blogi dodatki na bloga avatary winogrona muzyka na bloga odchudzanie obrazki tapety ogrzewanie basen
wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
Makdonald
Załóżmy, że w niedalekiej przyszłości w dużym mieście mieszka chłopiec. Ma na imię Krzyś. Jednak nikt tak na niego nie mówi. Wszyscy wołają na Kris, nawet rodzice. Trochę wstydzą się, że tak staromodnie dali swojemu dziecku na imię, dlatego już nie jest Krzysiem lecz Krisem, przecież nie można iść wbrew modzie. Nie podoba się to tylko dziadkom chłopca. Ale kto przejmowałby się dziadkami. To starzy ludzie, żyją przeszłością, o modzie nie mają pojęcia i na dodatek są schorowani. Kto by się nimi przejmował?


Kris mieszka wraz z mamą i tatą niemal w centrum miasta na trzydziestym piętrze sześćdziesięcio piętrowca. Mieszkanie oczywiście urządzone jest według najnowszych trendów, czyli zimne i sterylne jak szpital. Z wielkich okien rozciąga się widok na setki milionów ton betonu i szkła upstrzonych kolorowymi reklamami i neonami.


Rodzice chłopca są troszkę zażenowani, bo jako jedyni wśród swych znajomych są małżeństwem nieprzerwanie od dwunastu lat. Inni rozwodzili się i żenili po trzy, cztery razy a niektórzy nie formalizowali swoich związków. Tak teraz się żyło. Żeby jednak nie odstawać za nadto od reszty, każde z nich miało swojego kochanka a mama Krisa co dwa lata poddawała się jakiejś operacji plastycznej. Powiększała i zmniejszała sobie biust, modelowała pośladki, odsysała tłuszcz i innego tego typu zabiegi. Co dziwne nigdy nie była ani gruba, ani nie miała małego biustu a pośladków zazdrościły jej wszystkie kobiety. Ale przecież tak robili wszyscy.


Krzyś to znaczy Kris ma wielu kolegów i wiele koleżanek. Wszyscy noszą obco brzmiące imiona a co lepsi rodzice zmienili nawet swoje nazwiska tak by brzmiały jakby pochodzili z zza granicy.


Kris ze swoimi rówieśnikami nigdy nie bawi się w piaskownicy. Przecież piasek jest brudny i wiele w nim zarazków. W mieście z resztą nie ma żadnej piaskownicy. Wolny czas, którego i tak mają niewiele spędzają grając na konsolach, oglądając filmy i serfując po Internecie. Książki czytają frajerzy i naukowcy. Gry planszowe są dla półgłówków no i trzeba używać rąk zamiast pada.


Kris wrócił ze szkoły. Umył ręce i włożył „Obiadek w trzy minuty” do mikrofalówki, Rodziców nie będzie znów do późna. Włączył wentylacje i czekając na posiłek oglądał telewizje. Dzwonek zasygnalizował, że jedzenie jest już gotowe.


W telewizji nie było nic ciekawego. Gdzieś koło sześćsetnego kanału, zobaczył program przyrodniczy. Nie pamiętał, żeby taki w ogóle mieli, ale może nie pamięta bo rzadko starcza mu sił na tak długie naciskanie guzika u pilota. Z braku lepszej alternatywy postanowił obejrzeć program.


Przełknął obiad, który składał się jak informował producent w czterdziestu procentach z naturalnych składników i wyrzucił plastykową tackę do śmieci. Miał zadzwonić do Dżordża, o której ma przyjść do niego pograć w nową grę ale zrezygnował. To nie podobne do Krisa. Zawsze lubił grać na konsoli, czasami grał do późna w nocy i potem zasypiał do szkoły. Jednak dziś chodzi jakiś nie swój.


Na drugiej godzinie lekcyjnej w szkole miał historie. Pani od historii była, jak wszyscy uważali dziwna. Miała dwadzieścia siedem lat, niedawno skończyła studia i wciąż była panną. Co dziwniejsze nie miała też dziecka. Inni nauczyciele jej nie lubią, podobnie jak dzieci, poza Krisem. Z jakichś niewyjaśnionych przyczyn Kris bardzo lubi panią Beatę. Nigdy nie mówi do niej Pani Beti, tak jak wszyscy inni, zawsze jest grzeczny na jej lekcji, słucha uważnie i notuje na swoim laptopie.


Dziś na lekcji historii Pani Beata opowiadała o tym jak powstał, druk, pierwsze książki i gazety. Skończyła utyskiwaniem nad dzisiejszymi czasami, że nikt już prawie nie czyta, nawet nauczyciele języków. Nauczycielka przyniosła dla każdego ucznia cieniutką książeczkę, gdzie w kilku zdaniach opisana była historia państwa, zapomniane już tradycje ludowe i świąteczne. Na przerwie Kris widział jak dzieci wyrzucają podarunki do kosza. Zrobiło mu się przykro. Na następnej lekcji, udał, że boli go brzuch i poszedł do higienistki a po drodze wyzbierał wszystkie książki wrzucone do kosza.


Teraz siedzi w swoim pokoju i przegląda książeczkę od Pani Beaty. Były bardzo ładne, z kolorowymi obrazkami i nie dużą ilością tekstu. Zastanawiał się dlaczego, jego koledzy je wyrzucili.


Przeczytał całą książeczkę trzy razy. Bardzo go ciekawiły, zwyczaje Bożonarodzeniowe i Wielkanocne a także Nocy Świętojańskiej. Historie kraju znał bardzo dobrze, to znaczy tyle ile było na lekcjach.


Nadszedł wieczór. Mama, tata i Kris zasiedli do mikrofalowej kolacji. Milczący zwykle , tychłopiecm razem się odezwał.


- Tatusiu a dlaczego nie świętujemy Bożego Narodzenia ani Wielkanocy ani Nocy Świętojańskiej ani w ogóle niczego.


Tata poczuł jak jedzenie staje mu w gardle. Zdziwiło go pytanie syna. Napił się wody.


- Co Ty mówisz. Przecież świętujemy. Obchodzimy Walentynki i Halloween i Dzień Mężczyzny i Dzień Kobiet. Mamy dużo świąt.


- A dlaczego obchodzimy te święta. Co one znaczą?


Tego już tata miał dość. Co to za pytania w ogóle. Co się temu dziecku stało. Nie dość, że przychodzi po tylu godzinach z pracy, chce odpocząć a tu jego własne mądre wydawać by się mogło dziecko zadaje takie pytania. Święta to święta, jest czas wolny od pracy, żeby jeść , pić i o niczym nie myśleć. Wszyscy to wiedzą. Już miał krzyknąć na syna, że gada głupoty, gdy odezwała się mama.


- A dlaczego pytasz?- Bo dziś pani od historii przyniosła nam takie książeczki. Bo się uczyliśmy o druku dziś. I przyniosła te książeczki i tam właśnie piszę o tych wszystkich świętach, ale na przykład o Walentynkach nie.


- Pokaż mi tę książkę.


Kris pokazał. Mama czytała w zamyśleniu. W końcu powiedziała.


- Nie prawda. Dziadkowie obchodzą te święta.


- To dlaczego nigdy do nich nie chodzimy?


- Bo są starzy. – wtrącił wyraźnie zdenerwowany tata. - To święta dla starych ludzi, młodzi takich świąt nie obchodzą. Chyba pogłupieli na stare lata.


- Kochanie… – skarciła go wzrokiem żona.


- Ale ja ich kocham – spuścił głowę chłopczyk.


- Jeśli bardzo będziesz chciał, to może pójdziesz do nich w tym roku. – ucięła szybko rozmowę mama.


Po kolacji jest jak zawsze, no prawie. Mama i tata oglądają film, ale Kris nie gra w gry. Siedzi w swoim pokoju i czyta książkę pierwszy raz w życiu. Miał tylko jedną, dostał od dziadków w prezencie jak szedł do pierwszej klasy. Dziadek mówił, że to jego ulubiona książka. Nazywała się „Przygody Hucka Fina”. Faktycznie była ciekawa.


W ogóle Kris stwierdził, że książki są fajne. Szkoda, że dopiero teraz czyta, pomyślał. Różniły się od filmów. Można było sobie wszystko wyobrazić tak jak się chce a nie tak jak każe reżyser. No i oczy nie bolą tak jak od wpatrywania się w telewizor. Czytał do rana.


Rano wszedł do sypialni rodziców. Była sobota więc spali dłużej niż zwykle.


- Cześć kochanie – przywitała go mama.


- Cześć. Chciałbym Was o coś poprosić. – Zawiesił głos i niepewnie spuścił wzrok.


- Co tylko chcesz Kris – powiedział tata.


- No więc chciałbym, żebyście mnie zabrali do księgarni i kupili kilka książek. Wyszukałem w Internecie takie co mogą być fajne.


Mama podniosła się gwałtownie a tata o mało nie spadł z łózka.


- Co?! – Wykrzyknął tata. – Kris Ty chyba masz gorączka. Jak? Po co? Dla czego? Skąd?..


- Uspokój się… - powiedziała mama, przytrzymując tatę ręką. – Nigdy nie czytałeś książek. Co się stało?


- Bo ja… Wczoraj w nocy całą książkę tą od Dziadków przeczytałem i… i bardzo mi się spodobała. Ja chciałbym coś jeszcze przeczytać. To fajne jest.


- Czyś Ty oszalał?!! – Tata nie przestawał krzyczeć. - Mówiłem, żeby nie jeździć do tych starych głupców. Popatrz, tylko dziecko nam zepsuli. Książki?!! Matko co powiedzą sąsiedzi??!!


- Nie mów tak o dziadkach!! – krzyknął Kris i się rozpłakał.


- Kris… - mama chciała załagodzić sytuacje.


- Nie mówcie tak do mnie. Mam na imię Krzyś! – chłopiec pobiegł do swojego pokoju.


Słyszał jak z sypialni dochodzą jakieś krzyki. Ucichły po pół godzinie. W końcu mama zawołała Krzysia do kuchnia.


Była uśmiechnięta i wydawała się bardzo promienna. Zdziwiło to chłopca, zwłaszcza po porannej kłótni.


- Zjedz śniadanie. A potem pojedziemy na zakupy i wejdziemy do księgarni. Tatuś kupi Ci tyle książek ile będziesz chciał. Prawda? – zwróciła się do wchodzącego właśnie męża.


- Tak. – burknął tata.


- Naprawdę? – chłopiec niedowierzał.


- Tak. A teraz siadaj i jedz śniadanie Krzysiu. – Mama podała jajecznicę.


Przez całą drogę na zakupy tata powtarzał jak mantrę:


- Żeby tylko nikt się nie dowiedział. Boże co ja zrobię. Wszyscy mnie wyśmieją. O Boże Bożę, mam syna intelektualistę. Będziemy pośmiewiskiem, to się źle skończy. Boże…


Krzyś przysłuchiwał się tacie i zdziwił się słysząc jego słowa.


- Tatusiu dlaczego tak mówisz? Przecież powiedziałeś, że nie wierzysz w Boga.


Tato mało nie zemdlał.


3kwiecień2008


Voiceofpeople


www.voiceofpeople.dbv.pl
komentarze [ 0] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się







Copyright by miastopisarzy.pl