blogi dodatki na bloga avatary winogrona muzyka na bloga odchudzanie obrazki tapety ogrzewanie basen
wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
*****2
Poznajesz to miejsce? Na pewno. Wolałbyś nie. Poznajesz. Byłeś tu już dziś. Wczoraj i przedwczoraj też. Bywasz tu od kilku ładnych lat. Czasami zdarza Ci się nie przyjść. Ile najdłużej wytrzymałeś? Chyba tydzień. Ciągnie Cię tu. Nie możesz żyć bez tego miejsca.
Miejsce…
Nie jesteś pewien czy to miejsce. Okolica jest jakby inna i to za każdym razem. Nie zauważasz tego. A może to nie miejsce? Może to stan Twojej świadomości? Błąd… Nieświadomości.

To był ciepły dzień. Słońce świeciło jak nigdy o tej porze roku. Postanowili wybrać się nad jezioro. Było wczesne przedpołudnie. Dzień roboczy, więc wiedzieli, że nie będzie zbyt wielu osób. Faktycznie. Prawie nie było nikogo. Usiedli nad brzegiem kryjąc się za niewielkimi krzakami. Od wody wiał delikatny orzeźwiający wiatr.
- Pięknie tu.
- Jak zawsze.
- Mało ludzi…to dobrze.
- Prawie nikogo
Podniósł się z trawy. Otrzepał spodnie. Zszedł na sam brzeg jeziora. Buty lekko zatopiły się w mokrym piasku. Słońce zaszło za chmurę. Popatrzył w lustro wody, w odbicie swojej twarzy. Zajrzał głęboko w swoje oczy. Pustka. Kucnął. Opuścił głowę i patrzył na swoje buty, które jeszcze bardziej zagłębiły się w piasek. Wokół zrobiło się dziwnie obco. Przeszedł go dreszcz.
- Nie poznaje…
Zatarł „zziębnięte dłonie”. Z trudem się wyprostował. Wrócił na trawę i położył się na plecach. Czuł zimno, ale nic go to nie obchodziło. Oddychał głęboko i powoli.
- Pamiętam jak jeszcze chodziłem do szkoły, do liceum. Któregoś dnia, chyba w czerwcu urwałem się z kumplem z lekcji i przyszliśmy tutaj. Było bardzo ciepło, ale woda nie nadawała się żeby w niej pływać. Leżałem na ręczniku i gapiłem się w niebo. Wszystkie troski odpływały. Nie martwiłem się o nic. Było cudownie.
- Było… - zamyślił się chwilę. Odwrócił głowę – Nie możesz patrzeć?
- Co?
- Chwilę temu, patrzyłeś na jezioro i nagle odwróciłeś głowę. Zobaczyłeś swoje odbicie.
- Pustka.
Głos mu zamarł. Odwrócili się do siebie twarzami i ujrzał u niego coś, co napawało go przerażeniem: PUSTKA. Jego oczy były takie same. Takie same jak te, które, zobaczył w swoim odbiciu. Bał się. Nie jego, lecz samego siebie. Jak bardzo zmienił się przez te ostatnie kilka lat. Nie sądził, że aż tak. Byli takimi samymi osobami. Co z tego, że mieli inny wiek, wygląd. Byli marzycielami, idealistami. Nigdy nie potrafili się tego pozbyć, choć próbowali. Zniszczyły ich, ich własne marzenia. Ideały wyśmiały i wzgardziły. Została tylko pustka. Czarna otchłań, w której można było znaleźć szczępki: wiary, miłości, tego co kiedyś kochali.
Patrzyli z powrotem w niebo. Niebieskie, jasne, bezchmurne. Czyste jak jeszcze nigdy. Aż żal, że nie umie się latać.

Wstań…wstań… umiesz…Nie bój się, potrafisz. Otwórz oczy..Uwierz!
Słyszysz głos, nie chcesz w to wierzyć, ale tak jest. Nie otwierasz oczu, boisz się. Czujesz się dziwnie lekki. Twoje 78 kilogramów zamieniło się chyba na gramy. Poruszasz palcami, łapiesz powietrze. Coraz mocniej czujesz słońce, nawet przez zamknięte powieki. Gdybyś otworzył oczy na pewno byś oślepł. Nie ryzykujesz. Pozwalasz unosić się nad ziemią. Zupełnie jak dawniej. Zawsze te parę centymetrów nad ziemią. Byłeś z tego dumny. I co się stało? Od długiego czasu,, nie mogłeś oderwać się od ziemi, aż do dziś. Niektórzy powiedzieliby, że to przez grzechy. Inni, że brak wyobraźni, i inne takie. Twój znajomy, omijając wszelkie przekleństwa powiedziałby tyle:
- Człowieku nie jesteś ptakiem, odwaliło Ci.
Właśnie, chyba to było powodem, dla którego nie mogłeś oderwać się od ziemi. Codzienność, szarość, obowiązki, brak wyobraźni, wiary. Nie Twojej wiary, innych ludzi. Wiary, że można dokonywać wielkich rzeczy, wspaniałych. Zapomniałeś, że każdy może to robić. Nie tylko Ci, o których czytasz w gazetach, oglądasz w telewizji. Ludzie, którymi chciałeś być, choć nie do końca i nie tak jak oni są. Przypominasz sobie te cudowne dni? Ale to minęło. Otoczyli Cię ludzie, o bardzo przyziemnych poglądach. Jakby codzienność była dla nich Bogiem, w którego i tak nie wierzą. Pesymizm wylewający się z nich jak z przepełnionego wiadra. Teraz mówią o sobie, że wydorośleli. Ty myślisz, że to brak wiary we własne siły ich zabił i dlatego są, jacy są. Czyżby? Nieraz dałbyś głowę, że pewność siebie ich przepełnia. Czyżbyś się mylił?
Nie potrafili wierzyć – mówisz. Biegają za pieniądzem, urabiają sobie ręce po łokcie a Ty unosisz się nad ziemią szczęśliwy, od Tylu lat po raz pierwszy – marzenia.



powstało w maju w upalny dzień, w takim samym dniu jak kilka lat temu ale zupełnie innym
Voiceofpeople
komentarze [ 2] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się







Copyright by miastopisarzy.pl