wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
Miła dziewczynka
Wartość człowieka nie określa stan jego konta, ale pamięć ludzi po jego śmieci....



Wiem, że weźmiecie mnie za wariata, ale muszę was ostrzec. Mam dla was przesłanie, którego i tak pewnie nie wysłuchacie, zapomnicie w codziennym biegu. Ach, ten wyścig szczurów. Wszyscy biegają, ale nikt nie wie, dlaczego? Niektórzy pomyślą, że dla kariery, dla pieniędzy. Jedno nasuwa mi się pytanie, czy u kresu naszego życia będzie miało to jakiekolwiek znaczenie, czy w ogóle ktoś o nas pomyśli? Sądzę, że pobiegnie dalej, wyczuwając okazje do awansu. Do rzeczy, bo nie o tym mam wam opowiedzieć. Zebraliście się by dowiedzieć się, co stało się z Markiem Kołodziejskim. Jego już nie ma wśród nas, poświęcił życie dla mnie, ale w głębi serca zrobił do dla nas wszystkich. Operacja „poranna bryza” była z góry skazana na porażkę. Dranie wiedzieli, że wejdziemy, czekali na to. Nie ważne jak byśmy byli przygotowani fizycznie i taktycznie, efekt byłby ten sam. Wiem, myślicie teraz jak oficer tej rangi, mógł wpaść w tak prostą pułapkę. Otóż nie wpadłem w nią z własnej przyczyny, dostałem taki rozkaz, musieliśmy wejść! Do rzeczy, bo znów odchodzę od tematu. Zajęliśmy pozycję, drzwi były zamknięte, nie mogliśmy ich sforsować po cichu. Stąd decyzja o wysadzeniu i wpadnięciu tam na pełnym biegu. Po huku liczył się tylko czas. Saperzy założyli ładunki wybuchowe. Myśmy przygotowali się do szturmu. Marek osłaniał mnie. Należeliśmy do drużyny niebieskich, w akcji brały jeszcze cztery oddziały udział i snajper. Dałem sygnał wszystkim do wejścia. Drzwi rozleciały się, huk. Weszliśmy z bronią gotową do wystrzału. W korytarzu nikogo nie było. Widzieliśmy, że czekają na nas z zakładnikami. Motywowało to nas i dodawało sił. Gdy podeszliśmy do pierwszego większego pokoju, gdzie według naszego zwiadu byli zakładnicy. Dałem sygnał do wrzucenia granatu błyskowo-hukowego. Przewaga zaskoczenia w tym momencie jest bezcenna. Tak też zrobiliśmy. Granat pękł, światło oślepiło wszystkich w pomieszczeniu. Weszliśmy, jednak zakładników tam nie było. Jedyne, co to jeden z tych drani, który rzucił w nas granatem, strzeliłem do niego. Granat wybuchł. Do tego momentu znacie historię. Jednak to jest jej preludium. Wiem, że w to nie uwierzycie, ale spróbuje, tego właśnie chciałby Marek. Szkoda mi go, dlaczego nie ja. Przecież on ma rodzinę, a ja jestem samotny. Jaki ten los jest niesprawiedliwy. Wracając do tematu. Z Markiem znaleźliśmy się w dziwnym miejscu. Dookoła nas była pustka, staliśmy na niczym i siebie doskonale widzieliśmy. W oddali było słychać jakiś głos. Małej dziewczynki, która nas zapraszała do siebie. Postanowiliśmy pójść w kierunku, z którego dobiegał ten głos. Dziwną miał barwę. Było słychać, że to mała dziewczynka mówi, ale jednocześnie pustka w nim przerażała nas. Jeszcze w życiu nie słyszałem tak pustego i trwożącego głosu. Nagle na horyzoncie pokazał się mały domek. Postanowiliśmy tam pójść. Zbliżając się do niego głos dziewczynki stawał się coraz wyraźniejszy. Gdy stanęliśmy przed drzwiami. Usłyszałem coś dziwnego. Jakiś niebiański głos powiedział żebyśmy tam nie wchodzili. Jednak ciekawość była silniejsza. Otworzyliśmy te drzwi. Naszym oczom ukazał się fantastyczny obraz. Mały ciepły domek w środku wykończony drewnem w stylu secesyjnym. Krzesło bujane przed palącym się kominkiem. Na krześle siedział cherubinek. Mała dziewczynka, o blond kręconych włosach, delikatnych rysach. Miała może z 8 lat. Jej duże błękitne oczy wabiły nas od siebie. Nie mieliśmy złych zamiarów wobec niej, gdy weszliśmy do pokoju. Z resztą zaprosiła nas do siebie. Jak już znaleźliśmy się wewnątrz pokoju drzwi zamknęły się. Dziewczynka poprosiła nas byśmy się ogrzali przed kominkiem. Swoją drogą zmarzliśmy w tej pustce. Usiedliśmy. Ona zaczęła nam śpiewać. Pięknie to robiła, ale przerażała mnie pustka w jej głosie. Kompletny brak brzmienia, coś niewypowiedzianego. Nagle dziewczynka wstała i wtuliła się w Marka. W jego oczach ujrzałem coś dziwnego. Jakby chciał mi coś powiedzieć. Wtuliwszy się zaczęła coś mu szeptać. Oczy miał rozbiegane, ręce zaczęły mu drżeć. Nie wiedziałem, co się dzieje, Marek chciał mi coś powiedzieć, ale nie mógł. Jakby moc tej dziewczynki blokowała jego struny głosowe. Wstałem zdenerwowany. Zapytałem się Marka czy wszystko jest w porządku. Nie odpowiedział. Wtedy ujrzałem jak ręka dziewczynki przebiła jego plecy. Spojrzałem na twarz Marka. To, co ujrzałem pokazało mi prawdę o tej dziewczynce. Najpierw oczy jego straciły swój kolor. Jakby oślepł z w tej chwili. Potem włosy mu osiwiały. Pomału zaczęło do mnie dochodzić, kim naprawdę jest ta słodka dziewczynka. Zaczął się starzeć z minuty na minutę. Wtedy zrozumiałem. W strachu wybiegłem z domku. Zacząłem biec przed siebie w otaczającym mnie chaosie. Nie wiedziałem, w którym kierunku się poruszam. Liczyło się dla mnie tylko uciec od tej piekielnej dziewczynki jak najdalej. Nagle ujrzałem światło. Trochę otrzeźwiałem i się uspokoiłem. Jednak nie przestałem biec. Dziewczynka mnie nawoływała. Przyspieszyłem. Biegłem ile sił w nogach. Wpadłem w to światło i obudziłem się tu, na sali szpitalnej. Obok mnie leżał Marek, jednak był już martwy. Wiem, że nie wierzycie w tą historię. Przecież dla was liczą się tylko fakty. Jedno wiem Marek to był dzielny gość. Wiedział, kim ona jest, uratował mi życie. Nie wiem jak mu dziękować. Pewnie wydaje wam się dziwne, moje zachowanie. Marek wiedział, że jak mi powie, że mam uciekać, to ta dziewczynka zgładzi i mnie, Swoją męką dał mi czas na ucieczkę, poświęcił się dla mnie. Będę mu wdzięczny do końca życia, choć to ja powinienem zginąć, a nie on. Ta piekielna dziewczynka śni mi się po nocach. Szepcze, że się spotkamy. W końcu mnie dopadnie, bo ta dziewczynka to śmierć...


komentarze [ 0] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl