avatary winogrona odchudzanie obrazki tapety ogrzewanie basen
wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
...
Wydawaloby sie ze dopiero wczoraj szłam tą drogą przytulona do Kacpra , było mi tak dobrze ... a dzis po raz kolejny ide samotna , ze swiadomoscia ze moze juz nigdy nie bede z nim tedy szla . Kocham i nienawidzę tej drogi .. Ale ja nie moge zapomniec , na okolo mnie mnostwo lisci , a kazde z nich jest moim , naszym wspomnieniem . W szkole na okolo mnie tyle ludzi , zapominam , zakladam maske radosci , pozwalam sobie zyc dla innych . Czasem to takie trudne , chcialabym poprostu polozyc sie na moim lozku przytulic do misia i wyplakac wszystkie moje smutki , a poczym one by zniknely... . Sama nie wiem jak wyobrazam sobie szczescie , nie wiem czy jakbym znow z nim byla to bylabym szczesliwa , czy potrafilabym z nim byc . Bylismy razem krotko , ale wystarczylo aby stal sie moim zyciem . Z drugiej strony chcialabym sie uwolnic od niego , od tego wszystkiego , zaczac nowe zycie , od poczatku . Trudno mi wybrac kiedy bylabym bardziej i czy w ogole szczesliwa . Dziwne , kocham go , a zastanawiam sie czy lepiej byloby mi bez niego ? Ale milosc jest nie tylko wspaniala ale tez uciazliwa , to noszenie wielkiej odpowiedzialnosci i doznan bolu . Wiecej jest w niej cierpien niz radosci . A i tak nie ma w niej szczescia , to znaczy jest ale tylko w tej prawdziwej , ktora chyba mnie spotkala , bo tego pewnym byc nigdy nie mozna . W "udawanej" milosci jest tylko przyjemnosc , ale nie jest ona koniecznie zla . Poprostu jest rozrywka , ale przeciez ile mozna bawic sie jedna zabawka ? w koncu sie znudzi , takie sa przyjemnosci , jak zjesz za duzo ciastek to robi Ci sie nie dobrze , a potem juz nie jest tak fajnie . Ale z ta prawdziwa miloscia jest calkiem inaczej , to nie sa ciastka czy zabawki , to jest ... jak pisanie opowiadania , wciaz czekasz na dalszy ciag , na zakonczenie , ono moze Cie zawsze zaskoczyc , ale tez moze byc dlugie i monotonne , ale na pewno nie nudne , wtedy kazdy dzien chocby prawie taki sam jest wyjatkowy . Czesto trzeba sie duzo , bardzo duzo nacierpiec , ale warto , ja wiem , ze warto , czasem milion cierpien jest warte jednej chwili szczescia z ukochana osoba . Albo na odwrot czasem za kilka chwil szczescia trzeba potem bardzo cierpiec . Za wszytsko trzeba zaplacic , cierpimy poto aby byc szczesliwym , po to aby czekac na szczescie , po to aby miec nadzieje . Minelo juz 2 lata a Kacper wciaz nikogo nie ma ... ja tez . Zyjemy daleko od siebie , ja ucze sie w Kielcach , w LO , on w Krakowie w Pijarach , tylko czasem przyjezda tu do Swietej Katarzarzyny , gdzie mieszkam , ale do swoich rodzicow , nie do mnie ... . Zapewne ciekawi was czemu sie rozstalismy ? przez jedno wydarzenie , przez jedna osobe ... przez Monike . Moze pomyslicie ze to jakies uprzedzenie ( bo pewnie tak jest ) ale zadnej Moniki , ktora poznalam w moim zyciu nie lubialam , a niektore wrecz nienawidzilam . Mialam tez takiego pecha do Monik o nazwisku na Sz , a jedna z nich rozwalila mi zycie . Spotkala sie kiedys z Kacprem , bo "zakochala sie"( to jest wlasnie przypadek udawanej milosci ) w nim , ale mu powiedziala ze to tylko kolezenskie spotkanie . Zgodzil sie , i pech chcial ze ich tam razem zobaczylam , a poniewaz wczesniej mialam juz do tej dziewczyny uprzedzenia , szybko ich , w tym niestety jego , osadzilam . Klotnie , brak zaufani i wszystko sie rozpadlo . Rozumiecie ? jeden ruch Moniki , a rozwalil mi cale zycie ... cale . A ja wciaz zyje jakby nigdy nic sie nie stalo . Zabijam w sobie mysli o nim , wspomnienia , nie , nie dlatego ze przestalam go kochac , tylko dlatego ze mam dosc czasem tego cierpienia . Musze zyc , poprostu musze , chocby dla mojej przyjaciolki . Staram sie dazyc do bycia kims , do spelnienia swoich ambicji , szukam na okolo mnie szczescia . Mam je , moze nie pelne , ale mam i w nim widze sens . Chce kiedys spojrzec Kacprowi w oczy i powiedziec mu ze nie zmarnowalam tego czasu , chce mu wszystko opowiedziec i pokazac to czego dokonalam dla niego . A co bedzie jesli juz nigdy z nim nie bede i mu tego nie opowiem ? bede mu wdzieczna ze mialam dla kogo zyc , dla kogo sie rozwijac , bede mu wdzieczna ze mialam o kim marzyc , o kim snic , o kim pisac . Wten sposob moge zyc dla siebie i dla niego . A Monika ? bedzie nikim i jeszcze kiedys za to wszystko zaplaci , jestem tego pewna . Natomiast Kacper ... mimo iż nie ma go tu juz 2 lata , a ja wciaz chodze jego drogami , moze kiedys nareszcie znow go na nich spotkam .

Najwiecej jednak zawdzieczam mojej przyjaciolce Lilii . To ona byla ze mna w najciezszych chwilach , a bylo ich nie malo , a co najwazniejsze ona pokazala mi jak zyc . Uswiadomila mi co jest prawdziwym cierpieniem , a co miloscia , to bardzo wazne znac ta roznice . Nie ma tu granicy , obydiwe formy bolu sa rownie ciezkie , ale ... cos je dzieli . Cierpienie to patrzenie na cudzy bol , to bezradnosc , to najgorsze jakie moze byc znecanie sie nad kims psychicznie , znecanie sie nad jego uczuciami , to takie na ktore nie mamy najmniejszego wplywu , a ktore nas dotyczy , takie ktore i tak nastapi a my tylko bezwladnie czekamy na nie , z leku usuwajac kazda mysl o nim . Taka katastrofa ktora ma nadejsc , a nas juz po niej nic wiecej nie czeka . Natomiast milosc , to bol z braku drugiej polowki , to tesknota , to wspomnienia , depresja , samotnosc , zazdrosc itp. Ale na to drugie mozemy jakos zaradzic , na pierwsze nie . Co nie znaczy ze ta druga jest lzejsza czy mniejsza , nie . Tesknota i bol sa z Toba zawsze , a cierpienie ? ono jest na chwile , przychodzi rujnuje Ci zycie i odchodzi , a potem czeka na odpowiedni moment , aby dokonczyc swoje dzielo , ale wtedy jak juz nadejdzie cierpisz ogromnie , to zostaje w pamieci , ten lek , ten bol juz na zawsze . Trudno stwierdzic co jest gorsze , kazdy kto doznal ktoregos z nich choc raz na pewno bedzie twierdzil ze jego , ale wspolczuje temu kto doznal ich obydwu .

Pamietam jak kiedys mnie i moja rodzine spotkala pewna tragedia :

Byl 15 wrzesnia 1990 , mialam 7 lat , wrocilam po szkole do domu , ktory jak nigdy dotad byl zamkniety , a ja przyzwyczajona ze mama zawsze jest w domu , nie wzielam kluczy . Elza jak zawsze zaczela na okolo mnie skakac , wiec zostawilam plecak na starym fotelu wyrwanym z popsutego malucha , ktorego moj tata przymocowal pod dwoma pieknymi brzuskami i poszlam sie z nia pobawic . Zabawne moja suczka ma juz ladne 14 lat , a wciaz ma tyle energii0 do zabawy , to pewnie dlatego ze daje jej moje resztki z obiadu jak mama nie widzi . Feliks jak zawsze lazil na okolo domu ( ten kot ma jakiegos bzika...ale itak go kocham ) i wymachiwal tym swoim rudym ogonem . Jak juz padnieta bieganiem za Elza polozylam sie na jednym z "fotelow" przyjechal nasz stary , popsuty Opel . Rodzice z dziwnymi minami wysiedli z samochodu i weszlismy razem nareszcie do domu . Po wcisnieciu mi obiadu , w koncu powiedzieli mi gdzie byli . Mama byla u lekarza zrobic badania , bo okazalo sie ze jest w ciazy ! W calej rodzinie zapanowalo poruszenie i radosc , nowy czlonek rodziny . Oczywiscie zdawalismy sobie sprawe ze to bedzie wiecej wydatkow i obowiazkow ale bylismy na to gotowi . Przez cale 5 miesiecy musialam lazic z mama po sklepach dla bobasow i wybierac przerozne ubranka i zabawki . Przyznam ze to calkiem nie zla zabawa , az sama zapragnelam aby ta mala ( to miala byc ona ) jak najszybciej sie urodzila i to wszystko przymierzyla .Potem juz robilam to sama , bo mam byla w szpitalu . I 29 maja 1991 roku na świat przyszla Klaudia . Byla sliczna , taka malutka i slodka ... normalnie cukierek . Po tygodniu okazalo sie ze ma jakas chorobe , a potem ze ... nie bedzie mogla chodzic . Moja mama sie zalamala , siedziala calymi dniami i patrzyla na mala przez szybke w szpitalu , staralam sie byc wtedy z nia , ale tata kazal mi zajac sie szkola . Po roku okazalo sie ze to bardzo ciezki przypadek , ze Klaudia nie moze poruszac nogami i nie bedzie juz nigdy mogla . Musielismy ja wyslac do specjalnego osrodka , w ktorym ma nauczyc sie z tym zyc , a takze gdzie ma tam szkole i dzieci takie jak one .To bylo niesprawiedliwe , dlaczego wlasnie ona ?? ona nigdy nie pojdzie na spacer z chlopakiem ... ale to wcale nie odbiera jej mozliwosci zwiazania sie z kims . Milosc to takie cos , co moze spotkac kazdego niezaleznie od chwili i stanu . Teraz Klaudie widuje tylko w Świeta i dluzsze weekendy jak ją tu przywozimy . Troche dziwne , nie czuje jakby byla do konca moja siostra , tak zadko tu jest , traktuje ja raczej jako sympatyczna mala , dziewczynke , ktora nas tu odwiedza . Ona jest niesamowita i wytrwala , na jej twarzy ciagle widnieje usmiech , szczegolnie gdy widzi rodzicow . Ale czasem gdy z nia rozmawiam widze smutek w jej oczach ... , ona wie ze nigdy nie stanie na nogach o wlasnych silach i musi z tym zyc . Natomiast podziwiam w niej to ze mimo wszystko jest pelna zycia , opiekunki tamtego osrodka zawsze powtarzaja ze Klaudia stawia wszystkich kolegow i kolezanki na "nogi" , robi mnostwo cwiczen , organizuje zabawy i mnostwo czyta . Jest bardzo madra , jak z nia rozmawiam to az sie dziwie ze moja mlodsza siostra az tak wiele wie . Niedawni przeprowadzilam z nia bardzo ciekawa rozmowe :

- I jak Klaudus , duzo pracy i nauki masz w tamtej szkole ?

- Mnostwo ! Kazda godzine mam zajeta , ciagle jest cos do zalatwienia ...

- Ooo , a czym Ty sie tak bardzo zajmujesz ?

- Rozmowa .

- O czym ?

- No coz , zawsze najpierw mowie jak sobie radze , nie mogac chodzic , bo to ludzi najbardziej interesuje , a potem gadamy o calej reszcie .

- A nie trudno Ci jest o tym mowic ?

- Hmm chyba nie , juz nie , ja zaakceptowalam moje slabosci i umiem o nich rozmawiac . A rozmowa jest nie wazna , jesli nie jest szczera .

- Łał , madra jestes , a masz juz kogos bliskiego ?

- Mam przyjaciol , do milosci trzeba dorosnac .

- Skad Ty to wszystko wiesz ?

- Przyjaciele i ksiazki .

Po za ta jeszcze mnostwo podobnych rozmow z nia przeprowadzilam . Ja i rodzice bardzo ja kochamy i jestesmy z niej dumni . Co nie zmienia faktu ze dotknela nas , a dokladnie ja tragedia , na ktora nie miala wplywu , a teraz moze tylko czekac na jej dalsze skutki , bo na pewno latwo jej w zyciu nie bedzie .

Ale na te dwa przypadki jest jedna rada , dostrzegliscie ja juz moze ?? Sila , nadzieja , wiara , to dzieki temu mozemy wszystko przetrwac. Moja siostra jest wytrwala psychicznie , ma nadzieje ze mimo iz nie moze chodzic osiagnie cos w zyciu , stara sie tak jak kazdy czlowiek aby kazda chwila jej w zyciu byla potrzebna i doskonalujaca .

Mnie spotkala milosc , tesknota, bol , wspomnienia ... z tym tez jest trudno sobie poradzic , ale ja wierze ze kiedys bede z Kacprem , ze moje cierpienie i cierpliwosc nie pojda na marne , ze to co teraz przezywam jest warte tego co przezyje potem . I wiem ze mimo iz nie okazalam mu wtedy zaufania to wiernosc i wiara w niego przez te 2 lat , a moze i dluzej , wiem , ze kiedys On ja doceni i nareszcie uda nam sie byc razem .
Pisalam wczesniej ze szukam szczescia na okolo mnie . Szukalam i znalazlam . Góry . Co sobote wspinam sie na Łysice , i za kazdym razem sprawia mi to radosc . Oczywiscie na poczatku nie bylo tak fajnie , ale strasznie ciezko , jednak cwiczenia czynia mistrza . To wszystko to pomysl Lilki , umyslila sobie zebysmy co tydzien wchodzily na Lysice i udowodnily sobie ze nas na to stac . Ona jest porzadnie zakrecona , ale nie ma z nia chwili nudy , zapelnia mi kazdy weekend jakims ciekawym zajeciem ( bo w tygodniu musze jezdzic do szkoly ) . Natomiast co niedziele chodzimy na inna msze . Pierwszy raz jak to wymyslila bylysmy na ... 6 rano !! wyobrazacie sobie to ?? wstac na ta godzine ? ja nie , ale musialam , bo nie umiem zawiesc mojej przyjaciolki . Ale nie zaluje , napoczatku spalysmy na tych mszach doslownie i jak wracalysmy do domow to od razu zasypialysmy . W nastepna niedziele szlismy na 7.00 rano , i tak co godzine pozniej , co tydzien . W tym tygodniu wypada nam na szczescie na 18.00 . Dzieki temu jestem zachartowana i wstane o kazdej porze . W piatki jak wracam ze szkoly idziemy pod pobliska kapliczke i odmawiamy rozaniec , ale nie tak zwyczajnie . Kazda z nas mowi swoje prosby , podziekowania i przeprosiny do Matki Boskiej , a takze wspolnie z nia rozmawiamy . Po za tym to nie ma jak zbieranie grzybow , poziomek itp, rzeczy u mnie w lesie ! To czysta frajda , robimy sobie wyscigi ktora szybciej zbierze najwiecej , a mama zawsze daje nam za to po czekoladzie bo zbieramy jej cale kosze . Czesto wieczorami , szczegolnie wlasnie w jesien , kladziemy sie razem na trawie i ogladamy gwiazdy , wybieramy sobie jedna i ja opisujemy tak jakbysmy chcialy zeby na niej bylo . A gdy mamy tak zwane "glupawki" to lazilamy po ląkach i falszujemy rozne piosenki , jedna gorzej od drugiej , ale najwazniejsze jest to ze jest nam wesolo . Po deszczu robimy sobie "kapiel blatna" a potem mamy ocharzan od mam i mnostwo prania , ale nic nie zastapi tej maseczki blotnej rzuconej w przyjaciolke . Co do sportów to tu sie troche roznimy , ja wole badmintona , a Lilka noge . Ale zeby bylo nam latwiej to gramy w to i w to , chociarz oczywiscie w noge nie dorownuje Lilce . Zbieramy ekipe ( przewaznie chlopcow) i robimy mega mecz na naszym boisku , ale jest wtedy pelny odlot i niezla zabawa . Teraz niestety coraz zadziej wykonujemy wiele z tych czynnosci , ale to nie znaczy ze one zanikly . Teraz bardziej robimy sie na "kobietki " jedziemy do Kielc i korzystamy z zycia na miescie . A wiecie jaki jest na to wszystko przepis ?? Poprostu usunac slowa "niemozliwe" , "niewypada" , "nie moge" i gotowe !

Ale czasem lubie tez pobyc sama , Lilka wtedy po cichutku zmywa sie do siebie i kazda z nas korzysta z samotnosci . Lila jest bardzo wyrozumiala , za co jestem jej wdzieczna . Wtedy klade sie na lozku , patrze w sufit i pozwalam sobie myslec o Kacprze . Wszystko mi sie przypomina i najczesciej placze . Slysze w glowie jego glos , pamietam kazde jego slowo . A szczegolnie te ktorych nie wypowiedzial , czyli w sumie najwazniejszego "Kocham Cie" , on mi tego nie powiedzial , on mi to udowodnil - kazdym spojrzeniem , gestem , poprostu czulam ta magie miedzy nami . Wiecie , co ? on mnie tylko raz w zyciu przytulił i raz trzymaliśmy się za rece ! To bylo wtedy , w walentynki , kupilam 2 takie same kolorowe bransoletki i on wzial sobie jedna , potem poszlismy ta droga uslana zlotymi liscmi trzymajac sie za rece , a po chwili gdy zaczal wiac zimny wiart szlismy juz przytuleni . Wciaz czuje na sobie jego ciepło . Po skonczeniu naszego spaceru szczescia , stanelismy blisko na wprost siebie , nasze twarze sie zblizyly . Spojrzal mi gleboko w oczy , nasze dusze sie polaczyly .

- Kacper , ja Cie ... - zaczełam

- Wiem . Ja tez . Nie mow na głos takich waznych rzeczy , bo ktos to uslyszy i czar prysnie .

- Dobrze , a jesli nie bede ich mowic to czar nie prysnie ?

- Tak , bo to zostanie w Tobie , w Twoim i moim sercu , a tam nikt procz nas nie ma dostepu i nikt tego nie zniszczy .

- Jestes ... moge ?

- Tak , komplementy sa jak najbardziej dozwolone . - uśmiechnął się

- Najwspanialszym czlowiekiem jakiego mialam okazje poznac w moim zyciu i najwazniejszym .

- A Ty jedyna , ktora ma tak piekne oczy w ktorych moge sie zatapiac godzinami . Twoja dlon jest jedyna dlonia na swiecie ktora pasuje do mojej . Twoj usmiech jest jedynym , ktory mnie moze uszczesliwic .

Przytulilismy sie tak cieplutko jak nigdy na pozegnanie i rozeszlismy . To bylo ostatnie takie spotkanie , nigdy wiecej tak ze soba juz nie rozmawialismy . A ja znow placze... .

Dobra koniec tego rozczulania , na ktore na szczescie mam raczej malo czasu , bo mam mnostwo nauki w szkole ! ktora na swoj pokickany sposob tez kocham . Ona jest calkiem inna od gimnazjum do ktorego wczesniej chodzilam . Tam kazdy ubieral sie tak samo , kazdy o kazdym wszystko wiedzial , w ogole czyste kopiarstwo i "opaly" . Tu jest inaczej , kazdy jest soba , kazdy ma swoja pryawatnosc i zycie . Ale nawet w szkole nie moge zapomniec o Kacprze , chodze do klasy z jego dobrym przyjacielem Filipem , zreszta bardzo fajnym ziomem . Wie co sie z nami stalo i caly czas dziwi sie tylko czemu sie jeszcze nie zeszlismy skoro nie mozemy bez siebie zyc . Ech... gdyby to bylo takie proste , gdyby Kacprowi tak bardzo nie zalezalo na zaufaniu ... teraz bede musiala je dlugo odpracowywac , ale dokonam tego , mam na to sile . Wracajac do szkoly , to jednak najbradziej podobaja mi sie nauczyciele , maja taki smieszny i fajny styl zycia i ubioru . Sa procz tego bardzo fajnymi i madrymi ludzmi . Oczywiscie nie wszyscy , ale jednak wiekszosc . W szkole atmosfera jest bardzo mila i przyjemna . Czesto z Julka , moja zwariowana imienniczka ( Julki do kawdratu jak na nas mówi Fifi ) i kumpela z lawki wyprawiamy na przerwach , zreszta lekcjach tez przerozne glupoty , z ktorych mamy mnostwo ubawu . Chlopcow z klasy tez mam bardzo w porzadku i niestety jeden z nich sie w mnie "zakochal" . Przykro mi z tego powodu , bo ja kocham tylko Kacpra... , ale nie moge nic na to poradzic .

********************



,,Jest takie miejsce na ziemii gdzie spelniaja sie sny , jest takie miejsce na ziemii , w ktorym jestes tylko Ty , jest takie miejsce na ziemii , gdzie przygladam sie oczom twym , to miejsce jest w sercu mym .."



" Daj mi siebie , prosze , daj mi z Toba byc , gdy bedziemy razem nie zmieni sie nic "



"Marzenia sa po to by spelnialy sie , marze by byc z toba na dobre i na zle "



Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu zakichany winamp !!!!!!!!!!!!!! jak ja kocham i nie cierpie tych piosenek !!!!!!!! ciagle jak na zlosc leci cos smutnego .... idzie normalnie zaplakac sie na smierc .

Ale nie , nie bede plakac , jak jest mi zle , to wszystkie moje problemy i wspomnienia musze zlac na papier , to pomaga , na pewno bardziej niz placz . Tym razem tez tak zrobie , czuje ze musze komus dac To co bylo najpiekniejsze , moj cichy skarb , ten rok , czas w ktorym wszystko sie zaczelo i zdazylo skonczyc . Zaczeło sie w 2000 ... , a skoczylo w 2001 , caly , piekny rok . To bylo dwa lata temu , a ja dokladnie pamietam kazdy moment - mam pamiec do komputera , jak twierdzi Lilka , i kazde slowo ... te akurat musialam utrwalic w moim pamietniku , i na jego podstawie , faktow , a takze moich odczuc , sprubuje opisac tu moja milosc , to najtrudniejsze zadanie , ale jakby bylo proste nie byloby warte nawet kropli atramentu , a jest warte duzo , duzo wiecej .

Co prawda nie zaczeło sie tak pięknie , a w sumie to zaczeło sie marnie . Gdyz we wrzesniu , gdy nie znalam jeszcze Kacpra , zaczelam chodzic z takim Staskiem - wiem , wiem smiesznie brzmi , ale byl ladny i fajny . O rok starszy ode mnie , strasznie wysoki , gra na trabce w jednym zespole i ogolnie bardzo sympatyczna osobka . W sumie nie wiem dlaczego z nim chodzilam ... podobal mi sie , noi chcialam miec chlopaka , a skoro nie mialam zadnego ciekawego innego na oku to sie zgodzilam . Teraz wiem juz ze to byl wlasnie ten syndrom milosci "zabawki " . Poczatki byly fajne , wiecie ( bylam jego pierwsza dziewczyna , a on moim pierwszym chlopakiem ) poznawanie siebie , rozmowy , o szkole o niczym , tak nie zobowiazujaco , a jednak miło . Potem oczywiscie zaczelo sie cos wiecej , chodzenie za raczki , przytulanie ... a w koncu pocalunki , wcale nie takie zwykle . Hehe co prawda jak na pierwszy raz to nie bylo takie przyjemne , ale da sie przezyc . Te sprawy trzeba przyznac byly w porzadku , tak zwane przyjemnosci . Raz wzielam na nasza randke Lilke . Ja balam sie bardziej od niej ! Ale nie bylo tak zle , moja przyjaciolka i chlopak sie wmiare dogadali , a jednak czulam sie troche dziwnie . Co Lili , to ta w tym mniej wiecej czasie zaczela krecic z nijakim Kubą , taki sobie ziom , z rownoleglej mi klasy 3d . Wiec i Lilke i mnie spotkaly pierwsze zwiazki ( bo to tez byl jej pierwszy chlopak , niestety ona nie byla jego pierwsza dziewczyna ) . Ich chodzenie bylo podobne do naszego , wiec w sumie nic ciekawego . Procz tego ze z niejasnych powodow Kuba , nie chcial sie spotkac w 4 i mial jakies waty to Staska . Wtedy jak spotykalysmy sie z Lila to opowiadalysmy sobie wrazenia i w sumie to ... potem juz nie mialysmy o czym gadac , no bo ile mozna nawijac o swoich chloapakach , o ktorych sie juz wszystko powiedzialo ? a no wlasnie nie zadlugo ... i to byl jeden z minusow . Problem byl jednak taki ze my sie do nich przywiazalysmy , przyzwyczailysmy , ale nie kochalysmy , choc uzywalysmy tego slowa nie raz . Poza tym bylam w 3 klasie gimnazjum ... bierzmowanie i testy kompetencji . Na poczatku roku strasznie nie lubialam chodzic na 16.15 na msze do kosciola , ale musialam , wiec ciagalam ze soba Lilke . Nasze zwiazki oczywiscie ( na szczescie ) nie trwaly wiecznie . Po 3 miesiecznym chodzeniu dostalam od Stacha wiadomosc na gg , o tym ze mnie przeprasza , ale chyba sie pomylil , nie kocha mnie , chcial zdlawic w sobie uczucie do innej laski , ktora teraz chce do niego wrocic i musimy sie rozstac , przeprasza . Taaak ... trzy miesiace chodzenia , moj pierwszy zwiazek zakonczony przez pieperzony internet , moge byc dumna , nie ? Bylam wkurzona , nie smutna , bo ja tez go nie kochalam , wiec nie bolalo mnie za bardzo rozstanie ( no moze troche , czasem brakowalo mi przytulania ) , tylko to ze zerwal ze mna przez internet i w dodatku dla innej laski ... chamska rzecz. Lila byla ze mna , chociarz i jej bylo przezanczone podobne zakonczenie , nie wiem nawet czy nie gorsze . A zapomnialabym dodac , ze zakonczylam moj zwiazek jakis tydzien przed sylwestrem, czyli moimi urodzinami . Natomiast Kuba zachowal sie jeszcze lepiej , najpierw olal Lilke , ktora juz wiedziala co sie swieci , a potem napisal jej tez przez internet ze jednak jej nie kocha i od tej pory nawet czesc jej nie mowil .

On to zrobil jakos tydzien po jego urodzinach , w lutym . Hehe fajne sobie daty znalezli , nie ma co . Tak , ciekawe gdzie sie podziali tamci rycerze , no nie ? jak teraz chlopak nie ma na tyle odwagi zeby spojrzec dziewczynie w oczy i z nia zerwac .
komentarze [ 1] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się







Copyright by miastopisarzy.pl