wiersze   zarejestruj swój dom wiersze
wiersze opowiadania

wiersze, opowiadania, wierszyki

LOGOWANIE:
nie pamiętam hasła
menu podręczne:
Pomóż nam w promocji:

Jeśli podoba Ci się ten serwis, lubisz czytać i pisać wiersze i opowiadania oraz jeśli prowadzisz stronę lub bloga - pomóż nam w promocji! Wystarczy, że zamieścisz poniższy link:

<a href="http://www.miastopisarzy.pl" target="_blank">wiersze </a>

Dziękujemy! Administracja miasta.

wyszukiwarka:
polecamy serwisy:
Tainted Love by Love
Jest tam gdzies kobieta.Mieszka na prawej polkuli.Zyje sobie z dnia na dzien.Jest szczesliwa.Radosc bije z niej z kazdej strony.Lubi ladnie wygladac,kocha komplementy,ale nie popada w samo zachwyt.Ma Wspanialych znajomych.Spedzaja ze soba mnostwo czasu.Sama Jest bardzo ladna.Naprawde jest urocza ustota.Ale nie jest to jakas laleczka Barbie.Ma wdziek jak malo kto.W szkole radzi sobie dobrze.Jestinteligetna ale nie kujonką.Jezeli chodzi o uczucie,wczesniej nie miala chlopaka.Byla nieskazitelną dziewczyną.Miała piekne marzenia i ideały.Wiedziala kogo i czego pragnie.Miala w Glowce Idealnego Partnera.Wiedziala ze jak go spotka bedzie z nim na zawsze.Zalozy rodzine i bedzie kochala swojego męża i dzieci...

Jest tam gdzies mezczyzna.Mieszka na lewej polkuli.Zyje w pelnej harmonii psychicznej jak i fizycznej.Jest cichym,troskliwym chlopakiem.Jest zadowolony z zycia.Wie co bedzie robic w przyszlosci.Jezeli chodzi o urode jest przecietny,jakich wielu na tym bożym swiecie.Ma bardzo mile poczucie humoru,potrafi sluchac i pomagac ludziom.Cenia go za to.Ma jakis magnez w sobie,ktory przyciaga interesujace osoby.Jest Chlopakiem doswiadczonym przez zycie mimo mlodego wieku.Jezeli chodzi o szkole to jest typowym przeceitniakiem z dwojkami i trojkami w dzienniczku.Ma fajnych znajomych i przyjaciol.Wiekszosc to faceci.On ich lubi ,oni lubia Takze Jego.Pozytywną cecha jest szczerosc i zaufanie.Zawsze znajomi mogli sie do niego zwrocic w razie potrzeby.W przeszlosci mial pewna dziewczyne,nawet kilka.Byly to bezsensowne krotkotrwale zwaizki.Nie byla to wina tego chlopaka ,poprostu czegos brakowalo w tych zwaizkach...chemii???...

Minąl pewien czas.On i ona podazali droga swego zycia.Kazde z nich dazylo obrana droga...

Zaczynala sie kolejna sobota.Slonce bilo bardzo mocno,ale temperatura byla znosna.Ona czula sie tego dnia dosc dziwnie.Przeczuwala ze cos moze sie wydarzyc...on ,on od pewnego czasu oczekiwal fascynujacej urzekajacej chwili.Wiedzial ze musi cos zrobic...

Ona przechadzała sie w piekny weekendowy poranek wsrod drzew,krzakow,kwiatow.Czula ze wiosna jest w pełni.Widziala zakochane pary trzymajace sie za reke.Zawsze jej bylo smutno w takich chwilach.Sam park byl Przepiekny.Miał piekne gorki,pagórki,wzgorza,czyściutki strumyk przebiegajacy przez ten obiekt zieleni.Jedno bylo dziwne: zeby przejsc na druga strone parku wystarczylo tylko przekskoczyc nie duzy strumyk.Mozna to bylo zrobic bez zadnego problemu.Co dziwniejsze w jednym miejscu zaslonionym przez sredniej wielkosci drzewa i krzewy byl postawiony pomost,most przez ktory takrze mozna bylo przejsc i znalezc na drugiej stronie.Malo ludzi znalo to miejsce gdize znajdowal sie drewniany,olchowy mostek.

Ona znala tenże park doskonale i tego dnia postanowila po raz pierwszy przejsc przez strumyk za pomoca mostku.Powoli podążała w strone przejscia.Zauwazyła ze ktos nieznajomy sledzi ja krok za krokiem tyle ze z drugiej storny strumyka.Powoli podchodzi do poreczy i lapie sie jej reka-przeszyl ja dziwny dreszcz.Pomyslała ze zimnijeszy wiatr zawial.Nic sobie z tego nie zrobila.Weszla na pomost i spojrzala przed siebie...zobaczyla Go.Wiatr rozwiewal jej piekne slonecznikowe wlosy.Czula kropelki potu na czole,przez cos sie strsowala.On Czul sie podobnie,mial racje ze cos sie wydarzy.

Ona zblizala sie do srodka pomostu,on tez malymi krokami plynal w strone srodka drewnianego wehikułu uczuc.

STAŁO SIE!!!!!!!

Dreszcze przecinaly jej ciało.Robilo sie jej gorąco a zarazem zimno.Nie umiala okreslic swojego stanu.On byl pewien swoich mysli.Tylko patrzył...Patrzył gleboko swoimi niebieskimi oczyma w te szmaragdy polyskujace promeniamy slonca.Przeszywal ja wzrokie.Oboje zatrzymali sie patrzac na siebie,tak jakby chcieli sie pożrec wzrokiem.Czas sie dla nich zatrzymal.Wiatr umilkł.Drzewa juz nie uginaly sie od niego.strumyk zamarł odbijając promienie gorącej gwiazdy.Oddech Zamarł.Oczy przestaly mrugac.Serce zastalo na chwile...Oboje umarli i zamarli zewnetrznie...cała fantazja trwala..była...wewnatrz.To tam rozpoczela sie chemia.Ona powiedziala sobie pod nosem: To On!!.On powiedzial ,,Cud Nadszedl"...Nie umieli oderwad od siebie oczu.nie patrzyli jak wygladaja od zewnatrz...byli zatopieni w swoich niebiesko zielnych oczach.

w Brzuchu obojga zaczelo cos sie tlic.Cos tak jakby latało,cos jakby przyszlo na swait...to te znane motylki ktore sie cuzje gdzy milosc wkracza miedzy dwie osoby...Wreszcie nastapil ruch.On spojrzal na jej ciało i leciutko musnal ja po policzku swoimi koncowkami palcow,czula jak aksamit pociera jej piekny przyrumieniony policzek.druga reka złapal jej reke i trzymal tak mocno ze nic na swiecie nie byloby wstanie rozerwac te Jednosci Dwojga.Tak ...Byli Jednoscia.Powoli zblizyl sie do jej twarzy,przewracal oczami w strone jej szmaragdowych odchłani i w strone jej subtelnych,czerwonych jak wisnia ust.Byl coraz blizej az wreszcie Ona zamknela oczeta a on leciutko musnąl jej usta.Czula sie jak ktos wyjatkowy,nie umiala okreslic czy sni czy to jest prawda.Obie jego rece przeszywaly jej Dlugie zmyslowe wlosy.Dreszcz nachodzil na dreszcz.Nadszedl ten Moment...zatopili sie w blogim pocalunku ktory znaczyl wiecej niz tylko wyrazenie swojego uczucia..byl to przelomowy moment.Ten moment zmienial ich pojecie milosci,uczucia.Pocalunek byl zwienczeniem tego co dzialo sie wewnatrz ich cial.Byl swego rodzaju pieczęcią ktora utrwalila na zawsze ich uczucie...

On i Ona wiedzieli ze znajdza ta,tego jedynego.po tym spotkaniu swiat stal sie inny...kolorowy...slodki...stal sie Eldorado ich dwojki.Nie wiedzieli swiata poza soba.Nic nie moglo ich rozdzielic.rzucili by sie za siebie w ogien...Sprzedaliby dusze samemu diabłu...Ale byliby na zawsze razem...

Mijały lata a Oni nadal Szalenie sie kochali.nie znali i nie poznali slow:zdrada,zazdrosc,zawiść czy zwątpienie.Zainwestowali cale zycie,dla tego zwiazku.Najwspanialsza byla nieskazitelnosc Milosci jaka reprezentowali.Po tylu lata wiekszosc zwiazkow rozpadlaby sie ,a ta milosc z dnia na dzien rozkwitala.Robili najbardziej blache rzeczy by jedno wiedziało ze drugie non-stop go kocha.On jej puszczal smsy typu,,Kocham Cie" Ona mu sie odwzajemniala.

On puszczał sygnaly-Ona tez
On łapal za tą pieką delikatną dloń-Ona tez
On przytulał-Ona tez
On calowal-Ona tez
On szanowal-Ona tez

Miłosc Idealna...
komentarze [ 2] Chcesz skomentować utwór? Zaloguj lub zarejestruj się


Copyright by miastopisarzy.pl