wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
Dirty Creatures (czyli coś na poprawę humoru;) )
Piekny sobotni dzionek.Sloneczko bylo mocno,wiaterek leciutko musal liscie o jesiennych kolorach.Ludzie wyszli zaczerpnąć weny ostatnich takich niesamowitych dni.Jak jeden mąż,wszyscy poszli do parków.I to co teraz napisze bedize efektem moich niefortunnych i niemilych doświadczen...wogole powinniscie mi dziekowac ze was ostrzege bo moglem sie zamknąc w ciemnym pokoju i zdolowac na maxa po tym co mi sie przytrafilo...

Celem wedrowki wiekszosci warszawiakow jak i moim byl park Skaryszewski(brrrrrrr az ciarki przechodzą)...Moim zdaniem powinien byc nazwany:Park Gwałciszewski...no ale o tym pozniej...

Slyszalem wiele plotek i legend o tym co tam sie dzieje,oczywiscie puszczalem to mimo uszu,az do tego dnia.

Postanowilismy z moja ukochana pojsc do tego parku owianego wielka tajemnica.Nie zdajac sobie sprawy z niczego weszlismy na teren tegoz obiektu zieleni.

Chodzimy sobie tak po tym parku...co chiwle slyszelismy dziwne piski,szelesty,sapania,jeczenia...Przechodzimy kolo krzaka ,a on zaczal sie ruszac ,mimo tego ze wiatr w tym momencie nie wial.Odruchowo skierowalem moje modly w gore:łola boga co sie dzieje,wiatru nie ma ,krzak sie chwieje":).Ale po chwili widzimy ze z krzaka wychodzi rozczochrana kobieta z mina taka pozytywna jak dziecko gdy dostaje lizaka.No nic,uznalismy ze kobiecie potoczyla sie moneta,turlajac sie w ten krzak,wiec musiala jej tam poszukac...Idziemy sobie dalej,A tu nagle szur szur szur bur szur...cos przeleciało pod liścmi jesiennej pory.Juz mialem ciarki na plecach...idizemy do przodu,ludzie woogle nas tez byli dziwnie podnieceni,a w szczegolnosci te samotne staruszki chodzily po parku specyfnicznie.Podjarane tak jakby na cos czekaly hmmmm interesujace.Jescze jak dziwnie mowily: basia,basia ,basia -blagalnym tonem...

No tak,hmmm,tak hmmm,no wiec hmmmm,na naszej drodze znalazla sie brazowa poczwarka-od ukochanej doweidzialem sie ,,to jest wiewiorka,nie sa groźne" ,pomyslalem ,,to skoro ona tak mowi to tak musi byc".A wiec patrze na ta wiewiorke,a ta staje na tylnich konczynach i robi dziwne ruchy lapkami wydajac odglosy typu:uk uk uk...dziwne.No,nic sobie z tego nie zrobilem...ale tu nagle nienacka na mojej prawej nodze znalazla sie brazowa włochata hiena.Juz Sikalem ze strachu.Trzymała sie mojej nogawki,ja odruchowo zaslonilem twarz.A tak ,trzymajac sie kurczowo spodni,robila dziwne ruchy tułowiem: w gore i w dol w gore i w dol wydajac do tego dzwieki typu: uk hy uk hy uk hy uk uk...przerazilem sie bardzo...juz mialem kisiel w majtkach...jej zreszta tez cos kapnelo:)...po zakonczeniu rytuało wiewiorkowych,wlochata gąbka uciekla w krzaki,a mi zostala biała mala plamka na nogawce:)

Patrzymy sie na seibie z ukochaną...ja blagalnym wzrokiem mowie:ale ja ta pierwszy raz na oczy widzialem:)...naprawde to nic trwałego...poza tym nie preferuje we wlochatych:).Po godzinnych pertraktacjach bylem twardy...czyt.przeblagalem ukochaną...

Idziemy sobie dalej,czujac na sobie wzrok 1000 swinskich oczek.Ktos zaczyna drzec sie...szybko spogladamy w punkt darcia prześcieradła i widzimy pania w podeszlym wieku z pieknym wdziankiem zrobionym z czegos co bylo brązowe i zapewne jeszcze pare miesiecy temu zywe,oraz z czyms brazowym na twarzy...Tiaaa dziwnie to wygladalo,ale wiewiora byla zadowolona.Pewnie pomyslala sobie: osz ty stary moherze,zrobilas sobie z wojka Gieńka,ciotki Aldy,dziadka(jasniejsza czesc kolnierza futra) Zdzicha,ruchomy cmentarz...to teraz masz i maske na ten ochodny ryj!!!

Spojrzelismy i razem rzeklismy: ahaaaaaaaa

Z usmiechem na twarzy poszlismy dalej ,po drodze poruszylismy temat wlasnosci do wiewiorek.Ja bylem pewien ,ze te paskudzctwa byly z brodnowskiego parku,bo tylko tam rosną wszyscy tacy zdemoralizowani i zboczeni:) no moja druga polowka zaprzeczyla(ciekawe dlaczego:) )No to postanowilem jej udowodnic ze jest w bledzie.Po szybkim kamuflarzu,czyli przebraniu za wiewiorke skoczylem w krzaki(sam).To co tam widzialem i usyszlalem to pozostawiam dla seibie:P

Co do kamuflarzu to raczej wygladlaem jak Łuki z Gwiezdnych Wojen niz jak dziki wiewior.udalo się,zlapawszy jedna z brazowych zbokow wyskoczylem do ukochanej (ktora sie do mnie nie przyznalwala albo mowila ze czas wrocic na oddzial) i pokazalem jej dowod.A Wiec szybki ruchem odwrocilem poczware zadem do gory i podnioslem cos na wzor ogona,a spod ogona wyszla metka z napisem:

Nr.218524-Własność parku Łazienkowskiego.ps.wypozyczenie wygasa z niem 30 Listopada.

TIAAAAAAAA

i tak minal ten makabryczny epizod w parku.Powiem wam jedno:Nie fajnie byc zgwałconym przez brazowe ochydctwo...bleeeeeeee
komentarze [ 0] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl