wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
Miłosna Preambuła cz. V
I oto, zgodnie z żądaniami całej mojej osoby, w radosnym niedowierzaniu i przecieraniu powiek duszy drzwi prowadzące do ostatniego przedziału objawiły mi jej postać; rozmył się napierający tłum i wszystko, z czym się komunikował, została tylko ona, nagrzane ciepłem jej ciała miejsce siedzące i uraczony dotykiem jej palców dziennik; widziałem doskonale jej mistyczną twarz kamienną dla zajęcia, jakim było czytanie, widziałem jej długie, brązowe włosy, skręcające cię wokół gazety coraz bardziej w stronę dołu, wpadając kosmykami w formę jej palców, czerwonych na obrzeżach od przyciskania stron.
Jednak zamiast karmić zmysły jej pięknem zatopiłem się w pierwszej chwili w inną sferę, koncentrując strumień wzroku na tym szarym, zwykłym papierze w jej objęciach, w asyście włosów i palców zdających przesuwać się z lekka rozkosznie, rozbudzając na krawędziach czasopisma pozostałości po wyrwanych stronicach, małe włókna, nieświadome i niewinne, zdane na wolę figur i wietrznych prądów, podążające we wskazaną stronę; widziałem, jak tańczyły wokół jej rąk, jak para po kąpieli, która uwalnia się, jeśli tylko jest okazja.
Chwila ta popchnęła moją duszę w stronę ryzyka, które samo w sobie mogło być ulgą w cierpieniach (ból pięty rozrósł się na całą nogę i ranił staw biodrowy): bez zastanowienia i przygotowania usiadłem naprzeciw niej, przy oknie, wychodząc na spotkanie nieskalanego w możliwościach mojego rozumowania piękna, odizolowanego i odciągniętego od szarej rzeczywistości, wyrwanego z innej epoki i kultury; w tym momencie słońce wyszło zza chmur i strzeliło swoim światłem prosto w jej bladą twarz.

- Pamiętasz mnie z sylwestra?...

W chwili, gdy to wypowiedziałem, zaszeleściła w jej ręku gazeta, a palce zacisnęły się kurczowo na pierwszych lepszych literach; zdobyłem się na odwagę skrzyżowania swoich z jej źrenicami, rozszerzonymi na całą tęczówkę, a para, która przemieściła się z moich ust w jej stronę, napięła łukowate wargi w uśmiech.

- Pamiętam…

To było westchnienie – w tym momencie jej oczy uciekły w świat za oknem, uwiedzione przez tęsknotę, a ręce zaczęły się nerwowo splatać; krew kołysała mną wśród szumu w uszach i bólu między oczami, a ja nic nie mogłem na to poradzić.
Nastała cisza, której istotą był lęk przed jakimkolwiek stwierdzeniem czy aklamacją, przed sylaba, literą czy niepohamowanym szarpnięciem strun głosowych tym bardziej, że pociąg zaczął zwalniać i coraz więcej można było usłyszeć; radosne niedowierzanie w egzystencję jej osoby w tym pociągu przerodziło się momentalnie w gorzkie niedowierzanie w egzystencję odwzajemnionego uczucia, którego – w przeciwieństwie do mnie – nie żywiła, biorąc na świadków wszystkie chwile wspólnie przeżyte; jednocześnie przybliżałem się do wewnętrznego oznajmienia, że wszystkie trudy związane z jej poznaniem poszły na marne – porywy świąteczne i sylwestrowe, poświęcenie nogi i cała moja odwaga; dochodziłem do kresu dlatego, gdyż nie zależało mi wcale na przyjaźni (choć wiedziałem, że jest ona mocniejsza), tylko na tym przelotnym, ale jakże pięknym uczuciu, które wydzielałem w jej stronę wszelkimi możliwymi sposobami, namaszczałem nim całą jej naturę na wszystkich strefach i fundamentach, na wszystkich jednościach i całościach, marzeniach i snach, choćby najbardziej sprośnych, choćby najbardziej jałowych – ale czy w obliczu finalnego rozczarowania mam pozwolić, by to wszystko było przez nią odrzucone?...
Choćbym miał zginąć i cierpieć, nie mogę się zapaść bez walki; i choć nie znam swojego pochodzenia, będąc od najmłodszych lat w sierocińcu, znalazłem w niej swoją Ojczyznę – i nie dam jej wydrzeć bezlitosnej rzeczywistości..

komentarze [ 0] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl