| Pomóż nam w promocji: |
Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link: <a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a> Dziękujemy! Administracja miasta.
|
|
| Góry-śnieżyca-chatka-kominek-dwa kieliszki wina. |
Była głęboka zimowa noc. Trzecią dobę nieustannie padał śnieg. Niewysokie góry całkowicie pokrył biały puch. Wyglądały niezwykle przyjaźnie, ale temu, kto wybrałby się na wycieczkę ukazałyby swoją przebiegłość i bezwzględność. Stały spokojnie i nie mniej majestatycznie od swoich kuzynów w Tatrach. Z trzech stron otaczały małą, ale solidną chatkę z drewna – o niej za chwile.
Nad wszystkim górował księżyc, który swoim blaskiem próbował przebić się przez chmury i śnieżycę. Nie było go widać, ale dobrze było czuć jego obecność. Chyba był poirytowany, bo kończyła się pełnia a on nie mógł ciągle pokazać się w pełnej klasie ludziom – będzie musiał poczekać, biedaczek.
Temperatura powietrza wynosiła zaledwie parę kresek poniżej zera. Widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów. Nikt przy zdrowych zmysłach nie jeździł samochodem a inni, no cóż czekali aż przestanie sypać i będą mogli się odkopać.
Żaden człowiek mieszkający w okolicy, włącznie z turystami nie narzekał. Dawno nie widzieli tyle śniegu i bardzo się cieszyli. W końcu co to za zima z deszczem? Mogli spokojnie porozmawiać z rodziną, znajomymi i przyjaciółmi. Po nadrabiać zaległości w czytaniu, pobawić się ze swoimi pociechami, oddać się swoim hobby lub po prostu patrzeć na spadający z nieba śnieg. Chmury mają chyba nieskończoną siłę przerobową, pomyślał starszy profesor ekonomii otulający ramieniem żonę, z którą podziwiał to niespotykane od kilku już lat zjawisko.
Z minuty na minutę przybywał kolejny centymetr białego puchu. Pokrył wszystko co mógł ale wciąż było mu mało. Dawno go tu nie było i chciał by ludzie go zapamiętali.
Mała solidna drewniana chatka znajdowała się trochę z dala od innych jej podobnych. Składała się tylko z parteru i poddasza. Obok niej stał garaż, też drewniany i szopa na drewno. Ze spadzistego dachu systematycznie zsuwały się płaty śniegu. Dach był solidnie wykonany i nie było mowy o zarwaniu – teraz już się tak nie buduje. Wydawał się być szczęśliwy, ostatnio tylko deszcz i plucha, a teraz śnieg i mróz – do tego został stworzony.
W środku znajdowała się duża kuchnia, łazienka, pokój z kominkiem i oczywiście spiżarnię. Na poddaszu ustawiono małe szafy na ubrania i łóżka opatulone szczelnie grubymi pierzynami - dziś też już takich nie ma.
Kuchnia miała duży kaflowy piec, nad którym suszyły się różne zioła, grzyby, owoce, warzywa w zależności od pory roku i potrzeb. Pod oknem stała długa dębowa ława, mimo swego wieku ciągle doskonale spełniająca swe zadanie. Na ścianach wisiały szafki ręcznej roboty, podobnie jak wszystkie meble w tej chacie. Spiżarnia była wręcz zapchana różnego rodzaju przetworami, przyprawami, serami i trunkami wszelkiej odmiany.
Mimo iż sercem domu była kuchnia, dziś główną rolę odgrywał pokój z kominkiem. Miał dwa okna na prostopadłych do siebie ścianach. Naprzeciwko jednego stał kominek a obok wiklinowy kosz na drewno. Oprócz tego ustawiono w pokoju jeszcze mały dębowy stół, krzesła i wygodną sofę. Na podłodze, która też była drewniana i ręcznie wykonana leżały skóry niedźwiedzi upolowanych i przywiezionych z wyższych gór. Całe mieszkanie było bardzo ciepłe i przytulne mimo surowości wykonania oraz wyposażenia.
Na dworze zaczynało wiać coraz mocniej. Był to jednak przyjemny, wesoły i beztroski taniec żywiołu. W kominku wesoło skakał ogień w rytm nadawany przez trzaskające drewno, jakby zazdrościli wiatrowi zabawy. Cały pokój wypełniało ciepło i delikatna woń jej perfum. Tak. Na sofie przy kominku siedziały dwie osoby. W ręku trzymali kieliszki wina, opróżniane po raz kolejny.
Siedzieli bardzo blisko siebie. Rozmawiali, wspominali, marzyli i przy tym głośno się śmiali od kilku godzin, nieświadomi, iż bardzo blisko jest do świtu. To nie miało znaczenia. Nie dziś i pewnie nie będzie miało znaczenia jutro. Liczyli się tylko oni. Nie kochankowie lecz przyjaciele – rzadko spotykane w dzisiejszych czasach.
Na dworze mocniej zahuczało. Oboje spojrzeli za okno ale poza białą kurtyną nie zobaczyli nic więcej. On wstał i przyniósł gruby koc. Okryli się nim dokładnie. Dolali sobie wina. Wznieśli toast lekko bełkoczącym językiem. Spostrzegli to i wybuchnęli śmiechem. Nigdy nie czół się bardziej szczęśliwy i ona chyba też. Beztroska, spokój, cisza, wszystko znów było proste. Nie trzeba było pędzić do pracy na zajutrz, przygotowywać sprawozdań na wczoraj, doszukiwać się błędów w bilansach i kończyć kolejny kierunek studiów jednocześnie. Znali się od kilku lat, wiedli dwa odmienne tryby życia a dziś byli tacy sami. Poznawali się na nowo i sprawiało im to nieopisaną przyjemność a wiatr pilnował by nic im w tym nie przeszkadzało.
…
23:40 4grudzień2007
Voiceofpeople
|
|
|
|
|