,że dodasz im otuchy,czy coś...
-Jorwański,od kiedy my się znamy ?
-Bedzie z pinć lat,od prawie początku...
-Właśnie, a ty nadal pieprzysz to samo...jutro w południe,padnie ich więcej niż połowa,a pod wieczór zostaną nieliczni,otucha nic tu nie da.
-Czy to ma znaczenie ?
-No tak...ale chodź ze mną,kazali mi zrobić obchód,a samemu to jakoś gorzej...
-Chodźmy
Fort Winvelrd,był ostatnim celem samozwańcy,króla królów,Mortila,w swej drodze o władzę musiał przez pięć lat ucinać łby wszystkim władcą krain,którzy postanowili mu się przeciwstawić.
Tylko strażnicy Winerveld zwani też wichrzyciele postanowili stawić mu opór,a ten zamek był już ich ostatnią twierdzą,a jeszcze trzy wiosny temu mieli ich prawie pięćdziesiąt rozsianych po całej krainie północy.Jedne zostały podbite a inne po prostu uznały panowanie Mortila,w tej natomiast krył się ich władca Tyroll.
Plotki chodzą,że jego rodzice byli zwykłymi stajennymi,a dziadkowie rolnikami,lecz jeśli ktoś ową plotkę szerzył,musiał dnia poprzedniego spisać testament. Był w sile wieku,postawny,barczysty,mówił prosto i zwięźle,nie miał szacunku do kapłanów,urzędników czy heraldów , potrafił zbluzgać każdego o innym poglądzie czy zdaniu. Przez trzy lata kupił sobie lojalność większości baronów. Nic już mu nie stało na drodze do władzy,zwykli chłopi,rolnicy,rzemieślnicy byli zmuszeni do walki.
-Pieprzna władza-powiedział Markus
-Ona zawsze była,od zalania dziejów,słyszy się że na wschodzie,elfy,krasnoludy i te...odmieńce stworzyły,ustrój zwany demokracją.
-Cóż to za stwór ?
-Ni stwór ni zmora to władza ludu-gromko zarechotał,plując siarczyście w pole-
-Słyszałem,to i owo,muszę rzec,iż to jest głupota,od początku ludzkości ona funkcjonowała,a potem i tak zawsze znajdzie się bydle żądne władzy i ...po demokracji-uśmiechnął się w stronę dowódcy-
-Pora spać -mówił Jorwański
-Racja
Obudził ich ogłuszający ryk bębnów i trąb,ziemia zaczęła się trząść.
-Ruszyli-gromko zaśmiał się dowódca,trzymając w ręku tabakierę-
W oddali zbliżał się oddział konnych,obaj stanęli jak na baczność -Jorwański wyrzucił tabakierę w krzaki-
-Coście za jedni ! ? -wykrzyczał konny
-myśmy z piątej dywizja Algursa,to Markus rycerz z Jalorcza, a jam zwirzchnik strzelców króleskich Jorwański,do usług -ukłonił się -
Miał czerwonoa płytową zbroję bez chełmu,był starszy,gdzieś po pięćdziesiątce.
-Dobrze żeś powiedział,bom myślał,żeście dezerterzy,wczoraj dziewięciu zlinczowałem,a tydzień temu dwanaścioro zostało rozstrzelanych,na rozkaz króla.
-My w służbie króla -wykrzyczął Jorwański
-Jesteś proszony do namiotu królewskiego Markusie
-W jakiej sprawie ?
-Dowiesz się na miejscu,a teraz za mną !
W półbiegu wracali do obozu,mijając za sobą negie,pozbaione liści drzewa i wyjałowione pola.ujżeli przed soba tysiące mężczyzn gotujących się do bitwy,jedni ćwiczyli w parach ,drudzy strzelali na komendę. Namioty generałów,w tym królewski mieściły się na wzgórzy niedaleko placu głównego gdzie nocowali żołnierze.Przed namiotem stała grupka ubranych w czerwone zbroje rycerzy,wszyscy bez wyjątku nosili wielkie przewieszone na plecach iecze dwuręczne,na widok zbliżającego się konnego wszyscy staneli na baczność-Jorwański zarechotał,wyprężył się niczym szczur na otwarcie kanału.
-Ah panie Walecki,przyprowadził ich pan wreście-uśmiechnął się władca-siądźcie sobię obaj,a wszystich pozostąły prosiłbym o chwilowe opuszczenie namiotu.
Wnętrze nie było bogatu ustrojone,sam król gardził zbytnim przepychem,a przynajmniej tak twierdził,na środku satł drewniany stół , wokół walały się mapy,po prawej stronie była druga komnata,jak Markus ocenił,była to zapewne sypialnia władcy,w kącie zauważył,mały ale widoczny kawałek damskiej bielizny,po czym król odruchowo zasunął kotarę.
Król stanął na środku.
-Jak zapewne się domyślacie,nie sprowadziłem was tu bez powodu,otóż,muszę się z wami podzielić pewną tajemnicą...kilka dni temu moja córka Claretta została uprowadzona,wywaid donosi,że właśnie w tym zamku jest przetrzymywana.
-A my mamy ją znaleźć i przyprowadzić całą i zdrową,zgadłem? -wtrącił Markus
-Zgadza się
-Tylko ciekawi mnie jedno czemu akurat my – mówił Jorwański
-Bo..tylko wam mogę zaufać-spochmurniał Król-
-Co będziemy z tego mieć-spytał spokojnie Makurs
-Co tylko chcecie,byle w granicach rozsądku
-Umowa stoi-znów uśmiechnął się Jorwański
Proszę znajdźcie ją,ja tak bardzo...ją kocham
Usiadł złapał się za głowę,i jak zwykłe dziecko zaczął płakać,obaj nie wiedzieli jak się zachowac,wyszli mając na plecach dziwene uczucie,dotąd nieznane.
Słońce działało oślepiająco,było bardzo duszno,dlatego większość wojowników skrya się w cieniu,żłopiąc piwo. Obaj postanowili zrobić to samo.

Siedzieli przy jabłoni patrząc na Winverdl.
-szkoda tego zamku-oznajmił Jorwański
-Ano
-Jak myślisz,przeżyjemy jutro ?
-Nie -wpatrując się w zamek
-Pozostało pić
-Ano

17.
Pułkownicy krzyczeli,galopowali przez obóz wykrzykując
Wstawać psie syny !
Natychmiast zerwał się na nogi,obejrzał się wokoło,a tym żołnierze biegali,poganiali drugich,ci drudzy trzecich,zbroili się tak szybko jak mogli. Z oddali dobiegąły przerżające dźwięki bębnów,ci ubrani na żółto trąbili.markus chwycil za ręke jednego z nadbiegających myśliwych
-Co się dzieje ?
-Nie słyszeliście panie ? Wczoraj na wieczór zwyrodnialce z zamku podpalili naszą szóstą i czwartą kohortę
-Jakim cudem -spytał Markus
-Ano nie wiadomo,gdyby nie zwiadowcy to pewnie teraz byśmy ze sobą nie rozmawiali,król wściekł się i miast atakować w południe,ruszamy teraz !

18.
Zamek Winerveld składał się z czterech części,dwie osadzone były blisko rzeki,ostatnia była usadowiona wysoko nad łąkami,gdzie strzelcy nie mieliby większych problemów z wystrzelaniem całej armii Mortila. Król zatem postanowił atakować trzecią część usytuowaną najbliżej góry Horelck,wokół rozciągał się las Bigral. Ta strona fortu była najsłabsza bowiem las chronił armię przed niechcianym ostrzałem a brama stanowiąca sztandarowy punkt obronny składała się głównie z drewna,przed nią walały się sterty kamieni i gruzu który miał dać dodatkowy czas na przygotowanie lepszej obrony.
Wszytko było już gotowe,cała armia stała już u bram,jeden z żołnierzy,istny karzeł wybiegł z armii Mortila,wymachując białą flagą,strzelcy na murach nie poruszyli się. Spoglądali na swojego dowódcę w nadziei na jakiś znak. Otrzymali go,dowódca,ubrany w białą kolczugę z jasnymi długimi włosami,uniósł eke ku górze,wszyscy złapali głęboki oddech.
Karzeł wyją z kieszeni zwitek papieru,czytał
-Jaśnie panujący król Mortil wzywa rycerzy,wzywa wszystkich rycerzy zamku Wineverld do uznania jego panowania i złożenia broni w hołdzie,a także wydanie zdrajcy i...pod...rzegacza Tyrella,bowiem zdrajcy zasługują na śmierć.
Ten z jasnymi włosami,odebrał swojemu żołnierzowi łuk,odepchnął go daleko,wycelował ,i po krótkiej chwili strzała przebiła gardło karła. Upadł na wznak.
Żołnierze Mortila którzy znajdowali się w pobliżu nie wiedzieli co robić,byli pewni zwycięstwa bez walki,z przerażeniem w oczach spoglądali na swojego władce który był hen daleko na wzgórzu razem z całą świtą.
Markus spojrzał na króla z zaciekawieniem,maił tak zawsze przy każdej potyczce od pięciu lat,gdy był problem,król przeważnie w szybkim tempie znajdował rozwiązanie.

19.
Pięć godzin wcześniej...
-Gdzie cię przydzielają ? -spytał Markus
-A bo ja to wim ? -uśmiechnął się Jorwański
Jakie to ma znaczenie ? Za dużo myślisz bratku i to przyprawia ci problemów,pomyśl lepiej o czymś zupełnie innym,bo te nasze dysputy nijak mają się do rzeczywistości.
-Co będzie to będzie,nam pozostało czekać.
-Bywaj przyjacielu
-Bywaj

20.

Król wszedł sam do namiotu,dwaj barczyści strażnicy zablokowali przejście,wokół rycerze, kwiat królewskiej armii,najlepiej wyszkoleni,najlepiej wyposażenia,a bali się bardziej od tych chłopów ze wsi co król miał w zwyczaju przydzielać do pierwszego szyku atakującego.
Wszyscy czekali na nieuniknione
Nagle zza namiotu wyszedł starzec,w szarej tunice,był zupełnie inny od tych o których opowiadał mu babcia,był łysy,a przy prawym biodrze zamiast magicznych zwojów,miał jedynie krótki częściowo pozłacany sztylet,ale jedno się zgadzało był stary jak świat długi i szeroki,lecz nie przeszkadzało mu to w wartkim i szybkim chodzie.
Goryle natychmiast go przepuścili.
Słońce grzało okropnie,wszyscy nie zważając na zalecenia króla skryli się w lesie,gdzie postanowili bawić się w najlepsze,grali ,urządzali zakłady na pięści,siłowanie na ręke. Każdy pod pretekstem krótkiego wypoczynku.
Było już ciemno,w końcu wyszli z namiotu,król lekkim skinieniem wyprosił wszystkich pozostałych ze wzgórza.
Markus siedział oparty o drzewu,z lekką nostalgią wpatrywał się w zamek,wśród ciemności ujżał białą iskierkę przechadzającą się po murach zamku,potem ujrzał kolejną,a za chwile całe mury były w iskierkach,w ułamku sekundy zdał sobie sprawę z sytuacji,zaczął biec przez las na złamanie karku
-Uciekajcie ! Ludzie uciekajcie ! Podbiegł do dzwonu alarmowego,bił w niego jak oszalały,jakby był do tego powołany.
-Nikt nawet się nie obejrzał ,poza dwoma którzy byli w stanie ustać na własnych nogach.
Uciekał nadal,wokół płonące namioty,walące się drzewa,młodziak przyszpilony do drzewa przez grot strzały,nie mógł mu pomóc było już za późno,na niebie nadal było widać armię iskier,szybko spadających,jedna przeszła drasnęła mu przez bark,czuł zapach palącego mięsa.
Przeskoczył w ostatniej chwili,był już u podnóża wzgórz,za nim walące się drzewa,płonące gałęzi i nieludzki krzyk. Po prawej od wschodniego wzgórza ujrzał kilku szczęśliwców,wpatrywał się w dal,było ich trzech,a może czterech,tego się nie dowiedział,upadł i zasnął.
21.
-Hej ,młody ! zbudź się do diaska !
Poczuł wodę na skroniach,powoli otworzył oczy ,widział rozmazaną zmarszczoną twarz Jorwańskiego,uśmiechał się jakby opity.
-Co się stało,gdzie ja jestem ? Czemu to jest tak ciemno ?
-Jesteśmy w jaskini,a ty miałeś cholerne szczęście
-Ja ?
-Ano mój syn cie zratował w ostatniej chwili,bo by cię już dawno rozjechali..
-Nic nie pamiętam,i bark mnie boli jak cholera...
-Nic dziwnego,od dwóch godzin próbowałem wyciągnąć z niego jad,ale nie udało mi się,przepraszam ...
Odwrócił się do niego plecami,zawiesił głowę.
Markus rozpłakał się
-Co ty beczysz ?
Jorwański zaczął rechotać,splunął siarczyście na stertę kamieni
-Przecież ja żartuje haahaheee
-Strzała przeszyła ci bark,odrywając kawałek skóry,a że była zapalona to i ma prawo boleć
-To miał być żart ?
Marksu odepchnął go
-Spkojnie młody,ciesz się,wojna się zakończył .
król Tyroll wszystkich ułaskawił,wracamy do domu
Jorwański znowu zarechotąl
-Jak to Tyroll,co ty opowiadasz ?
-Ano to,że przegraliśmy,w sensie bitwę oczywiście,ale wygraliśmy wojnę,znaczy w sensie że żyjemy,a to już pewnym sensie wygra...- -do rzeczy – mówił Marku
-Dobra to w skrócie,kiedy sobię spałeś jak zbite niemowlę,to ja wraz z czternastym korpusem strzelców,stacjonowaliśmy na południe od zamku,od strony rzeki,była to powiedzmy taka akcja specjalna na wypadek gdyby ludzie Tyrolla postanowili czmychnąć,mieliśmy niemiłe zadanie ich wszystkich wybić,ale zanim zmienisz o mnie zdanie ,to musisz wiedzieć ,ze do takowego nie doszło ,zanim zorientowaliśmy się w sytuacji,było już po.
-Co po ?
-Po wojnie,znaczy się,otoczyli nas konni z zamku,mieli cholerną przewagę,a dziwne bo wywiad donosił,że wszystkie konie zjedli,ale teraz nie o tym.
W jeszcze większym skrócie,nas otoczyli,to nawet się nie zastanawiałem i kazałem chłopakom się poddać,wzięli nas na dwa dni do zamku,na przesłuchania. Wszyscy srali po gaciach,bali się tortur,na całe szczęście,zapowiedziano nam,że teraz służymy Tyrollowi,i,żę ukrywanie czegokolwiek tylko pogorszy naszą sprawę,to żeśmy jak jedna żona jeden mąż powiedzieli o dosłownie wszystkich punktach strategicznych Mortila, wliczając w to jego konszachty z cesarstwem i spadkobierców tronu.Na koniec przesłuchania każdemu kto jeszcze żył wypłacono żołd i kazali,cytując:spierdalać do domu w podskokach
-Jorwański przez dłuższą chwilę nie mógł opanować śmiechu,markus cierpliwei przeczekal
-No,na czym to ja ?
-Na spierdalaniu
-No to właśnie tak żeśmy zrobili,wszyscy łącznie z tymi dumnymi rycerzykami poszliśmy
-A co z Mortilem ?
-No i właśnie tu zaczyna się ta gorsza część,bo naszego jaśnie oświeconego postanowili rozebrać do naga potem,dali wódkę,żeby lepiej to znosił,a potem to już szkoda gadać...
-No mów,że co się stało
-Lepiej,żebyś tego nie wiedział ,ale wiedz,że zostałeś uratowany przez mojego syna Gismonda
-Masz syna ?
-Ano,tylko nie mów nikomu to tajemnica jest
-Ma na imię Gismond,nie uznaje mnie za swego ojca,bo wprawdzie nim nie jestem,stałem się dopiero gdy chłopaczyna miał dziewięć lat,rodzice zginęli na jego oczach zginęli po zażyciu trucizny.
-Skurwysyński los
-Skurwysyński
-Tylko proszę nie mów,że ci powiedziała
-Nie powiem,obiecuje ci to
-No dobra młody,skoro wydobrzałeś to możemy się zbierać
-Dokąd ?
-Do Bandoor,tam się wychowałem i tam najpewniej doczekam żywota.

22.
Świtało,koguty piały,drzewa swobodnie kołysały się we wszystkie strony,znów usiadł na kamieniu usadowionym w centrum zgromadzenia,wokół już wszyscy siedzieli,zapatrzeni w starca, o szarych szatach. Na gałęziach dostrzegł grupkę dzieci,spokojnych,cichych,patrzyli na niego.
Odczekał chwilę do momentu zupełnej ciszy.
-Witajcie,wielu z was zna mnie pod przydomkiem Raskolnikov,jednakże wcześniej byłem zupełnie kimś innym... przemierzyłem świat i czas wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu źródła doskonałości i...nie znalazłem jej. Chciałem odkryć sens istnienia,znaleźć istotę która byłaby w stanie mi wszystko wyjaśnić. Czy ta walka ma sens ? Czy my mamy cokolwiek ?
Potem najzwyczajniej w świecie usiadłem na ławce,patrzyłem w niebo,było to kilka tygodni wstecz i wtedy ! Ujrzałem piękno tego świata, zobaczyłem chłopską rodzinę przechadzającą się po polu,to właśnie ta prostota,
wzruszyła mnie do łez.
My ludzie,dawnymi czasy byliśmy bardziej ludzcy w stosunku do siebie samych jak i innych potem nastał czas modernizacji ,odeszliśmy od starych zwyczajów,zapomnieliśmy o tradycji,a rodzina zamiast być spełnieniem naszego życia,kwintesencją szczęścia,stała się zwykłym utrapieniem,kolejnym obowiązkiem. Serce mi krwawi gdy widzę te popioły ludzkości,zabytki jednostek.150 lat temu Bandoor było zwykłą krainą,bez władz,bez mamony,bez technologii,żyliśmy dobrze,mieliśmy szacunek do przodków i tradycji. Uprawialiśmy role,choć praca ciężka,wymagająca wysiłku,to jednak była jednym z pierścieni nieodzownie złączonym ze szczęściem.
Dziś to zaginęło,ludzie umarli.
Dlatego pamiętajcie moi mili,miłość ,dobro i rodzina to jedyna droga do nieba.

23.
Generale ! Generale !
Wychudzony,w roboczym ubraniu kurier,krzyczał na cały dziedziniec
Markus dostrzegł go z oddali ,zasapany biegł po schodach w górę prowadzących wprost do centrum.
-Badź pochwalony generale Markusie
ukołnił się nisko,Markus odwzajemnił lekkim skinieneim
-Proszę to lista od króla Gismonda

Markusie
Mój ojciec,a nasz przyjaciel odszedł dnia dzisiejszego,mając dziewięćdziesiąt siedem lat.
Ceremonia pogrzebowa odbędzie się jutro o północy,w dolinie zapomnienia,
liczę na twoje rychłe przybycie. Zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Król Bandoor
Gismond I Jorwański





Nie zdziwiła go ta wiadomość ,Jorwański chorował od ostatnich pięciu lat.
Biedaczek -pomyślał

Zamek mieścił się w samym centrum miasta,dalej na wschód rozciągało się wielkie targowisko,obejmujące zarówno wielki plac jak i gmachy które zajmowały drugą połowę gdzie towarów było mnóstwo,można było tam kupić praktycznie wszystko w tym ludzi,oczywiście nieoficjalnie. Dalej jak okiem sięgnąć w południe rozciągały się pola,przerywane przez okoliczne domostwa rolników,kierując się od pól dalej można było dostrzec wysoko postawione polany,a wokół nich zatoczony krąg,gdzie mieszkańcy mieli w zwyczaju odprawiać coroczne modły na cześć bogów,wszyscy byli tacy pobożni w tym dniu,a tak naprawdę wszyscy chcieli się wtedy konkretnie upić i zaliczyć .Święto było tylko przykrywką.





24.
-Gotowy ?
-Gotów
Lało od już kliku dobrych godzin,obaj w czarnych płaszczach,obaj uzbrojeni tylko w miecze ceremonialne,wokół cisza,miasto jakby opustoszało. Obydwaj cali zarośnięci,gdyby nie bogaty strój,to najpewniej przechodnie uciekałyby ze strachu.
Czuli się mocni i tacy byli.
-Kiedy przyjedzie ta karoca,zimno jak cholera ? -mówił Filister
-Za chwile,sługę już dawno posłałem.
-Jak myślisz,co się teraz dzieje z naszymi na południu ?
-W tym kraju wiedzą to dwie osoby,ja i król,i tak zapewne pozostanie dopóki nie udowodnisz,że jesteś coś wart,król dobrze się o tobie wyrażał,ale morderca jest na wolności,to gówno mnie jego zdanie obchodzi, jasne ?
-Jasne
-I zamknij mordę,próbuje myśleć
I tak było,wysłanie swoich na południe po pieniądze,morderca ,związek który nie ma sensu,i życie pełne zmartwień. Wszytko to sprawiało,że bagaż który niósł do tej pory staje się jeszcze cięższy.
Karoca podjechała,nie taka jaką zamawiał,ale nadal opiewająca nutką bogactwa.
Szybko ruszyli,nie patrzył przez okno,zamkną oczy i czekał.
-Generale ?...jesteśmy już na miejscu
Filister otworzył drzwiczki,powiało chłodem,deszcz powoli ustępował. Jescze dobrze nie wybudzony dostrzegł całą rzesze ludzi chodzących wokół gaju,jak duchy,niezwykle cicho,wszyscy ubrani na czarno,wszyscy ze świecami,nawet małe dzieci,nie było nawet słychać jęku niemowląt.
Obaj ruszyli w stronę grobu,widział też króla siedzącego na kamieniu,i pełno strażników w złotych zbrojach,z czarnymi wstawkami. Król nie płakał tylko tępo wpatrywał się w nagrobek,na którym wyryto podobiznę Jorwańskiego,co go wyróżniało spośród kilkunastu najętych do tego zadania płaczek.
Weszli w głąb tłumu,kulturalnie się przepychając,spojrzał wyskiemu gwardzisty prosto w oczy,ten tylko pokiwał lekko głową w dół,następnie ustąpił przejścia.
Ujrzeli króla z opuszczoną głową pośród mgły,wiatr smagał płaszczami strażników. Ubrany w czarno-purpurowe szaty kapłan najwyraźniej kończył modlitwę słowami:
-Zaśnij w pokoju...
Z drzew zaczęły spadać liście,wolno unosząc się nad zgromadzonymi.
Wszyscy wstali odwrócili się tyłem w stronę wzgórz,rozpoczęli marsz,zwany wędrówka pamięci,niewiasty zaczęły znowu płakać,a wynajęci gracy rozpoczęli pieśń.


-Smutna -ocenił Markus
-Wraz z Filisterm szli z za świtą królewską,jako jedni z nielicznych byli bardzo blisko króla,mało było widać,jesień powoli ale nie ubłagalnie dawał się we znaki.
Nagle zza tłumu wybiegł im na przecwko,ubrany w czerwony kaptur młodzik,
-Panie generale-mówił zadyszany
-To znowu...zza zza zabójstwo
-Jakie znów zabójstwo ? -mówił Markus
-Jaśnie pan winien wpierw zobaczyć,bo słowami opisać się nie da
-Wybiegli wszyscy trzej z korowodu,ludzie patrzyli na nich z zaciekawieniem i pogardą,mówili:
-to ma być przykład królewskich zastępów? -plotkowały baby
Pchali się przez tłum,ujrzeli trzy konie przywiązane, do drzewa,Filister szybkim ruchem odciął wszystkie liny,wskoczyli na konie,po chwili ich nie było.

25.
Sześć godzin wcześniej...
-A tak dziwki,mamy was,próbowałaś uciec tak ? -uderzył ją mocno pięścią w twarz -powiedziałem wam od początku Bandoor jest moje ! I tylko moje ! A z tej racji wy należycie do mnie,szybko nie zdechniecie...
Trzasną za sobą drzwi,pokój był ciemny,zza drzwi dobiegały odgłosy metali,zgrzytania,ściany cale pokryte kamiennymi płytami,jakby było zwiezione wprost z więzienia.
-Margaret żyjesz ?
-Chce umrzeć...
Otworzył drzwi kopniakiem było widać twarzy,nosił srebrną maskę, podobna do lisa,i strasznie cuchną,nie było widać nawet skrawka skóry,całe ciało miał zasłonięte splotem szmat..
-Przyprowadziłem wam kolegę do towarzystwa,miłej zabawy.

26.
Po kilku godzinach jady dotarli wreszcie do chatki,którą Markus często miał w zwyczaju omijać chodząc z synem na polowanie.
Dach przypominał trójkąt,był okryty wałami słomy,a ściany aż lśniły od zieleni,prawdopodobnie dlatego nikt tu wcześniej nie zajrzał- pomyślał Markus
Zszedł z konia rozejrzał się wokół i jak miał w zwyczaju splunął siarczyście na ziemi,a tam tylko drzewa,zwykłe ale bardzo gęste,wszędzie walały się gałązki a po prawej zwykła opuszczona psia buda,drzwi były zaryglowane,weszli wybijając tylne okienko.
Ze względu na gabaryty Filister wszedł pierwszy,w domku tylko miejscowo przebijało światło,i było to przeważnie w dachu-pewnie już dawno nikt tu nie mieszka -pomyślał Filister
W pokoju poniewierały się żelazne naczynia,u góry była przymocowana stary świecznik.
Małe gałązki zielonej rośliny próbowały się przebić przez drewniana podłogę,na darmo Filister przeszedł przez nie. Drzwi były zablokowane okrągłą belką.
-Co tak śmierdzi -mówił Markus
-To stamtąd -odpowiedział Filster wskazując na schody prowadzące ku dołowi
Zeszli powoli,schody strasznie trzeszczały,w pewnym momencie zaczęli iść na wyczucie,było bardzo ciemno.
Stanęli patrząc przed siebie i nic nie zobaczyli,lecz poczuli smród.
-Co to do cholery jest ? -mówił Filister
-Nie wiem,nic nie widzę,ee ty wskazał na posłańca -jak ci na imię ?
-Jam Emolimus panie
-Przynieś pochodnie,migiem !
-Dobra teraz mamy czas
-Co ?-przerwał mu ciosem w twarz,Filister przewrócił się ,waląc głową o coś kruchego.markus dobegł do niego,przyłożył miecz do skroni: A teraz mów kim ten lachociąg ?
⦁ ehhh Skąd ja mam to wiedzieć ? -pierwszy raz go na oczy widze
Wszyscy trzej zaniemówili:
Nie wiedzieli na co patrzą,pierwszy wszedł Markus, wyjmując przy tym swojego kordelasa,za nim Filister,trzęsły mu s ręce,posłaniec został za drzwiami..
Trzy osoby,choć już nie można było ich nazwać ludźmi,były przybite gwoździami do stołu.
Z oczu wydobywał się robaki,spływał z nich śluz,po dokładnej analizie Markus wiedział,że to nie jest facet choć rysy twarzy,ogolona głowa,mówiły co innego.
-Filisterze rozbierz to...coś -rozkazał Markus
-spod spodni wydobył się odór,znów to samo zwęglone nogi,powiódł wzrokiem ku górze,...zwymiotował.






komentarze [ 0] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl